fot. Getty Images

Za sprawą ogromnego szczęścia do pogody dzisiejszy prolog Santos Tour Down Under padł łupem Alberto Bettiola. Włoch jako jeden z nielicznych zawodników pokonał trasę gdy ta była jeszcze sucha i zdecydowanie pokonał wszystkich rywali.

Ile można zyskać na 5500 metrach? Zanosiło się, że niewiele, ale przebieg dzisiejszego prologu pokazał, że były to złe prognozy. Wszystko z powodu deszczu, który spadł tuż po starcie pierwszych zawodników i sprawił, że warunki na krętej trasie pełnej namalowanych linii na asfalcie czy kostki chodnikowej były bardzo nierówne. Po zwycięstwo sięgnął Alberto Bettiol, który nie krył z tego powodu zadowolenia.

Jestem bardzo szczęśliwy, ale też czuję się szczęściarzem. Wiedziałem, że mogę dzisiaj dobrze spisać się, ale nie sądziłem, że mogę wygrać. Było tu dużo lepszych ode mnie rywali, zwłaszcza w tak krótkim prologu jak ten. Australijska pogoda mi pomogła. Musiałem jechać na pełnym gazie tylko przez sześć minut. Zapytałem, czy mogę pojechać pierwszy, aby przekazać informacje moim kolegom z drużyny Mikkelowi Honoré i Seanowi Quinnowi, ale niestety upadli. I stoję tu teraz jako zwycięzca. To bardzo zaskakujące. To nie była strategia, a szczęście

— opowiadał Alberto Bettiol.

Dla Włocha to czwarta zawodowa wygrana w karierze i trzecia na poziomie World Tour. Premierową było Ronde van Vlaanderen z 2019 roku, w sezonie 2021 29-latek zwyciężył zaś na jednym z etapów Giro d’Italia. Teraz przed nim życiowa szansa by bronić koszulki lidera i powalczyć o końcowy triumf w klasyfikacji generalnej wyścigu tej kategorii.

Będę się cieszył koszulką. Ponieważ kocham ten wyścig i jestem dumny, że jutro założę koszulkę lidera. Zobaczymy jak będzie w tym tygodniu. Prawdziwy wyścig rozpocznie się dopiero jutro

— ostrożnie zapowiada kolarz EF Education-EasyPost.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments