fot. Giro d'Italia

14. etap wyścigu Giro d’Italia rozgrywany na rundach wokół Turynu eksplodował zgodnie z przewidywaniami. Było ściganie na full gas od startu do mety oraz przewrócona do góry nogami klasyfikacja generalna. Oto wypowiedzi głównych bohaterów sobotnich zmagań. 

Drugie zwycięstwo etapowe Simona Yatesa

29-letni Brytyjczyk zaatakował „na solo” z grupy faworytów 5 kilometrów przed metą, uzyskując 15 sekund przewagi, którą utrzymał do mety. Dla kolarza Bike-Exchange-Jayco jest to swego rodzaju zmartwychwstanie po tym, jak na etapie z metą na Blockahusie stracił 11 minut i zaprzepaścił szanse na triumf w klasyfikacji generalnej.

Na mecie w Turynie cieszył się z drugiego etapowego zwycięstwa w tym wyścigu, ale jednocześnie przypominał, że przyjechał do Włoch po różową koszulkę.

– Na etapie było bardzo gorąco, ale oczywiście jestem bardzo szczęśliwy. Do zwycięstwa w „czasówce” dorzucam kolejny etap. Oczywiście, będziemy świętować, ale czeka nas ciężki ostatni tydzień. Czuję, jakbym powoli wracał do miejsca, w którym miałem być. To trochę frustrujące, że nie mogę walczyć o „generalkę”, ale jest jak jest. Trzeba być dobrym przez całe trzy tygodnie.

Dzisiaj było gorąco, ale sucho, a poprzednio gorąco i wilgotno, więc nie mogłem się schłodzić. Wylałem na siebie chyba dziesięć bidonów wody. Udało mi się utrzymać odpowiednią temperaturę ciała, więc byłem w stanie zaprezentować się z dobrej strony.

Po etapie na Blockhaus wciąż miałem problemy z kolanem, a poza tym moja pewność siebie została trochę naruszona. Przyjechałem tutaj walczyć o zwycięstwo, a znalazłem się na końcu peletonu i nic nie mogłem zrobić. Dzisiaj moje morale się zwiększyło i wiem, że będę mógł walczyć o kolejne etapy

– powiedział Simon Yates.

Za charakter pochwalił swojego podopiecznego szef zespołu BikeExchange-Jayco Matt White.

– To jest wielkie zwycięstwo i bardzo przyjemny obrót spraw dla naszego zespołu oraz oczywiście dla Simona. Wszystko nie szło tak, jak planowaliśmy, ale prawdziwym sprawdzianem czyjegoś charakteru jest to, jak zachowa się w sytuacjach trudnych. Simon pojechał dzisiaj wyśmienicie. Co to był dzisiaj za wyścig

– skomentował Australijczyk.

Richard Carapaz w różowej koszulce

Tym, który zakończył kilkunastodniową przygodę z przewodzeniem wyścigowi Giro d’Italia Juana Pedro Lópeza jest Richard Carapaz – zwycięzca wyścigu z 2019 roku. Jak na razie symbole układają się korzyść Ekwadorczyka, bowiem tak samo jak wtedy założył różową koszulkę po czternastym etapie, a ponadto wyścig zmierza do Werony, gdzie ostatnim aktem będzie jazda indywidualna na czas. Również jak wówczas, gdy odniósł dla swojego kraju pierwszy triumf w historii w tym wyścigu. 

– To był bardzo intensywny etap, a przez upał, który dzisiaj panował było naprawdę ciężko. Prawda jest taka, że wiedzieliśmy, iż to będzie wymagający dzień, ale nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy się w miejscu, w którym jesteśmy. Pierwszy cel naszej drużyny został spełniony. Teraz nastąpi to, co w tym Giro najtrudniejsze, ale myślę, że jesteśmy na dobrej pozycji. Jedziemy dalej.

Hindley wraz ze swoją drużyną wykonali naprawdę dobrą pracę. My mamy maglię, więc teraz jest dla nas ważne to, aby tę koszulkę obronić. Kolejny tydzień będzie istnym szaleństwem. Nie pamiętałem tego, że poprzednio objąłem prowadzenie w wyścigu także na czternastym etapie, ale na pewno jest to dla mnie coś pięknego. Przyjechałem tutaj z chęcią pojechania jak najlepszego Giro i tak, jak powiedziałem – zrobiliśmy pierwszy krok ku temu

– skomentował swoją sytuację Carapaz.

„Mam na twarzy ten sam uśmiech co rano”

Juanpe López spadł po czternastym etapie na dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej i ma teraz 4 minuty i 4 sekundy straty do Carapaza. Andaluzyjczyk długo trzymał się w głównej grupie, ale gdy mocna dzisiaj drużyna BORA-hansgrohe przypuściła atak, zaczął mieć problemy. Pomimo to na mecie był zadowolony i dumny ze swoich dotychczasowych osiągnięć.

– Było ciężko. Jestem zadowolony, że walczyłem, bo obiecałem, że dam z siebie wszystko i tak było. Mówiąc szczerze, nie spodziewałem się ataku Bory. Na pierwszej rundzie uczynili wyścig bardzo trudnym. Zrobiłem, co mogłem i mam na twarzy ten sam uśmiech co rano

– powiedział 24-latek.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments