fot. Małopolski Wyścig Górski / Tomasz Markowski

Tysiąc kilometrów – tyle w linii prostej musiał w ciągu kilkunastu godzin przebyć Walter Calzoni, by wystartować w Małopolskim Wyścigu Górskim. A jednak – Włoch nie tylko przyjechał na wyścig, ale wygrał jego pierwszy etap.

Jeszcze kilkanaście godzin przed wyścigiem kolarz grupy Gallina Ecotek Lucchini Colosio startował w Giro dell’Appennino – imprezie, na której ścigał się m.in. z przedstawicielami ekip należącymi do World Teams, takimi jak Intermarche-Wanty Gobert, UAE Team Emirates czy Israel-Premier Tech. Zajął tam 25. miejsce, a później, zamiast odpoczywać, wsiadł do samochodu i…

– Pojechałem z Genoi do Bergamo. Tam wsiadłem w pierwszy samolot lecący do Krakowa i… poleciałem. Zajęło mi to trochę czasu – jakieś trzy godziny trwała sama jazdo na lotnisko w Bergamo. Później trzeba było czekać na samolot, do tego lot do Krakowa… Znalazłem się w Polsce około północy, ale zdążyłem wypocząć

– mówił.

Rzeczywiście – wyglądał całkiem dobrze. Na tyle, że najpierw załapał się do trzydziestoosobowej grupy, która na Górze Chełm liczyła się w walce o zwycięstwo, a później stawił czoło mocnej ekipie Hrinkow, która przez długą część podjazdu nadawała mocne tempo.

– Na szczęście ja również miałem obok siebie kolegów z ekipy – Francesco Di Felice i Kyrylo Tsarenko. Dzięki nim w końcówce byłem w stanie dołączyć do Larsa Quaedvliega i Jonasa Rappa. Na koniec okazało się, że jestem  od nich szybszy, więc wygrałem.

Teraz do zakończenia wyścigu pozostały już tylko dwa etapy, w tym jeden – ostatni kończący się na 11-kilometrowym podjeździe pod Przechybę. Poprzednie występy wskazują na to, że wspinaczka może przerosnąć młodego – zaledwie 20-letniego, Calzoniego. On jednak nie zamierza łatwo oddawać koszulki – cel jest jeden – zwycięstwo – tak brzmiały ostatnie słowa wypowiedziane przez niego w czasie naszej rozmowy.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments