fot. INEOS Grenadiers

Jeden z najpiękniejszych tygodni kolarskiego kalendarza rozpoczyna się dziś! Będzie to naprawdę mocne uderzenie, bo na starcie w Knokke-Heist staną w niedzielę najprawdziwsze generatory czystej energii, czyli najlepsi specjaliści w jeździe indywidualnej na czas elity mężczyzn. Broniący tytułu Ganna? Van Aert albo Evenepoel? A może Küng, który zdołał ich wszystkich pogodzić podczas niedawnych mistrzostw Europy? Wyborna stawka gwarantuje, że emocji nie zabraknie mimo bezkontaktowego charakteru tej konkurencji.

Tym, których tegoroczne mistrzostwa świata we Flandrii zastały dziś rano nieprzygotowanymi, przypominam: to nie żart, naprawdę rozpoczynamy czempionat od konkurencji jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn, tradycyjnie rozgrywanej w środy. Ten niestandardowy harmonogram sprawia, że impreza trwać będzie nie siedem, ale osiem dni, spięta w klamrę dwoma budzącymi największe emocje eventami.

Trasa

Nie w środę, ale dodatkową w stosunku do standardowego harmonogramu niedzielę do rywalizacji przystąpią najlepsi kolarze specjalizujący się w jeździe indywidualnej na czas spośród elity mężczyzn. Zmierzą się oni na momentami dość krętej, ale niemal idealnie płaskiej trasie prowadzącej głównie szerokimi drogami z nadmorskiego Knokke-Heist do zachwycającej Brugii. Jej długość wynosi w tym roku 43,3 kilometra, co jest przyjmowane z entuzjazmem po poprzednich dwóch relatywnie krótkich czasówkach rozgrywanych w ramach światowego czempionatu, a łączne przewyższenie to 78 metrów. Przynajmniej według organizatorów, bo innym, którzy to policzyli, wyszły wartości bliższe przedziału 22-34 metry. To nie tylko mniej, niż w Imoli, Yorkshire czy Innsbrucku, ale również Katarze, co nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z typowym power course, gdzie power is king.

Pogoda

Kiedy pod uwagę bierzemy wyłącznie specjalistów, a taką właśnie mamy sytuację, aura nie ma wielkiego wpływu na ostateczne wyniki jazdy indywidualnej na czas pod warunkiem, że jest taka sama dla wszystkich. W pochmurnej, ale mimo wszystko ciepłej północnej Belgii jest dziś na to szansa, ponieważ po południu słońce będzie naprzemiennie wychodzić i chować się za obłokami, ale wiatr powinien wiać ze stałą siłą i kierunkiem, a szanse pojawienia się opadów są aktualnie niewielkie (do 9%).

Faworyci

Czy niedawne mistrzostwa Europy były dobrym wyznacznikiem? Forma tych, który pokazali się tam z najlepszej strony na pewno nie znikła, natomiast w przypadku przynajmniej niektórych z nich nie jest gwarancją, że poradzą sobie równie dobrze na niemal dwukrotnie dłuższej trasie prowadzącej z Knokke-Heist do Brugii.

Zacznę mimo wszystko od Stefana Künga (SUI), który najlepiej zaprezentował się na prowadzącej przez szeroką dolinę Adygi trasie. O zwycięstwie Szwajcara w europejskim czempionacie przesądziła rewelacyjnie przejechana druga część dystansu, na której był nie tylko piekielnie szybki, ale również najlepszy technicznie, a pomimo ogromnego wysiłku na swoim rowerze czasowym wyglądał wręcz komfortowo. Może to świadczyć o pewnej rezerwie, która przyda się Küngowi na znacznie dłuższej trasie wytyczonej na niedzielę, która licząc ponad 40 kilometrów chyba odrobinę wykracza poza jego optimum. Stefan niezwykle rzadko też wygrywa, kiedy się tego od niego oczekuje, ale paradoksalnie spośród czwórki najmocniejszych kolarzy tej konkurencji to na nim ciążyć dziś będzie najmniejsza presja.

Wout van Aert (BEL) jest tym z dwójki Belgów, któremu wytyczona pomiędzy Knokke-Heist i Brugią trasa jazdy indywidualnej na czas na papierze odpowiada bardziej, a styl, w którym zwyciężył rozgrywany niedawno Tour of Britain każe się jego formy wręcz obawiać. Problem w tym, że niezwykle wszechstronnemu 27-latkowi w równym stopniu odpowiada przebieg wyścigu ze startu wspólnego, a swoimi występami w Igrzyskach Olimpijskich w Tokio wysłał bardzo jasny sygnał na temat tego, którą z tych konkurencji wybiera, kiedy wybierać jest zmuszony. Van Aert z całą pewnością spróbuje pokazać się dziś z jak najlepszej strony przed belgijskimi entuzjastami sportu, ale będzie miał też z tyłu głowy, że za tydzień czeka go bardziej skomplikowany wyścig, w którym konkurencja jest nie tylko liczniejsza, ale również dysponująca wzbudzającą mniej wątpliwości formą. Tydzień to bardzo dużo czasu na regenerację, to prawda, ale przygotowania do imprezy rozpoczęły się znacznie wcześniej i są one odmienne w przypadku tych dwóch dyscyplin.

No to czas na drugiego z Belgów, Remco Evenepoela (BEL), który w tym sezonie dalej wygrywa więcej, niż ktokolwiek inny w jego wieku, ale sukcesy te przeplata wyraźnie bolesnymi dla niego lekcjami na temat tego, że na tym poziomie nikt nie rozdaje niczego za darmo, kiedy stawka jest naprawdę wysoka. Dziś ta stawka jest możliwie najwyższa, a presja ze strony rodaków niezwykle wysoka, co może przynieść bardzo odmienne efekty. Sama świadomość, że jedynym liderem na wyścig ze startu wspólnego jest van Aert, a zatem pierwsza niedziela światowego czempionatu teoretycznie jest jego jedyną szansą na indywidualny sukces, powinna podziałać na Remco motywująco. Pewne pytania budzi natomiast długość i charakter trasy, które bez dwóch zdań faworyzują lepiej zbudowanych specjalistów – solowe rajdy w wyścigach, podczas których nikt za bardzo nie ma ochoty gonić, to mimo wszystko jeszcze inna dyscyplina. Podobnie jak w mistrzostwach Europy, zadecyduje więc druga część dystansu.

Idealnie zbudowany do pokonywania tego typu odcinków jest natomiast broniący tytułu Filippo Ganna (ITA), wobec wielu wymienionych wyżej znaków zapytania zdolny zmiażdżyć konkurencję, gdyby nie to, że dorzuca do nich kolejne. Silny Włoch jeździ w tym roku na czas w kratkę, zdecydowane zwycięstwa przeplatając występami poniżej oczekiwań. Z Trentino wyjechał z poczuciem niedosytu, choć przyznać trzeba, że sam wykonał tam bardzo solidną robotę, a triumfu pozbawił go po prostu mający jeden ze swoich najlepszych dni w karierze Küng. Obstawiam więc, że aktualnie forma Ganny rośnie i będzie dziś mocniejszy niż przed tygodniem, być może najmocniejszy z nich wszystkich.

Ci zawodnicy powinny z powodzeniem, nawet jeśli w różnych konfiguracjach, zapełnić dziś mistrzowskie podium, jednak jeśli lubicie polować na małe niespodzianki, zwróćcie w niedzielę uwagę na Edoardo Affiniego (ITA) i Stefana Bisseggera (SUI). Tym razem w tej kolejności, bo choć ten drugi odnotowywał w ostatnim czasie nieco lepsze wyniki, to młody Włoch powinien lepiej się spisać na tak długim dystansie.

Polskę w jeździe indywidualnej na czas reprezentować będzie Michał Kwiatkowski.

Szczegółowy plan transmisji telewizyjnych można znaleźć > tutaj
Składy reprezentacji Polski dostępne są > tutaj
Harmonogram mistrzostw dostępny jest > tutaj                                                 Zapowiedź całej imprezy > tutaj

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments