fot. Lotto-Soudal

Kamil Małecki (Lotto-Soudal), który podczas wyścigu Tour of Norway, wjechał w zatrzymany nagle samochód kolumny wyścigu, opowiada nam o szczegółach tej sytuacji, a także o tym, jak ścigało mu się w wyścigach w Danii oraz w Norwegii. 

Niestety w niedzielę napłynęły niepokojące informacje o kraksie Kamila Małeckiego na ostatnim etapie wyścigu Tour of Norway. Na szczęście Polak nie doznał żadnych złamań, a o wszystkim opowiadał portalowi Naszosie.pl następująco:

– Na szczęście wszystkie kości są całe, a byłem mega przestraszony, że to już będzie dla mnie po kolarstwie, bo uderzyłem wcześniej połamaną miednicą. Jestem cały obolały i mam taką kolarską „obcierkę”, ale mam nadzieję, że po kilku ciężkich dniach poczuję się lepiej i wrócę na kolarskie trasy. Razem z Benem Swiftem goniłem pierwsza grupę. Byl bardzo wąski zjazd i zakręt w lewo na szeroka drogę. Auta zaczęły nas wyprzedzać lewa strona a my jechaliśmy po prawej. Nagle one odbiły w prawo i sie zatrzymały z piskami bo komisarz zahamowal je. Mieliśmy 150 metrów do pierwszej grupy i nie było nikogo więcej z nami a on wykonał taki ruch. Byłem po prawej stronie Bena i niestety przy prędkości ponad 50 km/h nie byłem wstanie nic więcej zrobić. Odbiłem aby je ominąć ale nie było szans.

Pierwszym wyścigiem od ubiegłorocznego wyścigu Giro d’Italia był dla niego Tour of Denmark. Pojechał do Skandynawii nie w pełni wyleczony, wciąż z bólem w biodrze, a także zmęczony wielomiesięczną rehabilitacją i walką z bólem, który wciąż go nie opuszcza.

– W Danii było bardzo ciężko, cierpiałem na każdym etapie, ale starałem się przetrwać i pomóc chłopakom. Niestety moje ciało nie wytrzymało intensywności i dostałem zapalenia ścięgna w nodze i już miałem nie startować w czasówce, bo doktor powiedział, że wyglada to bardzo źle i trzeba zrobić trzy tygodnie przerwy. Ja bardzo chciałem ukończyć i uprosiłem zespół, żebym mógł tylko to przejechać

– mówił Kamil.

Kolejnym wyścigiem, jaki w swoim kalendarzu miał Kamil był Tour of Norway, który jednak w obliczu zapalenia ścięgna nie mógł być pewien ścigania wśród fiordów.

– Mój start w Norwegii stanął pod znakiem zapytania. Pojechałem z chłopakami, ale miałem nie startować, bo ciężko było chodzić, a co dopiero jechać. Ból był straszny, ale pracowaliśmy nad tym z osteopatą. Różne zabiegi, w tym suche igłowanie i postanowiłem, że wystartuję, ale w każdym momencie mogę się wycofać. Każdego dnia jechałem z bólem ale moja forma rosła, więc to mi dodawało sił. Cieszyłem się tym, że mogę być w kolarskim środowisku. Ale niestety pech nie chce mnie opuścić. Chciałbym w końcu jeździć bez bólu i być silnym punktem zespołu

– zakończył Kamil Małecki.

W niedzielę wieczorem Kamil wylądował na lotnisku w Gdańsku i udał się do domu na regenerację. Trzymamy kciuki, aby wrócił na szosę jak najszybciej.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments