fot. Lotto Soudal

106. edycja Kampioenschap van Vlaanderen zakończyła się, zgodnie z przewidywaniami, pojedynkiem najlepszych sprinterów na świecie. Ci zdołali przezwyciężyć trudne warunki pogodowe czy nierówności trasy, a najlepszy na mecie okazał się być Fabio Jakobsen.

Kampioenschap van Vlaanderen, czyli tłumacząc na język polski Mistrzostwa Flandrii, to wyścig, który może się dobrze kojarzyć kibicom z naszego kraju. W 2015 roku po zwycięstwo sięgnął Michał Gołaś i od pory tego sukcesu Quick-Step Alpha Vinyl Team co 2 edycje sięga po triumfy – robili to kolejno Fernando Gaviria (2017), Jannik Steimle (2019) i teraz Fabio Jakobsen (w 2020 roku wyścig się nie odbył, stąd znów 2 edycje różnicy).

To wyjątkowe być mistrzem Europy, a teraz mistrzem Flandrii! To był gorączkowy dzień, ale na lokalnych szosach zawsze jest tak samo. Chłopcy wykonali świetną robotę i to zwycięstwo nie byłoby możliwe bez nich. Na ostatnich kilometrach było trochę wiatru w twarz i straciłem nieco koło Berta, ale miałem dobre nogi, znalazłem lukę na 200 metrów przed metą i mogłem ruszyć sprintem do zwycięstwa. Fajnie jest odnieść swój pierwszy sukces jako mistrz Europy i dobrze było założyć żółtą koszulkę na podium

— mówił w rozmowie z dziennikarzami w Koolskamp dzisiejszy zwycięzca – Fabio Jakobsen.

Najbliżej pokonania Holendra był Caleb Ewan, którego Lotto Soudal szuka gdzie tylko się da punktów rankingowych. Australijczyk obiecał już, że zostanie z belgijską formacją niezależnie od tego czy ta pozostanie w World Tourze, czy też gdy spadnie, ale z pewnością ten pierwszy scenariusz bardziej by mu odpowiadał. Nie ma co się zatem dziwić, że po drugim miejscu z jego twarzy także nie schodził uśmiech.

Bardzo trudno było ruszyć w odpowiednim momencie. Z czołowym wiatrem na ostatniej prostej, to była ciągła walka o dobrą pozycję. Nie chcesz być za szybko na czele, bo wtedy bierzesz za dużo wiatru, ale jeśli jesteś zbyt daleko, ryzykujesz, że nie będziesz w stanie przesunąć się na czas. Zespół cały czas mnie wspierał i wszyscy bardzo dobrze wykonywali swoją pracę. Być może ruszyłem trochę za wcześnie, ale nie mogłem dłużej czekać. Nie chciałem dać się zamknąć. Oczywiście chciałem wygrać, ale jednocześnie mogę być zadowolony ze swojej formy. Zbliża się sporo wyścigów i jestem pewien, że znów będę miał szansę walczyć o zwycięstwo

— obszernie wyjaśniał Caleb Ewan.

Dzisiejsze podium w 106. Kampioenschap van Vlaanderen uzupełnił Dylan Gronenewegen. Holender nie był tak rozmowny jak jego rywale, ale nie ma co się dziwić – po 7 zwycięstwach w tym sezonie „tylko” podium nie jest już niczym szczególnym. Warto jednak podkreślić, że znalazł się na nim mimo kraksy, która go spotkała podczas ostatniej godziny zmagań. 29-latek został także bohaterem wielu fotografii, bowiem na nagrodzenia wyszedł z dzieckiem na rękach.

Wszystko szło dobrze aż do wypadku, a chłopaki musieli na mnie czekać i doprowadzić z powrotem na pozycję. Uszkodziłem rower, ale nie było czasu na jego zmianę, więc ciężko goniliśmy, aby wrócić, a potem zrobiliśmy, co mogliśmy w sprincie. Po tym wszystkim, co się wydarzyło, myślę, że możemy być zadowoleni z trzeciego miejsca

— opowiadał bez wyraźnego przekonania w głosie Dylan Groenewegen.

Przed nami jeszcze niejeden klasyk rozgrywany w Belgii. Do końca sezonu z wyścigów zawodowych pozostały 17.09 Primus Classic (1.Pro), 18.09 Gooikse Pijl (1.1, Voster ATS Team na starcie), 21.09 Omloop van het Houtland Middelkerke-Lichtervelde (1.1), 02.10 Famenne Ardenne Classic (1.1), 04.10 Binche – Chimay – Binche (1.1) oraz 09.10 Memorial Rik Van Steenbergen (1.1).

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments