fot. La Vuelta

Oficjalnie poznaliśmy trasę wyścigu Vuelta a España, czyli trzeciego wielkiego touru w sezonie, który jednocześnie wydaje nam się najbardziej odległy i zarazem najtrudniejszy do przewidzenia. W 77. edycji wraca drużynowa jazda na czas, nie ma Pirenejów i Angliru, ale za to jest pięć absolutnie nowych podjazdów.

W czwartkowy wieczór w Palacio Municipal de Ifema de Madrid zaprezentowano trasę przyszłorocznej edycji wyścigu Vuelta a España, która rozpocznie się 19 sierpnia w Utrechcie (Holandia) i zakończy 11 września w stolicy Hiszpanii. Hiszpański wielki tour po raz czwarty w historii wystartuje poza Półwyspem Iberyjskim. Poprzednio Gran Salidas odbyły się w: Lizbonie (1996), Assen (2009) oraz Nimes (2017). Gran Final z kolei wraca do Madrytu w tradycyjnej formule etapu przyjaźni.

W związku z tym, że wyścig wystartuje z Holandii, pierwszy etap zostanie rozegrany w piątek, a nie – jak zwykle – w sobotę. Spowodowało to również zorganizowanie dodatkowego dnia odpoczynku, podczas którego cały wyścig będzie musiał przetransportować się do Hiszpanii. Czerwona karawana będzie miała do pokonania prawie 3 tys. kilometrów, konkretnie do Kraju Basków.

Po krótkim rzucie oka na ogólną mapę wyścigu widać, że pierwszy blok wyścigu został skumulowany na północy kraju, a drugi tydzień zostanie rozegrany na południu. Po raz pierwszy w historii aż osiem andaluzyjskich prowincji zostało częścią trasy Vuelty. Wizyta na południu oznacza również hołd oddany Alejandro Valverde, który startem w Wyścigu dookoła Hiszpanii pożegna się z profesjonalnym kolarstwem. 11 etap (31 sierpnia) będzie przebiegał drogami, którymi na co dzień trenuje „El Bala”. Wysokich gór brak, ale szanse powodzenia może mieć bardziej liczna ucieczka. Swoją drogą Valverde może mieć jedno miłe skojarzenie w związku z 77. edycją swojego domowego touru. Mianowicie: gdy zwyciężył w nim w 2009 roku, także startował z Holandii. Historia zatoczy koło.

Można skategoryzować tę trasę jako przeznaczoną dla górali, czyli „made in Vuelta”. Chociaż w przyszłym roku wyścig nie zawita w Pireneje, nie będzie mitycznego Angliru czy zapewniającej zawsze wielkie emocje i szczęśliwej dla Przemysława Niemca Lagos de Covadongi. Pomimo to będą tradycyjne podjazdy – takie jak Sierra Nevada (absolutny dach wyścigu, bo szczyt położony jest na wysokości 2500 m.n.p.m.) czy Navacerrada. Ponadto nie zabraknie kilku absolutnie nowych cimas, którym zdecydowanie warto się przyjrzeć. Oto one:

Pico Jano

Szósty etap wystartuje z Bilbao, a na jego zakończenie kolarze zmierzą się z pierwszym finiszem na podjeździe i będzie to także szczyt nigdy wcześniej niewidziany. 13 km długości, 6 proc. średnie nachylenie, pierwsza kategoria.

Collado Fancuaya

Collado Fancuaya otworzy pierwszy górski weekend w wyścigu. Podjazd ten liczy 10 km i charakteryzuje się dość stałym nachyleniem.

Monasterio de Tentudía

Podobnie jak w 2021 roku, Estremadura nie tylko pojawi się na Vuelcie, ale także odegra w niej ważną rolę. Podjazd ten nie jest specjalnie trudny, ale z pewnością odegra rolę na tym średniogórskim odcinku.

Alto de Piornal

 

Peñas Blancas

Ten podjazd jest znany dla hiszpańskiej Vuelty, ale w związku z tym, że wydłużono go o 4 km, można powiedzieć, że stał się nowy. Będzie podjeżdżany od strony Los Reales, co sprawi, że do pokonania będzie prawie 20 km. Będzie to zdecydowanie największa atrakcja tego dnia.

Mianem królewskiego można ochrzcić etap przedostatni z Moralzarzal do Puerto de Navacerrada. To właśnie tam w 2015 roku Fabio Aru odebrał maillot rojo Tomowi Dumoulinowi i wygrał tym samym swój jedyny wyścig trzytygodniowy w karierze.

Z pełną trasą Vuelta a España 2022 można zapoznać się –> TUTAJ

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments