giro d'italia 2022 peleton
Giro d'Italia

Zgodnie z przewidywaniami, pierwszy z alpejskich etapów 105. edycji Giro d’Italia okazał się zbyt łatwy, by podzielić grupę najsilniejszych kolarzy klasyfikacji generalnej. Ostatecznie padł więc łupem jadącego w ucieczce dnia Giulio Ciccone (Trek-Segafredo), choć spore szanse na świętowanie niedzielnego triumfu długo zachowywali również Hugh Carthy (EF Education-Easy Post) i Santiago Buitrago (Bahrain Victorious).

Podczas gdy kolarz zawodnik Trek-Segafredo wyrażał radość, że udało mu się przerwać trwającą od dwóch lat złą passę, pokonany Hugh Carthy koncentrował się na najbliższej przyszłości.

Byłem rozczarowany po tym, co wydarzyło się wczoraj, ale myślę, że sytuacja zaczyna się odwracać. Jestem zawiedziony, że nie byłem dziś bliski zwycięstwa, ale cieszę się, że coś zaczyna się zmieniać na lepsze,

– powiedział po zakończeniu 15. etapu Giro d’Italia Hugh Carthy (EF Education-EasyPost).

27-Brytyjczyk skomentował również zażartą walkę, która w ciągu ostatnich dwóch dni toczona była o udział w odjazdach.

Każdy chce się dostać do ucieczki, to proste. Poza może pięcioma zawodnikami, każdy jest tym zainteresowany, nawet Valverde próbował dziś odjechać. Tak to teraz wygląda.

O ile udział Ciccone i Carthy’ego w ucieczce dnia nie był żadnym zaskoczeniem, Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix) wspinający się wraz z harcownikami na alpejskie przełęcze to znacznie rzadziej spotykany widok. Jak jednak wynika z wypowiedzi 27-letniego Holendra, powody tej decyzji należały do najbardziej prozaicznych.

Chciałem jechać przed główną grupą, aby na spokojnie pokonać decydujące przełęcze. Koniec końców to i tak był trudny dzień, ale moje odczucia pozostają pozytywne. Ciągle nie wiem, czego oczekiwać po ostatnim tygodniu rywalizacji, to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Liczę na kilka dobrych dni, nawet jeśli szans na walkę o [etapowe] zwycięstwa pozostało niewiele,

– skomentował lider ekipy Alpecin-Fenix.

Do akcji dość nietuzinkowych, a jednocześnie klarujących się jako pewien schemat postępowania, należał również niedzielny atak Guillaume Martina (Cofidis). Naprzemienne zyski i straty odnotowywane przez niego w stosunku do grupy liderów sprawiają, że Francuz oscyluje na dalekich peryferiach czołowej dziesiątki, nie będąc ani pretendentem do zajęcia wysokiego miejsca, ani harcownikiem, którego z czystym sumieniem można odpuścić.

Wczoraj wieczorem byłem bardzo rozczarowany moim występem, dlatego chciałem jak najszybciej zatrzeć to wrażenie. Próbowałem dostać się do odjazdu dnia, ale przegapiłem tę akcję. To zrodziło kolejną frustrację, dlatego zaatakowałem w końcówce. Udało mi się odrobić trochę czasu i dostać do czołowej 10 [klasyfikacji generalnej], co ma wymiar symboliczny, a ponadto dobrze się dziś czułem, czego nie można było powiedzieć o dniu wczorajszym,

– powiedział Guillaume Martin (Cofidis).

Pierwszy dzień Richarda Carapaza (INEOS Grenadiers) w różowej koszulce lidera 105. edycji Giro d’Italia niepozbawiony był potknięć, ale ostatecznie 28-letniemu Ekwadorczykowi udało się dotrzeć do Cogne bez poniesienia strat w stosunku do swoich głównych rywali.

Początek etapu był szalony, a tempo przed pierwszym podjazdem bardzo wysokie. Po jego pokonaniu wyszliśmy na czoło i próbowaliśmy kontrolować przewagę ucieczki dnia,

– zrelacjonował Richard Carapaz (INEOS Grenadiers).

Wczorajszy odcinek był bardzo trudny, co wiązało się z dużym zmęczeniem, dlatego wiele drużyn chciało mieć swoich kolarzy w ucieczce. Taki rozwój sytuacji był spodziewany, a moja ekipa spisała się na medal,

– dodał.

Zadowolenia po niedzielnym finiszu nie odczuwał natomiast zajmujący 3. miejsce w klasyfikacji generalnej włoskiego wielkiego touru Joao Almeida (UAE Team Emirates). Obraz na żywo z linii mety w Cogne wskazywał, że grupa liderów podzieliła się na finałowych metrach 15. etapu, a 23-letni Portugalczyk znalazł się po złej stronie tego pęknięcia, obwiniając o taki stan rzeczy Pavla Sivakova (INEOS Grenadiers).

To była zagrywka taktyczna. Jechałem na jego [Carapaza] kole, a kolarz z jego drużyny nagle zahamował, przez co poniosłem straty,

– komentował na gorąco Joao Almeida (UAE Team Emirates).

To były dwie sekundy, one mają znaczenie, ale nic nie mogłem na to poradzić. Jest, jak jest.

A raczej było, ponieważ decyzją sędziów wszystkim kolarzom z grupy Carapaza przypisany został ten sam czas. Włoski wielki tour powróci we wtorek z kolejnym górskim odcinkiem, prowadzącym przez przełęcze Alp Retyckich.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments