fot. Trek-Segafredo

Pierwszy etap Giro d’Italia Donne zakończył się fantastycznym zwycięstwem Elisy Balsamo. Włoska mistrzyni świata dopięła swego i po minimalnej porażce w prologu została teraz liderką wyścigu rozgrywanego w jej rodzinnym kraju.

106-kilometrowy etap od początku zapowiadał się na sprinterski, ale najpierw najmocniejsze zespoły w peletonie musiały dopaść 6-osobową ucieczkę, za sprawą której po białą koszulkę liderki klasyfikacji młodzieżowej sięgnęła Marta Jaskulska. To zadanie powiodło się na ostatnich kilometrach i Trekowi pozostało jedno – rozprowadzić Elisę Balsamo po zwycięstwo. Co prawda lepiej z tym poradziły sobie panie z Jumbo-Visma, które wyprowadziły Marianne Vos, ale to mistrzyni świata pierwsza przecięła linię mety za sprawą swojego atomowego finiszu.

Błagam, nie budźcie mnie! To był naprawdę ciężki sprint. Moje koleżanki z drużyny świetnie mnie rozprowadziły. Pracowały od pierwszego do ostatniego kilometra trasy. Wiem, że Marianne jest bardzo silną zawodniczką, a że przez lata ją podziwiałam to sprint przeciwko niej jest zawsze przyjemnością

— opowiadała po 1. etapie Giro d’Italia Donne jego triumfatorka, Elisa Balsamo.

Przejęcie koszulki liderki klasyfikacji generalnej było możliwe dzięki temu, że Włoszka genialnie zaprezentowała się dzień wcześniej podczas prologu. Zajęła na nim 3. pozycję i dała sobie szansę na ten atak na róż, który zdobyła za sprawą bonifikaty.

Jazda na czas była ważna, miałam tylko sześć sekund do Kristen Faulkner i naprawdę uwierzyłyśmy w tę różową koszulkę dzisiaj. Od dziecka myślałam o tym, aby założyć różową koszulkę – to spełnienie marzeń. Zrobiliśmy to! Jestem bardzo szczęśliwa. Postaramy się ją teraz utrzymać, ale naszym największym celem było zdobycie jej dzisiaj. Przed nami trudniejsze etapy, więc zobaczymy co czas przyniesie

— dodała wyraźnie rozentuzjazmowana Elisa Balsamo.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments