https://nl.wikipedia.org

Bukiet odmiennych w swoim charakterze wyścigów jednodniowych, z których de facto składa się Benelux Tour, do okresu rozdzielającego Wielką Pętlę i Vueltę zawsze pasował jak kwiatek do kożucha. Co innego we wczesnojesiennej scenerii, a do tego poprzedzając rozgrywane w Belgii Mistrzostwa Świata, których trasa łączy cechy północnych i ardeńskich klasyków. Nagle jest przygotowaniem do światowego czempionatu, o którym przymierzający się do tęczy kolarze zazwyczaj mogą jedynie pomarzyć.

Zacznę od małego sprostowania, bo wiem, że można się w tym nieco pogubić. Tegoroczny Benelux Tour to wcześniejszy BinckBank Tour i jeszcze wcześniejszy Eneco Tour, a dokładniej jego 17. edycja. Jeśli więc jak ja nie do końca przyzwyczailiście się do poprzedniej nowej nazwy, możecie już o niej zapomnieć. Jeśli jak mi kojarzyła Wam się ona z wielkim wybuchem, te żarty pozostaną już tylko w waszych głowach. Jeśli jednak wydaje Wam się, że kolejna zmiana związana jest z poszerzeniem repertuaru o Luksemburg, to nie, wyścig podążać będzie swoją najbardziej klasyczną trasą.

W tym zaś, żeby była jasność, nie ma niczego złego, bo po latach mniejszych i większych eksperymentów organizatorom holendersko-belgijskiej imprezy etapowej udało się wypracować świetnie zbalansowaną formułę, która przynosi satysfakcję obecnym na starcie specjalistom od wyścigów jednodniowych i sprinterom, a widzom pozwala cieszyć się trwającą do samego końca walką o klasyfikację generalną wyścigu.

Przepis ten jest dość prosty: trzy odcinki dedykowane sprinterom, krótka jazda indywidualna na czas i trzy trudniejsze etapy dla specjalistów od wyścigów klasycznych, które bez większego naginania rzeczywistości nazwać można małym Amstel Gold Race, małym Liege-Bastogne-Liege i małą Flandrią.

Oto, jak kolejne siedem dni rywalizacji na holenderskich i belgijskich szosach będzie wyglądało w większym zbliżeniu.

Trasa

Etap 1, 30 sierpnia: Surhuisterveen > Dokkum (169,6 km)

Tegoroczna edycja Benelux Tour tradycyjnie rozpocznie się dedykowanym sprinterom odcinkiem rozgrywanym w pobliżu wybrzeża Morza Północnego, choć w roli goszczącego go regionu tym razem Fryzja zastąpi odwiedzaną wcześniej Zelandię. 

Na dystansie 169,6 kilometra pokonane zostanie zaledwie 86 metrów przewyższenia, co pozwala dość łatwo wyobrazić sobie charakter tamtejszych krajobrazów, a czynnikiem dodatkowo wpływającym na wynik poniedziałkowej rywalizacji mogą być podmuchy wiatru.

Etap 2, 31 sierpnia (ITT): Lelystad > Lelystad (11,1 km)

Etap jazdy indywidualnej na czas do niedawna decydował o losach klasyfikacji generalnej wyścigu. Odkąd jej trasa została zdecydowanie skrócona, a wieńczące rywalizację trzy odcinki uczynione znacznie trudniejszymi, nie odciska już na ostatecznych losach rywalizacji tak dużego piętna, choć ciągle pozostaje odcinkiem, którego nie można całkowicie zlekceważyć.

W tym roku rozegrana zostanie ona na kompletnie płaskiej i pozbawionej jakichkolwiek technicznych zawiłości trasie, która liczy 11,1 kilometra i 3 metry przewyższenia. Nie ma więc wątpliwości, że do głosu tego dnia powinni dojść specjaliści, choć na tak krótkich dystansach świetnie potrafią się również spisywać sprinterzy – szczególnie ci o torowym rodowodzie.

Etap 3, 1 września: Essen > Hoogerheide (168,3 km)

W środę Benelux Tour po raz pierwszy w tym roku zahaczy o Belgię na odcinku, o którego losach powinny zadecydować ekipy sprinterskie. Na dystansie liczącym 168,3 kilometra kolarze pokonają tego dnia 241 metrów przewyższenia, a na trzykrotnie pokonywanej rundzie w okolicach kojarzonego z przełajami Hoogerheide czeka ich nawet prawdziwy podjazd. Nie wydaje się jednak, aby był on w stanie powstrzymać rozpędzony peleton.

Etap 4, 2 września: Alter > Ardooie (166,1 km)

Ostatni z typowo płaskich etapów 17. edycji Benelux Tour zabierze zawodników z Alter do chętnie odwiedzanego przez wyścig Ardooie, a na dystansie 166,1 kilometra peleton pokona tego dnia 462 metry przewyższenia. 

Poprzedzony dwoma ciasnymi zakrętami finisz, który w przeszłości generował od czasu do czasu spore niespodzianki, zastąpiony został znacznie bardziej klasycznym dojazdem do mety, więc raczej nie należy spodziewać się powtórki z rozrywki.

Etap 5, 3 września: Riemst > Bilzen (192 km)

Właściwy przegląd pretendentów do włożenia tęczowej koszulki rozpocznie się w piątek, a za pierwszy obszar obserwacji posłuży licząca 192 kilometry i 1732 metry przewyższenia trasa, która choć w całości poprowadzona została na terenie Belgii, charakterem przypomina bardziej rozgrywany w Limburgii Amstel Gold Race.

Jako pierwsza część weekendowego tryptyku etapów dedykowanych specjalistom od wyścigów jednodniowych, ten piątkowy jest zdecydowanie najłatwiejszy, ale mnogość pokonywanych tego dnia krótkich podjazdów i znacznie dłuższy w stosunku do poprzednich odcinków dystans będą odczuwalne w okolicach mety. 

Końcówka etapu rozegrana zostanie na 19,5-kilometrowej rundzie, której główne dominanty stanowią Keiberg (400 m, śr. 6,7%) i Letenberg (300 m, śr. 6,2%). Dojazd do mety usłany jest małą architekturą drogową, więc trzeba mieć nadzieję, że o etap walczyć będzie niewielka grupa kolarzy.

Etap 6, 4 września: Ottignies-Louvain-la-Neuve > Houffalize (207,6 km)

Na sobotę przypada najdłuższy i prawdopodobnie najcięższy odcinek tegorocznej edycji Benelux Tour, podczas którego zawodnicy zmierzą się z podjazdami tradycyjnie pokonywanymi na trasie najstarszego z kolarskich monumentów, Liege-Bastogne-Liege. 

Uczestnicy wyścigu pokonają tego dnia 207,6 kilometra i 3224 metry przewyższenia, a przemierzany teren sukcesywnie będzie stawał się coraz bardziej pagórkowaty, kiedy peleton zbliżać się będzie do położonych w Ardenach miejscowości. 

Niemal cała czekająca kolarzy wspinaczka skondensowana została już za półmetkiem trasy, który (orientacyjnie) wyznacza Cote de Magerat (1,7 km, śr. 5,3%), a o losach zarówno etapu, jak i w dużej mierze klasyfikacji generalnej imprezy zadecyduje licząca 27,2 kilometra runda wokół Houffalize, którą skutecznie urozmaicają Mur Saint-Roch (1400 m, śr. 8,7%), Bois des Moines (1200 m, śr. 6,5%), Cote Achouffe (800 m, śr. 6,7%) i Cote Le Vieux Chemin (600 m, śr. 3,5%).

Szczyt ostatniego z podjazdów od linii mety dzieli 11,5 kilometra.

Etap 7, 5 września: Namur > Geraardsbergen (181,8 km)

Rywalizację w 17. edycji Benelux Tour zwieńczy etap nazywany małym Wyścigiem Dookoła Flandrii, podczas którego walczący o mniejsze i większe laury kolarze pokonają 181,8 kilometra i 1348 metrów przewyższenia. 

Podobnie jak poprzedniego dnia, niemal cała zaplanowana na niedzielę wspinaczka będzie mieć miejsce na decydującej rundzie o długości 25,6 kilometra, gdzie zawodnicy zmierzą się  z ikonicznym Muur van Geraardsbergen (900 m, śr. 8,2%), Bosbergiem (1400 m, śr. 5,0%) i Danderoordbergiem (700 m, śr. 7,5%). 

Runda pokonana zostanie trzykrotnie, a szczyt finałowego podjazdu od linii mety dzieli 6 kilometrów.

Faworyci

Jak zapowiedziałam na samym początku, Benelux Tour może z perspektywy czasu okazać się najlepszym przygotowaniem do nadchodzących Mistrzostw Świata, a to oznacza, że na liście startowej nie brakuje kolarzy, których spodziewamy się widzieć w głównych rolach za cztery tygodnie w Leuven. Właśnie ze względu na to warto poczynić jednak zastrzeżenie, że przynajmniej część z nich paradoksalnie może odpuścić sobie walkę o klasyfikację generalną wyścigu i stracić czas na potencjalnie niebezpiecznych sprinterskich końcówkach, a o stanie ich przygotowań świadczyć będą wyniki uzyskane na ostatnich trzech etapach.

Ze względu na kontuzję pleców, w ostatniej chwili z wyścigu wycofał się jego ubiegłoroczny zwycięzca, Mathieu van der Poel. O ile planem Alpecin-Fenix na pierwszą część imprezy tak czy inaczej miały być sprinty z Timem Merlierem, w kontekście klasyfikacji generalnej pozostawiło to ekipę Holendra z dość interesującym, choć nie zawsze skutecznym na przestrzeni kilku dni duetem Gianniego Vermeerscha i Jonasa Rickaerta. Ciekawe, czy wykorzystają szansę walki o swoje indywidualne sukcesy na najtrudniejszych odcinkach imprezy.

Jeśli Belgia i klasyki, to oczywiście pierwsze skrzypce musi grać Deceuninck-Quick Step. Ich sprinterem na otwierające imprezę płaskie etapy będzie wspierany przez Michaela Morkova i Iljo Keisse Alvaro Hodeg, podczas gdy o klasyfikację generalną powinni walczyć Remco Evenepoel i Kasper Asgreen. Jeśli kroczący ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa 21-latek będzie kontynuował swoje solowe rajdy, nawet etap jazdy indywidualnej na czas nie powinien mu być już potrzebny, choć zauważyć trzeba, że podczas Benelux Tour będzie miał przeciwko sobie znacznie mocniejszą i bardziej zdeterminowaną niż ostatnio stawkę. Odrębnym pozostaje pytanie, czy kontynuowanie takiego stylu rozgrywania wyścigów nie sprawi, że Evenepoel wyjedzie się do spodu zanim Mistrzostwa Świata w ogóle się rozpoczną, ale na tego typu rozważania pewnie przyjdzie jeszcze czas. Co do Duńczyka natomiast, świetnie jeździ na czas i jest tegorocznym zwycięzcą Ronde van Vlaanderen, w którym pokonał Mathieu van der Poela i Wouta van Aerta. Ma więc papiery na znacznie więcej, niż triumf w Benelux Tourze.

Liderem ekipy Bahrain-Victorious na belgijską etapówkę będzie Matej Mohoric, którego formy nie trzeba zachwalać nikomu, kto oglądał jakikolwiek wyścig z jego udziałem pomiędzy Tour de France i Tour de Pologne. Aktualny Mistrz Słowenii nie jest wybitnym wirtuozem pokonywania brukowanych sektorów, ardeńskie podjazdy co do zasady powinny być dla niego nieco zbyt strome, a jazda na czas to już w ogóle nie jego specjalność. Jego specjalnością jest natomiast bycie wystarczająco dobrym we wszystkim na raz, swoimi niedawnymi występami udowodnił, że w ostatnim czasie poprawił się w niemal każdym elemencie kolarskiego rzemiosła, a do tego jest on jednym z tych kolarzy, którzy potrafią bezbłędnie rozpoznać moment zmieniający losy całego wyścigu. Jokerem w składzie ekipy z Bahrajnu może się natomiast okazać Sonny Colbrelli, który podczas Tour de France pokazał się z nieznanej dotąd strony, ale ze względu na brak startów po zakończeniu francuskiego wielkiego touru,jego aktualna forma pozostaje niewiadomą.

Benelux Tour to bez dwóch zdań bardzo ważny wyścig dla ekipy Lotto Soudal, która w przeszłości wygrywała go za sprawą obecnego na starcie Tima Wellensa. W ciągu ostatnich dwóch sezonów Belgowi brakowało dynamiki i agresywnego nastawienia, które charakteryzowały go we wcześniejszych latach kariery, ale podczas Tour de Pologne robił wrażenie kolarza, którego forma powinna w najbliższym czasie rosnąć. Etap jazdy indywidualnej na czas nie przemawia na jego korzyść, szczególnie w obliczu obecnych w stawce znacznie lepszych specjalistów w tej dyscyplinie, ale pozostaje mieć nadzieję, że zmusi to Wellensa wspieranego przez bardzo dobrze dysponowanych Tosha van der Sande i Philippe Gilberta do ofensywnych akcji na ostatnich dwóch odcinkach imprezy.

A skoro już mowa o kolarzach specjalizujących się w jeździe indywidualnej na czas, w rozważaniach na temat ostatecznego kształtu klasyfikacji generalnej nie można pominąć Toma Dumoulina (Jumbo-Visma), który wygrał ten wyścig w 2017 roku. Niedawnym udziałem w Igrzyskach Olimpijskich Holender nie pozostawił wątpliwości, że w swojej koronnej dyscyplinie odzyskał już oczekiwany poziom. Cały czas brakować mu jednak może dni wyścigowych, co zostanie dodatkowo uwypuklone przez szalone tempo, w którym rozgrywane są obecnie wyścigi. Dlatego choć Dumoulin uznawany jest za jednego z największych faworytów do odniesienia triumfu w tegorocznym Benelux Tourze, osobiście nie będę zaskoczona, jeśli na tym etapie powrotu do profesjonalnego sportu zabraknie mu jeszcze dynamiki, by odpowiadać na kluczowe ataki podczas decydujących dwóch odcinków.

Dość ciekawie wygląda też skład UAE-Team Emirates z Markiem Hirschim i Brandonem McNultym. Po rozczarowującej pierwszej części sezonu w barwach nowej ekipy, Szwajcar w końcu zaczął w ostatnich tygodniach nieco bardziej przypominać siebie samego, a po wjeździe w Ardeny znajdzie się w preferowanym przez siebie terenie. Z wymienionej dwójki to Amerykanin natomiast powinien znacznie lepiej pojechać na czas, natomiast dopiero przyszły czas rozstrzygnie, czy jest również za pan brat z brukami.

Solidnie, choć raczej nie na walkę o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, wygląda drużyna Trek-Segafredo z Madsem Pedersenem, Jasperem Stuyvenem i Edwardem Theunsem. Można się też zastanawiać, ile serca w belgijską etapówkę będzie chciała włożyć ekipa INEOS z Geraintem Thomasem i Giannim Mosconem.

W ostatniej rundzie tej wyliczanki wypada natomiast wspomnieć o Ag2r Citroen z Oliverem Naesenem, Borze-hansgrohe z Peterem Saganem, Astana-Premier Tech z Jakobem Fuglsangiem i Team DSM z Sorenem Kraghem Andersenem. Cała reszta stawki podróżuje raczej bez większej presji uciskającej na kręgosłup.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments