La Vuelta

Jesus Herrada wygrał 7. etap Vuelta a Espana. Hiszpan był częścią ucieczki, która do ostatnich kilometrów walczyła o dojechanie do mety przed peletonem.

Po bardzo męczącym 6. etapie, kolejny dzień rywalizacji był dla kolarzy niemalże chwilą wytchnienia. Jedyna duża trudność (ale za to jaka!) – Puerto de San Glorio (19,5 km – 5,8%) kończyła się ponad 60 km przed metą. Oznaczało to, że tym razem Remco Evenepoel nie będzie mógł rozpocząć ze swoimi rywalami morderczego tańca, który przetrwać w stanie są jedynie najsilniejsi.

Tu było o wiele łatwiej, co nie oznacza, że łatwo. Coś o tym wiedzą Tim Merlier, Pascal Ackermann i Sam Bennett, którzy odpadli kolejno na początku i w samej końcówce kluczowego dziś podjazdu. Mimo kłopotów czołowych sprinterów (zresztą, koniec końców Bennett dołączył do głównej grupy), w peletonie wciąż znajdowali się kolarze zainteresowani tym, by gonić uciekinierów. Przodowali pod tym względem głównie reprezentanci grupy Trek-Segafredo, pracujący dla Madsa Pedersena.

To z kolei oznaczało kłopoty uciekinierów. Samuele Battistella (Astana-Qazaqstan Team), Fred Wright (Bahrain-Victorious), Jesus Herrada (Cofidis), Harry Sweeny (Lotto Soudal), Jimmy Janssens (Alpecin-Fenix) – oni wszyscy marzyli dziś o etapowym zwycięstwie, ale nie byli sobie w stanie wywalczyć przewagi gwarantującej sukcesu.

Nie poddawali się jednak i bardzo zgodnie współpracowali, dzięki czemu kwestia tego, czy uda im się dojechać aż do mety, pozostawała otwarta niemal do samego końca. Na 10 km przed metą mieli właściwie równą minutę przewagi. Pięć kilometrów później, tylko 10 sekund mniej. Dopiero wtedy wyglądało na to, że zwycięzcą zostanie któryś z uciekinierów. Dopiero na kilometr przed metą zaczęło się czarowanie – wtedy było już za późno, by peleton był w stanie ich dogonić.

Finisz z pierwszej pozycji rozpoczął Wright. Pomimo niekorzystnego położenia Brytyjczyka, przez jakiś czas wydawało się, że to on zakończy etap ze zwycięstwem. Niestety dla niego, tuż przed kreską został wyprzedzony przez Herradę i Battistellę. Zwycięzcą okazał się Hiszpan, który po swoim drugim zwycięstwie w tym wyścigu (pierwsze było w 2019) popłakał się ze wzruszenia.

Wyniki 7. etapu Vuelta a Espana 2022:

Results powered by FirstCycling.com

guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Janek
Janek

Nuda. I do tego brak Baranowskiego… Koszmar. Jaroński już by poszedł na emeryturę. Czas na duet Baranowski-Ola Górska

Aleksandra Górska
Admin
Aleksandra Górska
Reply to  Janek

Myślę, że z Igorem Błachutem miałabym dobrą chemię 🤘

Janek
Janek

W chemie nie wnikam (chociaż rozumiem) ale Baranowski to od 20 lat jedyny komentator kolarstwa który ogarnia i widzi wszystko… Po cierpieniach z wiecznie zagubionym Wyrzykowskim teraz Jaroński odstaje i czas na zmiany

Jaq
Jaq

O czym ty chłopie mówisz? Żebyś miał choć 10% tej wiedzy i umiał ją tak przekazać.

Janek
Janek

Wyrzykowski miał wiedzę adresowaną do turystów, emerytów. O kolarstwie sporo czytał. Ale niewiele widział co się dzieje na trasie. Właściwie był permanentnie zagubiony kto i po co ucieka. Nie dało się słuchać tego duetu J-W o zameczkach i wieżyczkach. No i W to megaloman. Dopiero Baranowski ogarnął swoim genialnym okiem peleton i taktykę (jak on ich wszystkich rozpoznaje!?!). Obecnie Jaroński od kilku lat ciągnie komentarz w dół

Alvaro
Alvaro

Jaroński może nie do końca ogarnia ale jest klimat a Baranowski mistrz..

Marek
Marek

Wyrzykowski to był komentator dla elit..a opowieści o historii kraju były również dla elit. …

Janek
Janek

Chyba elitek… Jak chcę posłuchać o historii włączam kanał historyczny, o podróżach też mam kanały, podobnie jak o garkuchni. To tematy zastępcze dla turystów. Wyścig to poważna sprawa i tu nie chcę mieć wiecznie zagubionego Pana Krzysia. Tylko Baranowski! Plus drugi niezły spec ale już raczej nie Jaroński

Janek
Janek

Apropos garkuchni to bodaj Marek Brzeziński w radio próbował robić relacje z TdF dla elitek w typie garkuchni. Brzmiało to tak: „Kolarze ruszyli z krainy smażonego pstrąga, przejechali przez region duszonej fasolki i finiszowali w zgniłym serze.” Chłopina gadał dużo, szybko i bez sensu. Dla elitek. Natomiast po raz kolejny bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Baranowski gdy po etapach TdF robił ich podsumowania. Było to niezwykle esencjonalne i ujmowało istotę etapu. Takie coś powinien robić rasowy dziennikarz typu Jarońskiego, tymczasem Darek robił to fenomenalnie jakby całe życie pisywał do Przeglądu Sportowego.