fot. Getty Images

Wout van Aert (Jumbo-Visma) na finiszu ze zredukowanego peletonu w Lozannie wygrał ósmy etap wyścigu Tour de France. Liderem wyścigu pozostał znakomicie jadący Tadej Pogačar (UAE Team Emirates). Wspaniałą pracę dla Słoweńca wykonał w końcówce Rafał Majka. 

Po wizytach w Danii i Belgii przyszedł czas na odwiedzenie kolejnego kraju – tym razem była to Szwajcaria. Kolarze wystartowali z miejscowości Dole położonej w Jurze i po 186 km finiszowali w Lozannie, gdzie mieści się siedziba Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Etap odbywał się w średnich górach, a zatem można powiedzieć, żeteren nie był ani łatwy, ani bardzo trudny. Na trasie znajdowały się cztery górskie premie, w tym podjazd na metę trzeciej kategorii – Côte de Stade olympique (4,8 km; 4,6%).

W związku z tym, że żółty peleton Wielkiej Pętli zawitał w sobotę do olimpijskiej stolicy, swoją obecność zaznaczyli goście związani z ruchem olimpijskim. W kolumnie wyścigu jechał podwójny mistrz olimpijski w biatlonie Quentin Fillon Maillet, a w dekoracji zawodników uczestniczył przewodniczący MKol-u Thomas Bach.

Kraksa na powitanie

Na pierwszych dziesięciu kilometrach, gdy peleton poruszał się z prędkością około 60 km/h doszło do sporej kraksy. Zamieszani w nią zostali kolarze rywalizujący w klasyfikacji generalnej – między innymi lider wyścigu Tadej Pogačar (UAE Team Emirates), Geraint Thomas (INEOS Grenadiers), Nairo Quintana (Arkea-Samsic) czy Peter Sagan (TotalEnergies). Peleton zwolnił i poczekał, aby wszyscy faworyci mogli pozbierać się i wrócić do rywalizacji.

Ucieczka dnia

Kolarze spodziewali się dzisiaj szybkiego startu i tak rzeczywiście było. W ucieczkę próbowali zabrać się między innymi lider klasyfikacji górskiej Magnus Cort Nielsen oraz Kristian Sbaragli (Alpecin-Deceuninck). Ostatecznie jednak trzyosobowy odjazd dnia stworzyli: Mattia Cattaneo (Quick-Step Alpha Vinyl), Fred Wright (Bahrain-Victorious) oraz Frederik Frison (Lotto-Soudal).

fot. ASO / Pauline Ballet

Jedyna lotna premia 

Na wcześnie zaplanowanej lotnej premii w Montrond o zwycięstwo powalczyli uciekinierzy, ale interesującą rozgrywkę obejrzeliśmy w peletonie. Jasper Philipsen wyprzedził Wouta van Aerta, ale właściciel zielonej koszulki i tak dopisał sobie na konto dodatkowych 11 punktów.

Środkowa faza etapu

Przewaga uciekinierów wynosiła przeważnie około dwóch minut. Na czele peletonu pracowały przede wszystkim trzy drużyny – UAE Team Emirates, Jumbo-Visma oraz BikeExchange-Jayco.

Około 60 kilometrów przed metą tempa swoich towarzyszy z ucieczki nie wytrzymał Frison, który zaczął powoli wracać do peletonu. Dużą pracę wykonywał Fred Wright, który w tegorocznej edycji wyścigu Ronde van Vlaanderen uplasował się na siódmym miejscu. Zresztą 23-letni Brytyjczyk ma za sobą solidną wiosenną kampanię. Warto również dodać, że na dwóch etapach Paryż-Nicea plasował się w pierwszej dziesiątce.

Thibaut Pinot znów ma pecha

Na podjeździe pod premię górską Col de Pétra Felix pech ponownie dosięgnął Thibaut Pinot. Francuz zaliczył dwie kraksy w krótkim czasie. Najpierw przewrócił się na podjeździe gdzieś w środku peletonu, a później został pechowo uderzony twarz przez masażystę drużyny Trek-Segafredo podającego bufetówkę. Po obu zdarzeniach Francuz rozpoczął samotną pogoń za peletonem i wrócił do głównej grupy 32 kilometry przed metą.

Ucieczka – zostanie doścignięta czy nie? 

Gdy kolarze rozpoczęli ostatnie 40 kilometrów, przewaga prowadzącego duetu zaczęła spadać. 30 kilometrów przed metą było to już mniej niż półtorej minuty. Na ostatnich kilkunastu kilometrach do pogoni włączyły się między innymi drużyny EF Education-Easy Post oraz INEOS Grenadiers.

Tymczasem 8,5 kilometra przed metą potwierdziło się to, co można było wywnioskować już wcześniej, a mianowicie, że najsilniejszym uciekinierem dnia jest Fred Wright. Jego tempa nie wytrzymał Cattaneo. Samotny Brytyjczyk na czele wyścigu miał w tym momencie pół minuty przewagi.

Tylko 20 sekund miał w kieszeni Wirght w momencie, gdy rozpoczynał wspinaczkę. W peletonie na wysokiej – drugiej albo trzeciej pozycji – jechał Tadej Pogačar. Słoweniec miał przy sobie tylko Rafała Majkę, który nadawał dla niego tempo.

Fred Wright został doścignięty 3,5 kilometra przed metą. Tempo na czele peletonu nadawał Patrick Konrad, a tuż za nim Pogačara pilnował Majka. Na bardzo dobrych pozycjach jechali również m.in. van Aert, Woods czy Vingegaard uważnie pilnujący swojego największego rywala.

Ostatni kilometr

Półtora kilometra przed metą do pomocy Majce pojawił się Brandon McNulty. Trzeba przyznać, że Tadej Pogačar znajdował się w wybornej sytuacji do zdobycia trzeciego etapowego zwycięstwa z rzędu. To jednak Polak wykonał potężną pracę dla swojego młodszego kolegi, schodząc z pozycji dopiero kilkaset metrów przed metą.

Jednak, gdy doszło do finiszu pod stadion olimpijski w Lozannie nie było mocnych Wouta van Aerta, który odniósł drugie etapowe zwycięstwo w tym wyścigu. Na drugim miejscu etap ukończył Michael Matthews, a trzeci był Pogačar.

Wycofani

Na ostatnich 70 kilometrach etapu z powodu konsekwencji przebycia zakażenia wirusem Covid-19 wycofał się Gianni Moscon. Włoch z drużyny Astana Qazaqstan cierpiał w tym wyścigu, tracąc minuty w ulubionym terenie. Przystępując do ósmego etapu zajmował 170. pozycję w klasyfikacji generalnej. Ponadto wycofał się Kevin Vermaerke z Team DSM, który ucierpiał w kraksie na pierwszych 10 kilometrach etapu.

Wyniki po ósmym etapie: 

Results powered by FirstCycling.com

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Piotr
Piotr

no dobrze,jako kibic musze sie przyzwyczaić do roli Majki. Ale to Majka powinien być tym liderem w końcu ma 32 lata co nie ??

Dawid
Dawid

Piotr. No nie bo wiek nie ma tu nic do rzeczy:D

Marcin
Marcin

Majka sam wielokrotnie powtarzał, że liderowanie przez te wszystkie lata wypalilo go psychicznie i nie czuje juz motywacji do jazdy z „1” na końcu. On zawsze powtarzal ze liderować nigdy nie lubił a robił to z konieczności bo nikogo lepszego nie było. Lata spedzone w Borze, gdzie nigdy nie dostał konkretnego wsparcia jako lider wypaliły go mentalnie. Jazda u boku Pogacara jest dla jego psychiki ukojeniem. Trzeba to uszanować jak i cały jego wklad w rozwoj kolarstwa szosowego w Polsce.