fot. UCI

Włoch Filippo Baroncini zwyciężył w wyścigu ze startu wspólnego orlików o tytuł mistrza świata. Podium uzupełnili Biniam Ghirmay Hailu (Erytrea) i Olav Kooij (Holandia).

Po wyścigu juniorów, o tytuł mistrza świata ze startu wspólnego rywalizowali orlicy. Kolarze ścigali się na 160-kilometrowej trasie z Antwerpii do Leuven. Pierwsze 60 kilometrów wyścigu było płaskie – następnie zawodnicy musieli zmierzyć się z wymagającymi, flandryjskimi pagórkami, z których niektóre były brukowane. Meta była ulokowana na krótkim, około 200-metrowym podjeździe o średnim nachyleniu 6%.

Start ostry wyścigu orlików w mistrzostwach świata rozgrywanych we Flandrii został opóźniony o kilka minut. Wszystko z powodu kraksy, do której doszło na starcie honorowym. Ucierpiał w niej między innymi Lewis Askey, ale zarówno Brytyjczyk, jak i pozostali kolarze, przystąpili do rywalizacji.

Niedługo po starcie ostrym od peletonu odskoczył Conor White (Bermudy), ale jego akcja nie trwała zbyt długo. Chwilę później z grupy zaatakowało czterech zawodników – dobrze znany polskim kibicom Gleb Karpenko (Estonia), Logan Currie (Nowa Zelandia), Adam Ward (Irlandia) i Nicolas Vinokurov (Kazachstan), jednak Kazach, syn słynnego Alexandra, dość szybko odpadł od czołówki. Pozostali uciekinierzy wypracowali sobie kilkudziesięciosekundową przewagę, ale peleton nie dawał za wygraną. Z powodu licznych ataków z głównej grupy tempo było bardzo wysokie – do trzyosobowego odjazdu próbowali doskoczyć kolejni kolarze, między innymi Tim van Dijke, Casper van Uden (Holandia), a także Filip Maciejuk (Polska), jednak żadnemu z nich nie udało się dołączyć do jadącej na czele trójki.

Ostatecznie, około 20 kilometrów po starcie, peleton odpuścił uciekinierów, którzy zaczęli stopniowo powiększać przewagę. W międzyczasie w głównej grupie dochodziło do kraks i defektów. Upadali między innymi Fabio Van den Bossche (Belgia), Linus Kvist (Szwecja), Pauls Rubenis (Łotwa), natomiast problemy techniczne mieli Matus Stocek (Słowacja) czy Petr Kelemen (Czechy).

Na czele peletonu tempo nadawali głównie Włosi, którzy trzymali ucieczkę na kilkuminutowej smyczy. Niestety, jak to w przypadku belgijskich wyścigów, co chwilę dochodziło do kolejnych kraks, w których ucierpieli między innymi Stan Van Tricht, Lennert Van Eetvelt, Arnaud De Lie (Belgia), Soren Waerenskjold, Tobias Halland Johannessen (Norwegia) czy Sean Quinn (USA). W peletonie widać było walkę o pozycję, która w takim wyścigu jest niezwykle ważna, szczególnie przy wjeździe na flandryjskie ścianki.

Na pierwszej z nich, Wijnpers (360 m; 8%), na czele peletonu pojawili się Holendrzy, którzy znacznie go naciągneli. Taki sam scenariusz, ale z udziałem innych reprezentacji (Włoch, Belgii, Hiszpanii…), miał miejsce na kolejnych wzniesieniach. Doprowadziło to do szybkiego spadku przewagi trójki uciekinierów. Na brukowanym podjeździe pod Mosskestraat (550 m; 8%), ulokowanym na ponad 60 kilometrów do mety, na czele został już jedynie Logan Currie z Nowej Zelandii.

Z peletonu zaatakował wtedy Francuz Hugo Page, za którym podążyli Luca Colnaghi (Włochy) i Lewis Askey. Page, ścigający się na co dzień w młodzieżowej ekipie Groupama – FDJ, skasował samotnego uciekiniera, i na 55 kilometrów do mety czołową grupę tworzył peleton składający się z kilkudziesięciu zawodników.

W peletonie, w którym stale utrzymywał się Filip Maciejuk, jedyny reprezentant Polski, dochodziło wtedy do licznych zaciągów, jednak żaden z nich nie poskutkował oderwaniem się grupki zawodników. Udało się to dopiero na około 43 kilometry do mety. W czołówce znaleźli się wtedy Luca Colnaghi (Włochy), Daan Hoole (Holandia), Anders Halland Johannessen (Norwegia), Tomas Kopecky (Czechy), Jarrad Drizners (Australia), Mauro Schmid (Szwajcaria), Kevin Vermaerke (USA), Finn Fisher-Black (Nowa Zelandia) i Fabio Costa (Portugalia).

Za grupką w pogoń udali się Kevin Vauquelin (Francja) i Yevgeniy Fedorov (Kazachstan), którzy po kilkunastu kilometrach pościgu dołączyli do czołówki. Prowadzony przez Belgów peleton tracił wtedy do jedenastu liderów około pół minuty.

Na 22 kilometry do mety w czołowej grupie rozpoczęły się „skoki”, ale żaden z zawodników nie oderwał się od reszty. Wysokie tempo doprowadziło natomiast do zerwania Finna Fisher-Blacka, który najwyraźniej zastosował się do kolarskiego powiedzenia „nie masz siły – atakuj”, gdyż chwilę wcześniej to właśnie Nowozelandczyk próbował zgubić rywali.

Mimo wielkiego wysiłku kolarzy jadących w czołowej grupie, peleton niwelował stratę, która na 20 kilometrów do mety wynosiła już tylko 18 sekund. Niewiele przed końcem przedostatniego okrążenia w Leuven, z ucieczki zaatakował Mauro Schmid, który wypracował sobie kilka sekund przewagi nad byłymi kompanami z odjazdu.

W międzyczasie z peletonu zaatakowało kilku zawodników, w tym Florian Vermeersch (Belgia) i Tobias Bayer (Austria), jednak współpraca między kolarzami nie układała się najlepiej i szybko wrócili oni do głównej grupy. Wtedy w swoje ręce sprawy wzięli Holendrzy, którzy błyskawicznie zaczęli minimalizować stratę peletonu do grupy pościgowej, jadącej za Mauro Schmidem. Uciekinierzy, jak Anders Halland Johannessen, Tomas Kopecky zdecydowali się jeszcze na ataki, ale na nic zdały się ich próby – szybko zostali wchłonięci przez rozpędzony, pomarańczowy pociąg. Poza kręcącym na czele Szwajcarem, peletonowi najdłużej opierał się Fabio Costa, ale został on doścignięty na 8 kilometrów do mety.

Przewaga utrzymującego się z przodu Mauro Schmida wynosiła wtedy 10 sekund. Za kolarzem jeżdżącym w Team Qhubeka NextHash pognał Arthur Kluckers (Luksemburg), który dogonił go na 6 kilometrów do kreski. Niedługo później dwójka została jednak doścignięta przez peleton, od którego oderwał się Włoch Filippo Baroncini.

Kolarz Azurrich utrzymał prowadzenie nad peletonem, z którego najszybszy był Biniam Ghirmay Hailu z Erytrei. Podium uzupełnił Olav Kooij (Holandia). Filip Maciejuk zakończył rywalizację na 73. pozycji.

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Po obejrzeniu tego wyścigu już wiem dlaczego Maciejuk od 3 lat nie robi postępów

mariusz
mariusz

Blamazu ciag dalszy…..

gosc
gosc

Dlaczego?