fot. Unipublic / Charly Lopez

„Dramat lidera. Duże straty Remco Evenepoela!” – niewiele brakowało, a takie tytuły królowałyby dziś w kolarskich mediach. Tymczasem szanse Belga na zwycięstwo zamiast drastycznie spaść, wzrosły.

Zacznijmy jednak od początku – oczywiście nie od początku etapu, bo zarówno na nim, jak i na kolejnych ponad stu kilometrach, nie działo się wiele ciekawego. Początku sekwencji dwóch krótkich, acz wymagających hopek – tam nic wskazywało na kłopoty Evenepoela, choć on sam wiedział, że czekają go wymagające chwile.

– Widziałem rekonesans na wideo. Wiedziałem, że będzie trudno. Spodziewałem się ataku Primoza. Jest bardzo eksplozywnym kolarzem. To oznaczało, że aby odeprzeć jego próby, muszę być dobrze ustawiony. No i byłem, oczywiście do czasu… w pewnym momencie poczułem, że z moim kołem dzieje się coś niedobrego, że mam coraz mniej powietrza. 

– relacjonował Belg na antenie Eurosportu.

Gdyby cała sytuacja przydarzyła się kilkaset metrów wcześniej, prawdopodobnie teraz, o ile w ogóle byłby dalej liderem, drżałby o utrzymanie niewielkiej przewagi nad pozostałymi kolarzami na kolejnych etapach. Na szczęście jego problemy zaczęły się po już po wjeździe w trzykilometrową strefę ochronną.

Dla niego oznaczało to tyle, że ostatnie dwa kilometry mógł przejechać w spacerowym tempie, oszczędzając energię przed kolejnymi, zdecydowanie trudniejszymi etapami. Jego jedynym zmartwieniem może być to, że stracił 8 sekund do Primoza Roglica. To niewiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę groźnie wyglądający upadek Słoweńca, który sprawia, że wciąż nie wiadomo, czy będzie on w stanie w ogóle jeszcze walczyć o koszulkę.

Oczywiście Evenepoel trzyma kciuki za to, by jego wielki rywal nie wypadł z gry – Oby to nie było nic poważnego – mówił. Czy jego życzenie się spełni – nie wiadomo, jednak ujęcia chwilę po zakończeniu etapu nie nastrajają optymistycznie. On jest na przeciwnym biegunie. Tym bardziej, że jak twierdzi, zdołał już dojść do siebie po trudnym weekendzie.

Czuję, że wypocząłem. Ten dzień przerwy bardzo mi się przydał – także dlatego, że dzięki niemu mogłem w końcu dojść do siebie po kraksie sprzed kilku dni. Jestem dobrej myśli – do kolejnych dni podchodzę z bardzo pozytywnym nastawieniem

– zakończył zawodnik, którego przewaga nad Roglicem wynosi w tym momencie 1 minutę i 26 sekund.

 

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Przemek
Przemek

Akurat do słów Evenepoela, to bym się nie przywiązywał, bo zwykle co innego mówi przed etapem, a co innego po nim. Np. po upadku twierdził, że bardziej ucierpiał jego rower niż on i nie ma żadnego problemu, a po stratach na ostatnich etapach zaczął się usprawiedliwiać … dolegliwościami po upadku. Tymczasem wyraźnie widać, że zaczyna brakować mu sił. Moim zdaniem, nie wykorzystał w pełni możliwości w pierwszym tygodniu, by jeszcze bardziej dołożyć konkurencji, czyli Rogliciowi, bo Masa jednak trudno traktować poważnie, gdy chodzi o zwycięstwo w wyścigu (zakłądając, że i Roglić i Evenepoel dojadą do końca). Uważam, że Belg, mimo wszystko, doczłapie do końca wyścigu w czerwonej koszulce, skoro jego jedyny konkurent prawdopodobnie sam się wyeliminował, a przynajmniej nadwątlił swoją kondycję. A propos Roglicia, to trochę żałośnie wyglądają ataki na klasyfikację generalną na płaskim etapie. I równie żałośnie się skończył w tym przypadku. Trochę to przypomina to desperację Pogacara na tegorocznym TdF. Ja mam jednak niewiele szacunku dla kolarzy, którzy walczą o sekundy i bonifikaty na łatwych etapach w wyścigach trzytygodniowych, by coś zyskać w klasyfikacji generalnej. Jestem przywiązany do tego, że wielkie toury rozgrywają się w wielkich górach i na czasówkach.