Foto: Getty Images Sport

Mads Pedersen w dość pechowy sposób stracił koszulkę lidera na ostatnim etapie Circuit Cycliste Sarthe. Na szczęście jego start w Paryż-Roubaix nie stoi pod znakiem zapytania.

Tuż przed piątkowym etapem Circuit Cycliste Sarthe mogło się wydawać, że Mads Pedersen zwycięstwo w wyścigu ma właściwie w kieszeni. 23 sekundy przewagi na kilka godzin przed płaskim odcinkiem wieńczącym imprezę – to, delikatnie rzecz ujmując, nie brzmi jak przepis na katastrofę. A jednak – na ostatnich kilometrach lider wyścigu ucierpiał w olbrzymiej kraksie, która sprawiła, że peleton w zasadzie przestał istnieć. Wprawdzie mistrzowi świata z 2019 roku udało się dojechać do mety, ale do zwycięzcy – Olava Kooija stracił pięć minut, więc w klasyfikacji generalnej spadł na odległą pozycję [pełną relację z etapu znajdziesz tutaj].

Gdy Duńczyk leżał w kraksie, mógł obawiać się urazu, który pokrzyżuje jego plany występu w zbliżającym się wielkimi krokami Paryż-Roubaix (17 kwietnia). Na szczęście szybko zrobiono mu badania lekarskie, które nie wykazały niczego niepokojącego.

Wszystko jest dobrze. Nie jestem kontuzjowany, więc nie mam powodów do zmartwień. Przegrywanie w ten sposób wyścigu nie jest miłym doświadczeniem, ale cieszę się, że wypadek nie skończył się gorzej. Po kilku dniach rehabilitacji wszystko powinno wrócić do normy

– mówił później kolarz, wciąż mogący mieć nadzieję na powtórzenie wyczynu z 2013 roku. Wtedy wygrał „Piekło Północy” dla juniorów. Dziś wciąż możliwe jest, że za kilka dni dokona tego także w wyścigu elity.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments