fot. Trek-Segafredo

Właścicielką tęczowej koszulki w kobiecym zawodowym peletonie jest 23-letnia Włoszka pochodząca z Cuneo w Piemoncie Elisa Balsamo. Zaliczyła wymarzony początek sezonu i debiut w drużynie Trek-Segafredo – wygrała finisz rozstrzygający losy pierwszego etapu hiszpańskiej „etapówki” Setmana Valenciana-Volta Comunitat Valenciana Fémines. Sprawdzamy, co powiedziała po tym zwycięstwie, a także wracamy do jej kolarskich początków i triumfu na mistrzostwach świata w Belgii. 

Pokonanie klątwy tęczowej koszulki

Talent i dobra forma Balsamo od pierwszego startu w sezonie wraz z jakością takich zawodniczek jak Ellen van Dijk czy Elisa Longo Borghini musiało dać zwycięstwo na finiszu w miejscowości Gandia.

– Marzyłam o takim debiucie jak ten. Na spotkaniu przed wyścigiem Ina [Teutenberg, dyrektor sportowa w drużynie Trek-Segafredo] powiedziała, że może dojść do takiego finiszu jak ten. Wiele zależało od tego, jak przetrwam ostatni podjazd, a drużyna wykonała resztę pracy, abym mogła finiszować. Przewidywania Iny sprawdziły się, a moje koleżanki wykonały wspaniałą pracę. To był idealny dzień!

– mówiła po zakończeniu pierwszego etapu wyścigu w Walencji Elisa Balsamo i kontynuowała szczegółową analizę przebiegu etapu:

– Ellen [van Dijk] i Elisa [Longo Borghini] pojechały perfekcyjnie. Tuż przed ostatnim podjazdem doprowadziły mnie do pierwszej grupy goniącej. Później, po około 6-7 kilometrach, zniwelowały stratę do uciekinierek. Bardzo mocno naciskały na pedały, bym miała jak najlepsze warunki do sprintu. Ostatnie 2-3 kilometry są dla sprintera czymś takim jak moment, w którym byk widzi czerwoną płachtę. Wiele, a może nawet wszystko zależy od instynktu. Byłam odpowiedzialna za to, aby odpłacić się koleżankom za ich pracę, a jednocześnie czułam się na tyle dobrze, że widziałam, iż zwycięstwo jest możliwe. Gdy dogoniłyśmy odjazd, pomyślałam sobie: „Cóż, teraz moja kolej”.

Forma w pierwszym wyścigu w sezonie zawsze jest niewiadomą, ale Balsamo pomimo wciąż młodego wieku potrafi na tyle skutecznie zarządzać swoim organizmem, że jej dobry występ w Walencji nie dziwi. Na przykład w połowie ubiegłego sezonu, a konkretnie w maju i w czerwcu, postanowiła w ogóle nie startować i w zamian przygotowywać się z pomocą różnego rodzaju treningów. Dużo pracowała nad siłą w siłowni, trenowała z koleżankami z reprezentacji Italii na torze w Montichiari, a także odbyła ośmiodniowe zgrupowanie wysokościowe w Livigno.

Dużą wagę przykłada także do odżywiania, dlatego współpracuje z dietetyczką Ericą Lombardii. Uważa, że dla sportowca ważne jest nie tylko to, aby odżywiać się dobrze, ale także zwracać uwagę na jakość jedzenia i dobierać je do rodzaju treningu, jaki w danym czasie się wykonuje. Wszystko to daje jak na razie bardzo dobre rezultaty.

– Z punktu widzenia oczekiwań, to mogę powiedzieć, że ten mój dzisiejszy występ wykroczył poza to, czego się spodziewałam. Nie sądziłam, że będę czuła się tak dobrze. Jest to mój pierwszy wyścig w sezonie po intensywnym okresie treningowym, więc normalne jest to, że istnieją pewne znaki zapytania. Jednak to, że jestem w stanie ścigać się na tak wysokim poziomie czyni mnie bardzo szczęśliwą. Kolejne dwa etapy będą ciężkie, ale zobaczymy, co będziemy mogły zrobić na ostatnim odcinku

– kontynuowała Balsamo, która jest świadoma, że najważniejsze wyścigi wciąż są przed nią, więc trzeba zachować zimną krew.

– Rozpoczęcie sezonu w takim stylu daje mi wiele pewności siebie, ale mój sposób bycia i podejście nie zmienia się. Muszę nadal twardo stąpać po ziemi, ponieważ jesteśmy dopiero na początku sezonu. Musimy pozostać skoncentrowane, ale cieszę się, że udało nam się stworzyć tak dobrą atmosferę w drużynie. To jest coś bardzo pozytywnego

Kolarstwo to było to

Elisa Balsamo zaczęła uprawiać kolarstwo w wieku 13 lat. Jej ojciec był kolarzem, ale – jak mówi – to nie on był spiritus movens jej przygody z dwoma kółkami.

– Próbowałam wielu dyscyplin narciarskich, a także uprawiałam biatlon i pływanie. Spróbowałam kolarstwa, gdy byłam trzynastolatką i od razu okazało się, że to jest sport dla mnie. Pokochałam je od pierwszego wejrzenia

– mówiła wywiadzie dla magazynu „Procycling”.

Balsamo jest również bardzo dobrą kolarką torową z wieloma sukcesami na koncie. Zdobywała złote medale w mistrzostwach świata i Europy, a także była mistrzynią świata juniorów na szosie w 2016 roku w Dausze. Jednak to pokonanie na finiszu w Leuven Marianne Vos sprawiło, że Włoszka przeniosła się na inną kolarską planetę.

– To były kompletne inne odczucia niż te, z którymi miałam do czynienia w Katarze. To był proces. Na początku miałam problem z tym, aby uwierzyć w to, co się stało, a później przyjechały do mnie tęczowe koszulki i włożyłam je do szafy. Następnie jedną z nich ubrałam na wyścig i zorientowałam się, że znajduję się w centrum uwagi. Nie byłam do czegoś takiego przyzwyczajona, ale zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, co to wszystko oznacza

– wyjaśniała dla tej samej gazety.

Pożegnanie z drużyną Valcar i powitanie z Trek-Segafredo

Balsamo bardzo chciała przynajmniej raz odnieść zwycięstwo dla drużyny Valcar w tęczowej koszulce. W ten sposób pragnęła wyrazić wdzięczność zespołowi, w którym ścigała się od osiemnastego roku życia i który był dla niej jak rodzina. Ręce w geście triumfu uniosła wreszcie na ostatnim etapie Women’s Tour do Felixstowe.

Przed sezonem 2022 podpisała trzyletni kontrakt z drużyną Trek-Segafredo. Razem z nią do zespołu kierowanego przez Lucę Guercilenę przeszła jej dietetyczka oraz trener. To pierwsza tak prestiżowa drużyna w karierze Balsamo i jednocześnie duża zmiana, zarówno na poziomie sportowym, jak i prywatnym. Mistrzyni świata zostawiła w drużynie Valcar między innymi Chiarę Consonni, z którą zbudowała silną relację, także poza rowerem. Teraz jest otoczona takimi gwiazdami jak chociażby Lizzie Deignan czy Longo Borghini. Po pierwszym etapie Volta Comunitat Valenciana Fémines można jednak stwierdzić, że panie skutecznie się zintegrowały.

Kierunek klasyki

Największy sprawdzian tego, jaka rzeczywiście chemia panuje między Elisą Balsamo a koleżankami z drużyny Trek-Segafredo nadejdzie podczas wyścigów klasycznych, które są największym celem Włoszki w tym sezonie. Na liście jej życzeń znajdują się między innymi Gandawa-Wevelgem, Ronde van Vlaanderen oraz Amstel Gold Race. W jej palmarés widnieje dziesięć zwycięstw i dwadzieścia osiem miejsc na podium, ale nie ma tam jeszcze triumfu w prestiżowym klasyku.

– To, co stało się w Belgii było wspaniałe, ale teraz muszę udowodnić, że jestem warta tęczowej koszulki. Muszę udowodnić to moim kibicom, ale także sobie. Poza tym Trek wypłaca mi pensję, więc mam również zobowiązania wobec nich. Wciąż nie wygrałem żadnego wielkiego klasyku, więc teraz czas, aby to osiągnąć

– deklaruje Elisa Balsamo.

Tymczasem „La Gazzetta dello Sport” zauważa, że Balsamo nie zdekoncentrowała nawet wizyta na słynnym festiwalu w San Remo, który zakończył się 5 lutego. Profesjonalistka w każdym calu.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments