fot. Bahrain-Victorious / Sprint Cycling Agency

5. etap przyniósł nam drugi sprinterski pojedynek w tegorocznym wyścigu Giro d’Italia. Najlepszym w takowym okazał się być Kaden Groves. Po dniu zmagań, który stał pod znakiem kilku groźnych kraks liderem pozostał Andreas Leknessund. Zdecydowanie warto obejrzeć sobie powtórkę ostatnich 8 kilometrów dzisiejszego etapu.

Dziś na zawodników czekało „jedynie” 171 kilometrów z miasta Atripalda do Salerno. Po drodze znalazło się kilka zmarszczek terenowych, spośród których dwie zostały wybrane przez organizatorów na górskie premie trzeciej kategorii. Sumaryczne przewyższenie dzisiejszego odcinka co prawda przekraczało 2,5 tysiąca metrów, acz przed etapem można było spodziewać się pojedynku sprinterów.

Na starcie nie stanęło dziś 3 zawodników – Valerio Conti (Team Corratec – Selle Italia) w kraksie złamał wczoraj miednicę i choć przejechał z tą kontuzją przeszło 100 kilometrów to nie było mowy, by dziś kontynuował jazdę. Ramon Sinkeldam (Alpecin-Deceuninck) został zmuszony do wycofania się z powodu choroby, podobną przyczynę ma absencja Rémy Rochasa (Cofidis).

Tym samym 172 zawodników w strugach obficie padającego deszczu tuż przed 13:00 rozpoczęło walkę na trasie 5. etapu Giro d’Italia. Od samego początku do przodu ruszyli Martin Marcellusi i Samuele Zoccarato (Green Project-Bardiani CSF-Faizanè) oraz Stefano Gandin (Team Corratec – Selle Italia), a po chwili dołączyli do nich lider klasyfikacji górskiej Thibaut Pinot (Groupama – FDJ) i Thomas Champion (Cofidis). W momencie formowania się odjazdu doszło w czołówce do upadku dwójki Włochów – jezdnia była śliska niczym lodowisko w tak ulewnym deszczu. W efekcie tego Martin Marcellusi wrócił do peletonu.

Tuż po górskiej premii Thibaut Pinot, który rzecz jasna ją wygrał, poczekał na główną grupę. Francuz przed etapem tracił tylko 2:33 w klasyfikacji generalnej do lidera, zatem odjazd z nim nie miał szans na odpuszczenie. Tym samym z przodu już na 158km przed metą pozostała tylko trójka zawodników i zanosiło się na około 4 godziny niezbyt emocjonującego wyczekiwania na sprint z dużego peletonu.

Tuż po napisaniu tych słów na jezdnię wbiegł pies, który wpadł idealnie pod koło jednego z kolarzy Soudal – Quick Step. W efekcie tego na jezdni znalazł się m.in. Remco Evenepoel, który długo nie podnosił się i sugerował, że ma poważny problem z prawą nogą. Mistrz świata po kilku minutach wrócił na rower i z pomocą swojego zespołu zaczął długą pogoń za czekającym na niego peletonem.

Odjazd w międzyczasie zyskał prawie 5 minut przewagi, acz po odpuszczeniu sobie przez Thibaut Pinot żaden z uciekinierów nie był groźny dla lidera klasyfikacji generalnej. Tym samym kontrolę nad peletonem przejął nie Team DSM, a Trek – Segafredo pracujący na rzecz Madsa Pedersena.

Różnica szybko spadła poniżej 3 minut i tak kolarze dotarli na pierwszy lotny finisz, gdzie zaciekłą walkę rozegrali Stefano Gandin i Thomas Champion. Włoch wygrał o błysk szprychy i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji Traguardo Volante. Z peletonu po 5 oczek wyskoczył Mads Pedersen (Trek), 4 zdobył jadący w cyklamenowej koszulce Jonathan Milan (Bahrain), 3 trafiły na konto Michaela Matthewsa (Jayco), a dwie do Kadena Grovesa (Alpecin).

Tak oto peleton niespiesznie zaczął kierować się w stronę drugiej i zarazem ostatniej górskiej premii, czyli Oliveto Citra (2,9 km; 8%). Mimo niespiesznej pogoni uciekinierzy u jej podnóża mieli już tylko 50 sekund przewagi. Team DSM nie tylko nie pracował na czele, ale i uspokajał pojawiające się tam zespoły Team Arkéa Samsic czy Team Jayco AlUla by nie kasować przedwcześnie odjazdu.

Na górskiej premii w peletonie nie wydarzyło się nic – dziś nikt nie próbował męczyć sprinterów czy wręcz ich gubić na podjazdach. Z przodu z kolei żaden z uciekinierów nie walczył o punkty, a ich komplet przypadł Samuele Zoccarato. Z tylu po jedno oczko wyskoczył Thibaut Pinot, któremu nieskutecznie próbował odebrać je Santiago Buitrago (Bahrain).

Na drugiej lotnej premii ponownie Stefano Gandin pokonał Thomasa Championa. Włoch i Francuz niedługo później odpuścili sobie dalsze uciekanie, a na czele pozostał samotnie Samuele Zoccarato, który na 15km przed metą nadal utrzymywał około minuty przewagi nad peletonem. Losy Włocha z Green Project-Bardiani CSF-Faizanè były przesądzone, jednak ten toczył piękny pojedynek z główną grupą, który zakończył się dopiero na 6800 metrów przed metą.

Zanim w końcówce obejrzeliśmy pasjonujący finisz to niestety na ostatnim z zakrętów na dzisiejszym etapie, który miał miejsce na 7 kilometrów przed metą, doszło do dużej kraksy, która podzieliła peleton na wiele mniejszych grupek. Na asfalcie znalazł się m.in. Primož Roglič (Jumbo-Visma), Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck) i Fernando Gaviria (Movistar Team).

Z przodu po tym jak pomocnicy poczekali na swoich liderów pozostało tylko około 25 kolarzy, więc jedna z goniących grup zdołała wrócić do czołówki tuż przed banerem oznaczającym 3 kilometry do mety. Chwilę po nim, już na szczęście w strefie ochronnej, kolejny raz na asfalcie znalazł się Remco Evenepoel, który z impetem uderzył w asfalt.

Najlepiej w końcówce rozprowadzili się kolarze Team DSM, ale z ich koła wyszedł Kaden Groves i to kolarz Alpecin-Deceuninck zostaje dzisiejszym triumfatorem. Tuż przed kreską doszło jednak do paskudnej kraksy, w której na jezdni wylądował Mark Cavendish (Astana), który podcinając kolejnych zawodników przejechał przez metę na asfalcie.

Wyniki 5. etapu 106. Giro d’Italia:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułBretagne Ladies Tour 2023: Valentine Fortin wygrywa, Marta Lach tuż za nią
Następny artykułNavarra Women’s Elite Classic 2023: Riejanne Markus wygrywa po solowej akcji
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzenie związane z tą dyscypliną? Wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michael 👎👎👎
Michael 👎👎👎

I czemu wszystkie krakersy tak mocno omijały matthewsa ??😭😭😭💩💩💩

Michael 👎👎👎
Michael 👎👎👎

Krakersy autokorekta powinno być kraksy

Jerzy
Jerzy

Wielokrotnie oglądałem fragment relacji Eurosportu z kraksą Evenepoela 2,5 km przed metą. Trudno mi ocenić kolarz jakiego zespołu (zdjęcia z helikoptera), ale prawdopodobnie Arkei, przejechał nagle w poprzek z prawej strony w lewo szosy, potrącając przednie koło Remco.

Szymon
Szymon

Do Jerzego.
To był kolarz Treka, najpierw pierwszy, a drugi potem dokończył dzieła

Przem
Przem

dla mnie ewidnenta wina RE, najpierw się oglądał przez lewe ramię i bezwiednie zjechał w prawo, otarł się i wpadł na innego kolarza