fot. FDJ – SUEZ – Futuroscope / SWpix.com

Oglądając poprzednie edycje mistrzostw świata, czy też patrząc na ich harmonogram, nie sposób było dostrzec, że czegoś tu brakuje. Elita – jest, juniorzy i juniorki – są, mieszana sztafeta – nie wiadomo po co, ale jest, U23 – jest. Ale tylko u mężczyzn. Po latach dyskusji, nareszcie doczekaliśmy się pierwszych mistrzyń świata orliczek na szosie, które… mogłyby się nie odbyć i tak naprawdę nikt by tego nie dostrzegł.

Wiele mówi się obecnie o równości w kolarstwie – o zarobkach, nagrodach, dystansach, transmisji telewizyjnej, liczebności drużyn na starcie. W lutym prezydent Międzynarodowej Unii Kolarskiej – David Lappartient – z dumą ogłosił za pośrednictwem Twittera, że w tym roku rozdane zostaną pierwsze tytuły mistrzyń świata U23, co jest kolejnym krokiem do zrównania żeńskiego kolarstwa z męskim. Pytanie nasuwa się samo – dlaczego dopiero teraz?

Odpowiedź na nie byłaby raczej trudna do sformułowania. Nie ma miejsca w programie? To trzeba je zrobić. Kolarstwo kobiet nie jest wystarczająco rozwinięte, by zorganizować wyścig dla orliczek, który stałby na wysokim poziomie? Jakoś mistrzostwa Europy dla kobiet U23 rozgrywane są rokrocznie i mają się całkiem dobrze.

Można było jednak zostawić to, czego nie było wcześniej i skupić się na wyczekiwanych wyścigach orliczek, których ostatecznie… również nie było. Okazało się bowiem, że w najbliższych latach wcale nie będzie osobnej imprezy, a całe działanie wygląda jak nieudolna próba uspokojenia własnego sumienia i udowodnienia sobie i światu, że przecież dążymy do równości.

Nierówne warunki

No dobrze – pada tu tyle mocnych słów, ale w zasadzie dlaczego obecne rozwiązanie jest złe? Powodów jest kilka, ale może warto zacząć od skutków – dzisiejszy wyścig orliczek zakończył się zwycięstwem Annemiek van Vleuten, o czym usłyszeli już wszyscy fani kolarstwa. Jestem jednak pewny, że mało kto wie, która z zawodniczek została mistrzynią świata w kategorii U23, a pytanie o trzecią kolarkę tego wyścigu jest poniżej pasa.

W ferworze towarzyszącemu wyścigowi elity kobiet, realizatorzy (podobnie zresztą jak osoby odpowiedzialne za media społecznościowe UCI) zapomnieli o tym, że Annemiek van Vleuten nie jest wbrew pozorom jedyną zawodniczką, która wygrała dziś koszulkę mistrzyni świata. Poza nią, trykot powędrował do Niamh Fisher-Black, która po cichu przecięła linię mety na końcu pierwszej grupy.

Po zakończeniu zmagań nie pojawiła się żadna rozmowa z którąś z czołowych orliczek, a pierwszą planszę z wynikami kategorii U23 zobaczyliśmy na ekranach ponad 30 minut po zwycięstwie Annemiek van Vleuten i (!) Niamh Fisher-Black. Ale w sumie nie ma co się dziwić – nie powinno być żadnym zaskoczeniem, że oczy wszystkich skupione będą na triumfatorce wyścigu elity, a nie na kolarce, która – przy innym scenariuszu – mogła nawet nie wiedzieć, że została mistrzynią świata.

Problemem jest nie tylko brak uwagi poświęconej właścicielce tęczowej koszulki, ale też sposób, w jaki o trykot walczą zawodniczki do lat 23. Wszystko jest tu w gestii osób odpowiedzialnych za wybór składu, które mogą zawrzeć w nim orliczki (jak np. Polska, Wielka Brytania czy Holandia), ale mogą wystawić też same kolarki elity, co już na starcie odbiera jakiekolwiek szanse na walkę o tęczową koszulkę (jak Australia).

Wpływ na rozstrzygnięcia wśród orliczek niewątpliwie ma też jakość zawodniczek elity w danej kadrze – jeśli to orliczki predestynowane są do liderowania w zespole, analogicznie będzie im łatwiej o triumf, niż kolarkom, które w teorii mogłyby włączyć się do walki o medale, ale poświęciły się na rzecz swoich liderek w elicie, ponieważ medal właśnie w tej kategorii był priorytetem.

Ciekawie wygląda to też w przypadku indywidualnej jazdy na czas, gdzie miejsc jest jeszcze mniej. Tam również reprezentacje mogą stanąć przed  trudnym dylematem – zabrać dwie zawodniczki mogące wywalczyć czołową lokatę w elicie, czy powołać na wyścig orliczkę, która może i zajmie niższe miejsce w wyścigu, ale będzie faworytką swojej kategorii? Nie tak to powinno wyglądać.

Ktoś może jednak powiedzieć, że po co komu koszulka, skoro i tak nie będzie w niej jeździł. Coś w tym jest, bo rzeczywiście – międzynarodowych, niemistrzowskich, wyścigów dla orliczek nie ma. W tym roku odbyła się zaledwie jedna taka impreza, wygrana swoją drogą przez Dominikę Włodarczyk. Trzeba jednak zaznaczyć, że zachęcenie ludzi związanych z kolarstwem do organizowania imprez dla orliczek – choćby przez utworzenie cyklu Pucharu Narodów, w którym walczą juniorzy, juniorki i orlicy – leży tylko i wyłącznie w gestii Międzynarodowej Unii Kolarskiej.

Działacze w UCI sami sobie muszą zadać pytanie, czy robią wszystko, by doprowadzić do dumnie przedstawianej równości w kolarstwie, a następnie oddać zawodniczkom do lat 23 należny szacunek – szacunek, którego obecnie nie dostają. Mało prawdopodobna jest jednak zmiana planów Unii, toteż musimy przygotować się na przeżycie farsy, jaką były „mistrzostwa świata orliczek”, jeszcze dwa razy. Pierwsze właściwe wyścigi dla zawodniczek do lat 23 zostaną zorganizowane w 2025 roku w Rwandzie. W Zurychu, Glasgow, Wollongong i wszystkich innych lokacjach poprzednich czempionatów się nie dało…

guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Grzegorz
Grzegorz

A czy to nie jest tak że różnicę robi biologia. Różnica między kolarzem u23 a seniorem jest zdecydowanie większa niż między kolarką u23 a seniorką. Od tej czysto fizycznej strony można mieć wątpliwości czy taka kategoria u kobiet jest w ogóle potrzebna.

Jan
Jan

„co jest kolejnym krokiem do zrównania żeńskiego kolarstwa z męskim. Pytanie nasuwa się samo – dlaczego dopiero teraz?”
Pytanie infantylne. Felieton infantylny. Odpowiedź brzmi: bo zrównanie byłoby szkodliwe dla kolarstwa.

Jan
Jan

UCI głupieje z każdym rokiem. Wymyśla sztafety mieszane i przenosi MŚ poza Europę