fot. Grand Prix Cycling Races Series

Porozmawialiśmy z Dariuszem Banaszkiem – dyrektorem ekipy HRE Mazowsze Serce Polski, organizatorem wyścigów z cyklu Grand Prix Cycling Races Series, a także Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym i Pucharu Polski w Radzyminie.

Pod koniec kwietnia na Mazowszu odbyły się dwa jednodniowe wyścigi – Grand Prix Wyszków oraz Grand Prix Legionowo-Wieliszew-Nasielsk-Serock, będące dopiero pierwszymi szosowymi imprezami w Polsce, wchodzącymi w skład kalendarza Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Głównym organizatorem i dyrektorem obu wyścigów był Dariusz Banaszek.

– W skali szkolnej, od 1 do 6, powiedziałbym, że jestem zadowolony na 4, aczkolwiek wiadomo, że organizator patrzy inaczej na wszystko niż uczestnicy, sędziowie, spikerzy, którzy nie widzą wszystkich niedociągnięć. Mogło być lepiej, ale cały czas się uczymy, wprowadzamy coś nowego, ale lekko nie jest. Cieszę się, bo te miasta, w których rozgrywaliśmy wyścigi, były na trasach przejazdu ludzi jadących z Warszawy na majówkę, szczególnie w piątek. Ale poradziliśmy sobie jakoś – wiadomo, że potrzeba było wiele więcej osób na trasie, strażaków, ale nie jesteśmy Belgią, nie jesteśmy Holandią – mamy inną mentalność kolarską i wszystko zależy od budżetu. Ale ogólnie, mimo tego, że koncentrujemy się głównie na grupie zawodowej, młodzieży, pomocy Ukraińcom – którzy swoją drogą przy wyścigach też nam pomagali – ale jakoś sobie radzimy i staramy się organizować te wyścigi na wysokim poziomie

– mówił w rozmowie z naszym portalem Dariusz Banaszek.

Menedżer generalny zespołu HRE Mazowsze Serce Polski, oprócz prowadzenia ekipy, od lat organizuje imprezy kolarskie – był dyrektorem między innymi takich wyścigów, jak Mistrzostwa Mazowsza w kryterium ulicznym, a także rozgrywanych w trudnych, pandemicznych sezonach Tour Bitwa Warszawska 1920 (UCI 2.2) oraz UCI Gran Fondo Bitwa Warszawska Tour. W jaki sposób różniła się organizacja wyścigów, gdy sytuacja z koronawirusem nieco się uformowała?

– Zrobiliśmy to dobrze, myślę, że było podobnie ciężko, ale jak ktoś jest zdeterminowany, chce tego i ma dobry plan, to uda się to zorganizować. W Polsce trudne jest to, że organizatorzy starają się wyjść o pieniądze tylko do samorządów, bo jak samorząd nie da środków, to tej imprezy nie ma i dlatego te wyścigi się odwołują, a bazować tylko na samorządach, to jest ciężko. My znaleźliśmy tu prawie 50% środków od prywatnych sponsorów, nawet sam ich woziłem w samochodzie na jednym i drugim wyścigu, a na to zawsze brakuje czasu, bo najczęściej wyścigi organizują jakieś stowarzyszenia, kluby kolarskie, UKS-y, które na co dzień zajmują się właśnie prowadzeniem grup kolarskich w mniejszym lub większym zakresie, a na taką imprezę trzeba znaleźć też środki prywatne, bo na samych samorządach niczego się nie zrobi, tym bardziej, że wiadomo w jakim miejscu są teraz samorządy – wcześniej był covid, dotacje na szpitale były pierwszą potrzebą, a teraz jeszcze doszły ostatnie dwa miesiące i samorządy robią wszystko, by pomagać Ukraińcom, na to poświęcają czas i środki, więc ciężko jest teraz rozmawiać o sporcie. Mam nadzieję jednak, że te imprezy na stałe wejdą do kalendarza UCI, a jak rozmawiałem z sędzią głównym, to nie miał prawie żadnych zarzutów, może co do książki wyścigu, może nie perfekcyjnie, ale dobrze

– tłumaczył Dariusz Banaszek.

Na listach startowych Grand Prix Wyszków oraz Grand Prix Legionowo-Wieliszew-Nasielsk-Serock znalazły się oczywiście dwie polskie ekipy kontynentalne – Voster ATS Team i HRE Mazowsze Serce Polski – Santic-Wibatech, mający w swoim składzie czterech Biało-Czerwonych, ale także siedem regionalnych zespołów z polski (plus Cyklo Tym Havirov z pięcioma Polakami w składzie).

– Nie pamiętam szczerze mówiąc tylu polskich ekip na polskim wyścigu, coś się zaczęło dziać. Z młodych ekip były prawie wszystkie, niektórym pomogliśmy z hotelami, by tylko przyjechali i rozwijali młodych, więc fajnie Jakbyśmy mieli 20 takich ekip, to można by z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niestety problemem jest Tour de Pologne – cieszę się, że mamy taki wyścig ,że przyjeżdżają najlepsi, ale wydaje mi się, że Polski nie stać, by w największym wyścigu nie mogły startować dwie polskie ekipy kontynentalne. My jako polska ekipy startujemy w Dookoła Danii, kraju bogatszym ekonomicznie od Polski, czy na przykład w Słowenii, to dlaczego nie w Polsce? Ale taka jest polityka, no cóż – może właśnie trzeba organizować właśnie takie imprezy, by było więcej pieniędzy na kolarstwo. Może znajdą się sponsorzy, którzy docenią naszą ciężką pracę

– mówił Dariusz Banaszek.

Choć wyścigi na Mazowszu zakończyły się organizacyjnym sukcesem, radość nie trwała po nich długo. Wszystko ze względu na tragiczny wypadek, do którego doszło kilka godzin po Grand Prix Wyszków – w trakcie powrotu z wyścigu, zginął jeden z marshalli – Jacek Matusiak.

– Ogromna tragedia, tym bardziej, że jeszcze na dwa kilometry do mety wyścigu się przy nim zatrzymałem, żeby chwilę porozmawiać, bo przecież to był brat mojego przyjaciela. Jacek też się ścigał, potem był policjantem, brakowało mu kolarstwa i zaczął obstawiać wyścigi jako marshall. Był po prostu najlepszy. Po wyścigu niby człowiek był szczęśliwy, że udało się wszystko dopracować, profesjonalnie zabezpieczyć – to też była jego zasługa. Ale umiera człowiek jadąc z naszego wyścigu, niedaleko domu… Koszmar, po prostu koszmar. Przepłakałem po tym wydarzeniu połowę dnia – to był wspaniały człowiek, spokojny, poukładany. Nie dochodzi do mnie, dlaczego tacy ludzie odchodzą. Będziemy zawsze o nim pamiętać, oddamy mu hołd w przyszłym roku poprzez minutę ciszy przed startem w Wyszkowie

– powiedział Dariusz Banaszek.

„Kierunek, w którym powinno zmierzać polskie kolarstwo”

Na dwóch mazowieckich klasykach sezon organizacyjny dla Dariusza Banaszka się jednak nie kończy – ba, można powiedzieć, że dopiero się zaczyna. Za miesiąc zawodnicy ponownie będą mogli rywalizować w dwóch jednodniówkach – Płońsk Mayor’s Cup i Grand Prix Płońsk (18-19.06.2022), a już 22 czerwca rozpoczną się tegoroczne Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym, które zostaną rozegrane na szosach w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego i Leoncina. Dyrektorem tej imprezy również będzie Dariusz Banaszek.

– Zaraz po weekendzie majowym zabraliśmy się do organizacji tych dwóch klasyków, ale wiadomo, że najważniejszą rzeczą dla nas jest organizacja profesjonalnych mistrzostw Polski, można powiedzieć, że u nas w domu, bo siedziba grupy jest w Nowym Dworze Mazowieckim, wozimy herb tego miasta na koszulkach. Cały czas pracujemy nad organizacją, z policją, strażą pożarną, firmami ochroniarskimi i będziemy chcieli, żeby te mistrzostwa miały taką rangę, na jaką zasługują

– wyjaśniał dyrektor wyścigów.

Jednym z elementów podnoszących rangę wydarzenia z pewnością jest transmisja internetowa bądź telewizyjna, której niestety w wielu polskich wyścigach brakuje.

– My sobie nie wyobrażamy, żeby robić wyścig bez transmisji, bo to nie ma żadnego sensu. Jeżeli robić wyścig tylko lokalnie, dla małej garstki ludzi, mimo że próbowaliśmy informować z samorządami, kibiców nie było tak dużo, jak byśmy chcieli. Transmisja to jest podstawa, kiedyś jak byłem w związku, to starałem się o to, by PZKol to zrozumiał i by wszystkie wyścigi były transmitowane, bo jak się patrzy na kraje ościenne: Rumunia, Estonia, Łotwa, Bałkany – tam to jest podstawa, bo bez tego kolarstwo dalej będzie marginesem

– dodał Dariusz Banaszek.

Transmisje z imprez kolarskich mogą być też jednym z czynników, który przyciągnie do kolarstwa więcej sponsorów. To mogłoby pozwolić między innymi na organizację kolejnych imprez z kalendarza Międzynarodowej Unii Kolarskiej – jak mówi Dariusz Banaszek, tego typu wyścigi pozwalają rozwijać polskie kolarstwo i powinno być ich w Polsce co najmniej kilkanaście.

– Do tego robimy te klasyki, bo to jest właściwa droga – by polscy kolarze mogli ścigać się na świecie, muszą zdobywać punkty u siebie, bo jak wiadomo, klasyk UCI daje nam tyle samo punktów co etapówka, więc stwierdziliśmy, że jak mamy startować i wyjeżdżać np. do Francji, gdzie tak naprawdę polskich zespołów nie chcą – nas przyjmują, bo nie mają wyboru. Są to jednak ogromne koszty, w tych czasach, w których się teraz znajdujemy, gdzie paliwo w Polsce kosztuje 7,5 zł/l, a na zachodzie przekracza 10 zł. Do tego euro poszło do góry, takich klasyków powinno być w Polsce około 15 – wtedy moglibyśmy naprawdę walczyć z drugimi dywizjami, walczyć o to, by startowało ośmiu Polaków na mistrzostwach świata, to jest kierunek działania. Myślę, że powinniśmy wzmocnić grupę organizacji, szukamy ludzi, którzy nam w tym pomogą i dzień po zakończeniu wyścigu będą przygotowywać kolejne edycje, bo jak nie będziemy wyciągać wniosków, to nie będziemy się rozwijać

– mówił Banaszek.

Dodatkowo, Dariusz Banaszek zamierza w tym sezonie zorganizować pierwszy od dłuższego czasu Puchar Polski, w skład którego ma odbyć się wyścig elity. Ma on się odbyć 20 sierpnia w Radzyminie – jak mówił nam Dariusz Banaszek, w przypadku dobrej frekwencji chciałby, by impreza ta była rozgrywana cyklicznie, a jeśli nie – postara się o organizację etapowego Tour Bitwa Warszawska 1920 rangi UCI w tym samym terminie.

Udany początek sezonu HRE Mazowsze Serce Polski

Dariusz Banaszek może cieszyć się nie tylko z udanej organizacji wyścigów na Mazowszu, ale też ze względu na postawę kolarzy HRE Mazowsze Serce Polski w pierwszej części sezonu. Maj, w którym nie ma wielu wyścigów, dla ekip kontynentalnych może być czasem na podsumowanie występów w poprzednich miesiącach i wyciągnięcie wniosków.

W różnego rodzaju zestawieniach, mazowiecka formacja wypada bardzo dobrze. Jej kolarze odnieśli w tym sezonie aż osiem zwycięstw, w tym siedem w wyścigach rangi 2.1 – Tour of Thailand i Belgrad – Banja Luka – a także jedno w polskim Grand Prix Serock.

– Jestem zadowolony – przed sezonem powiedziałem, że absolutnie nie patrzymy na punkty UCI, nie patrzymy na to, by ciułać je po małych greckich czy tureckich wyścigach. Stwierdziliśmy, że stawiamy na mazowiecką młodzież oraz zwycięstwa – chcemy walczyć o wygrane w każdym wyścigu

– mówił.

– Przed sezonem wpadłem na pomysł podzielenia ekipy na dwie części – jeden team, który startuje te wyścigi dla sprinterów i bardzo dobrze im teraz szło, a także drugi skład górali, którzy wejdą w sezon później. Myślę, że to też będzie bardzo dobra ekipa, która już teraz widzi, że można. Jest Adam Stachowiak, Piotr Brożyna, dwóch świetnych braci Budzińskich, do tego „Stany” i będziemy do nich dobierać wyróżniających się orlików z tej młodej grupy. Jeszcze tego sezonu jest bardzo dużo i myślę, że podzielenie drużyny było strzałem w dziesiątce – nie rotujemy tymi kolarzami, tylko oni już wiedzą, co robią do mistrzostw Polski, co jadą, a ta druga grupa wie, że w drugiej części sezonu będzie musiała wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Dzięki temu pomysłowi wytrzymamy kondycyjnie i wydolnościowo do końca sezonu

– dodał.

Jak tłumaczył Dariusz Banaszek – w pierwszej części więcej szans dostawali kolarze ze składu „sprinterskiego”. Poradzili sobie oni naprawdę dobrze – to właśnie oni odnieśli wszystkie osiem zwycięstw. Co istotne, po kilka triumfów notowało aż trzech kolarzy – Alan Banaszek, Jakub Kaczmarek, a także Marceli Bogusławski, o którym śmiało można mówić w kontekście objawienia pierwszej części sezonu.

– To jest robota Bananów (Adriana, Alana, Norberta), oni go dopingują i mobilizują – pokazują mu, że może, że potrafi. Przecież on się nie potrafił przepchać do pierwszej dwudziestki, a w tym roku drużyna pokazała, co daje dobra atmosfera i wiara w to, że można. On ma taki potencjał, moc i energię, że chyba tylko z nim bym mógł przegrać na rękę, bo jeszcze z nikim nie przegrałem (śmiech)

– przyznał.

Po niezwykle udanych dwóch miesiącach, przyszedł czas na odpoczynek i przygotowania do kolejnych startów.

– Akurat dla tego składu to jest bardzo dobrze, są teraz w Livigno, gdzie w spokoju szykują się do dalszej części sezonu, bo już pod koniec maja startują w Tour of Estonia kategorii 2.1. Jedziemy tam do Mihkela Raima, naszego przyjaciela, żeby z nim powalczyć i zobaczymy, jakie niespodzianki nam przygotuje. Szkoda, że nie było w naszym planie Tour de Hongrie, bo ze względu na Giro d’Italia zmieniły się plany organizatorów i dopuścili do startu tylko dwie ekipy kontynentalne

– dodał.

Gdy sprinterski skład drużyny HRE Mazowsze Serce Polski będzie rywalizował w Wyścigu Dookoła Estonii, „górska” część zespołu wystartuje w duńskich jednodniówkach – Grand Prix Herning i Tour of Funen. Do tej ekipy będą dobierani też najlepsi orlicy, którzy w tym roku startowali między innymi w Le Triptyque des Monts et Chateaux i w Karpackim Wyścigu Kurierów.

– Dużo ludzi mówi mi, że postawienie na młodzież było błędem – z drugiej strony to dopiero czas pokaże, ponieważ jesteśmy u progu sezonu. Niech z tej ósemki dwóch czy jeden pokaże swoje możliwości i pójdzie gdzieś wyżej, to już będzie ogromny sukces, a potencjał chłopaki mają, chociażby świadczy o tym ostatnia czasówka Pucharu Polski, gdzie przyjechały wszystkie ekipy orlikowskie, a nasi najmłodsi zawodnicy zajęli pierwsze dwa miejsca. Na starcie wspólnym zrobili taktyczny błąd, ale ta czasówka pokazuje, że mają potencjał i zdrowie. Stopniowo będziemy wprowadzać ich w większe wyścigi i na pewno będą mieli się gdzie ścigać

– wyjaśniał Dariusz Banaszek.

Poza wspomnianymi młodzieżowymi wyścigami, mazowieccy orlicy byli awizowani do startu w Giro d’Italia U23, jednak po pierwszych – niezbyt satysfakcjonujących występach na arenie międzynarodowej – zespół zrezygnował z udziału we włoskiej etapówce.

– Giro d’Italia U23 to bardzo poważny wyścig i nie chcemy tam jechać, by się skompromitować, a jeżeli mielibyśmy tam startować, to nie z pierwszorocznymi orlikami. Potrzebowalibyśmy przynajmniej gwarancji ukończenia tego wyścigu, bo start tylko dla PR-u i marketingu – to nas nie satysfakcjonuje i dlatego napisaliśmy do organizatora, że nie weźmiemy udziału, mimo zaproszenia. Znając kolarstwo, wiedząc jakie mamy możliwości – to się mija z celem. Trzeba mierzyć siły na zamiary

– zakończył dyrektor HRE Mazowsze Serce Polski.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Od 20 lat powtarzam to samo co Pan Banaszek: TdP uwstecznia polskie kolarstwo drenując kasę na „kolarską ligę mistrzów” gdzie jedzie tylko reprezentacja Polski. Polskie kolarstwo potrzebuje 5 wyścigów 2.1 transmitowanych przez tv z udziałem 7-8 polskich grup zawodowych.