Mathieu Burgaudeau Paryż-Nicea
fot. Paris-Nice

Mathieu Burgaudeau (TotalEnergies) był najszybszy na szóstym etapie Paryż-Nicea. Francuz zaatakował na 9 kilometrów do mety i przeciął kreskę tuż przed peletonem. Liderem klasyfikacji generalnej pozostał Primož Roglič (Jumbo-Visma).

Szósty etap prowadził pofałdowanymi szosami z Courthezon do Aubagne, w pobliżu wybrzeża Morza Śródziemnego. Ponad 200-kilometrowa trasa obfitowała w podjazdy, o czym świadczył fakt, że organizatorzy ulokowali na niej aż 5 lotnych premii – Col de Murs (10,4 km; 4,3%), Col de Sambuc (3,5 km; 6%), Col de Portes (3,2 km; 5,1%), Col de Pas de la Couelle (5,3 km; 4,2%) i Col de l’Espigoulier (10,8 km; 4,4%). Szczyt ostatniej wspinaczki był oddalony od mety o 27 kilometrów.

Od startu wielu zawodników próbowało oderwać się od peletonu, ale wszystkie ataki były kasowane. Po kilkunastu kilometrach aktywnej jazdy, na przyspieszenie zdecydował się Johan Jacobs (Movistar Team), do którego po chwili dołączyli Yevgeniy Fedorov (Astana Qazaqstan Team), Julius Van den Berg (EF Education-EasyPost), Valentin Madouas (Groupama-FDJ), Victor Koretzky (B&B Hotels-KTM) i Sébastien Grignard (Lotto Soudal). Po kilkudziesięciu kilometrach, przewaga ucieczki ustabilizowała się na poziomie 5 minut. Na czele peletonu pracowała ekipa Trek-Segafredo, której zależało na zakończeniu etapu finiszem z okrojonej grupy.

Harcownicy, mając kilkuminutową przewagę, mogli spokojnie skupić się na walce o punkty na lotnych i górskich premiach. Na Col de Murs i Col de Sambuc jako pierwszy wjechał Valentin Madouas, prowadzący w klasyfikacji najlepszego górala, natomiast sprinterska premia na Col du Pointu padła łupem Juliusa van den Berga. Na trzeciej kategoryzowanej wspinaczce – Col de Portes – z pierwszej grupy odpadł Sébastien Grignard. Wraz z liczebnością kolarzy w ucieczce, zmniejszała się ich przewaga nad peletonem. Na szczycie górskiej premii, gdzie najszybszy ponownie był Valentin Madouas, wynosiła ona już zaledwie dwie minuty. Po chwili do czołówki powrócił Belg z Lotto Soudal, lecz na wzniesieniu Col de Pas de la Couelle nie wytrzymał tempa współuciekinierów.

Ostatnim wymagającym podjazdem przygotowanym dziś przez organizatorów był Col de l’Espigoulier. Niedługo po jego rozpoczęciu, z ucieczki zaatakował Johan Jacobs, a jego koło był w stanie utrzymać tylko Victor Koretzky. W międzyczasie od peletonu oderwał się Matthew Holmes (Lotto Soudal), który powoli zbliżał się do prowadzącego duetu. Brytyjczyk dołączył do niego na niewiele ponad 30 kilometrów do mety.

W głównej grupie, jadącej około 25 sekund za trójką uciekinierów, tempo cały czas nadawał Julien Bernard z Trek-Segafredo, co spowodowało lekkie uszczuplenie peletonu. Uciekinierzy zostali złapani tuż po przejechaniu przez szczyt Col de l’Espigoulier, gdzie jako pierwszy zameldował się Matthew Holmes.

Na krętym zjeździe od rozciągniętego peletonu oderwał się Soren Kragh Andersen (Team DSM), ale gdy tylko teren się wypłaszczył, został skasowany przez kolarzy Trek-Segafredo. 10 kilometrów przed metą na atak zdecydował się Oliver Le Gac (Groupama-FDJ), za którym pognali Christophe Laporte (Jumbo-Visma), Mathieu Burgaudeau (TotalEnergies) i Guillaume Martin (Cofidis). Po kilkudziesięciu sekundach jazdy w czwórkę, od rywali odskoczył Burgaudeau, który zwyciężył na lotnej premii. Początkowo jego sylwetka była w zasięgu wzroku peletonu, ale z czasem Francuz zaczął się do niego oddalać.

Przez chwilę jego przewaga wynosiła nawet 20 sekund, ale na 2,5 kilometra do mety szybko zaczęła maleć. Właśnie wtedy od peletonu oderwali się Christophe Laporte i Luca Mozzato (B&B Hotels-KTM), ale szybko zostali doścignięci. Tego nie można powiedzieć o dzielnym Mathieu Burgaudeau, który rzutem na taśmę przeciął linię mety jako pierwszy. Na dalszych pozycjach finiszowali Mads Pedersen (Trek-Segafredo) i Wout van Aert (Jumbo-Visma).

Wyniki szóstego etapu Paryż-Nicea 2022:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments