Odpowiedź na pytanie: „Czy Mark Cavendish pobije rekord Eddy’ego Merckxa” poznaliśmy wcześniej, niż ktokolwiek się spodziewał. Fanów Madsa Pedersena musimy więc zmartwić – to właśnie Brytyjczyk zajął większość naszej uwagu, choć i dla dzisiejszemu zwycięzcy poświęciliśmy kilka ciepłych słów.










W bliźniaczym artykule o wycofaniu z TdF Marka Caventish-a : [https://naszosie.pl/2023/07/08/tour-de-france-2023-cavendish-wycofal-sie-z-wyscigu/] trzech dyskutantów wypowiedziało się negatywnie o Cav i mieli taką możliwość.
Moja, naturalnie pozytywna, wypowiedź o Cav nie została opublikowana co czyni w przestrzeni medialnej dużą krzywdę Mark-owi. Dlatego tu ponawiam moją wypowiedź w nadziei, że będzie opublikowana
Mark Cavendish – sprinter wszechczasów
Nikt tego nie zmieni, choćby wysuwał nie wiem jakie argumenty.
Podobnej klasy sprinter: Mario Cipolini, który jako jedyny mógłby rywalizować z MC:
Mario Cipolini: 161 zwycięstw w karierze, 12 na Tour de France
Mark Cavendish: 162 zwycięstw w karierze, 34 na Tour de France.
Za Cav-em kiedyś nie przepadałem, a to dlatego, że wygrywał jak chciał, wystrzelał z peletonu, mijał innych sprinterów jak słupki na slalomie i wygrywał. To było godne uznania, bo bywali sprinterzy, którzy wygrywali, wystawiali koło, wyskakiwali o pół koła w ostatniej chwili, ale te slalomy Cav, to były majstersztyki, które pamięta się latami. Nawet teraz, gdy Cav ma 38 lat, ktoś pisał, że jako jedyny na finiszu przekraczał 70 km/h, miewał największe prędkości chwilowe spośród dziś wszystkich. Pomimo tylu lat ma jeszcze taki power.
Polubiłem Cav-a, gdy wszyscy skazywali go na emeryturę, gdy przygnębiony, odtrącony, zmarginalizowany powiedział niezauważony dziennikarzowi, że to chyba jego ostatni wyścig był. Ale odrodził się, tak jak wielcy sportowcy potrafią: wygrywał etapy na Tour of Turkey, wreszcie 4 etapy Tour de France, zrównał się ilością zwycięstw z Eddy Merckx-em w Tour de France, powrócił stary dobry Cav, a wszyscy płakali…. Jeden z piękniejszych powrotów w historii kolarstwa.
Gdy pozbyłem się uprzedzeń zauważyłem, że ten facet ma jakąś pogodę ducha w sobie, dobrze mu z oczu patrzy.
Jest naturalny, widzimy jak on potrafi się cieszyć – po każdym sukcesie dziękuje kolegom, ściska ich i rywali, widać jak autentycznie potrafi się cieszyć: coś co u mało kogo dziś się zdarza, bo coraz częściej jesteśmy jak roboty, coraz rzadziej jesteśmy uśmiechnięci, coraz mniej rzeczy nas porywa fascynuje, zadziwia…..
A on jakby na przekór temu: na większości zdjęć „w cywilu” Cav jest uśmiechnięty, tak jak wiecznie uśmiechnięty Esteban Chaves zjednywał swoim uśmiechem i jakoś pogodniej patrzyło się na świat. Tak Cav na mnie robi podobne wrażenie, zachęca do walki o siebie o pokonywanie samego siebie, swoich ograniczeń, niemożności, gdy już się wydaje, że swój szczyt masz za sobą i teraz będzie już tylko gorzej. Takie osoby jak Cav robią wielką pracę społeczną dla innych, w sposób często niezauważalny dają pozytywny impuls wielkiej rzeszy ludzi, którzy tym przykładem pociągnięci wychodzą ze swego marazmu i jeszcze raz zaczynają walczyć o siebie.
Marku: szkoda, że los dziś w taki sposób wyeliminował Cię z wyścigu, który Ty uczyniłeś legendą. Chwilowe łzy są tylko przejściowe, ale tak czy inaczej pozostawiasz piękne wspomnienia, rekordowe osiągnięcia, do których zapewne mało kto się zbliży. Ale jesteś przede wszystkim dla nas pogodnym choć stanowczym człowiekiem, który w sposób godny podziwu daje nam przykład przezwyciężania słabości i realizowania swoich marzeń.
Pamiętam jak w podobnym nastroju żegnaliśmy Aleksandra Winokurow-a, który wypadł z trasy do lasu i wydawało się, że tak zakończy karierę. Tymczasem zawalczył jeszcze i zdobył mistrzostwo olimpijskie. Życzę Ci podobnego uwieńczenia Twojej kariery i żywię nadzieję, że może jednak jeszcze raz zobaczymy Cię na trasie Tour de France.