Tobias Halland Johannessen
fot. Federación Española de Ciclismo

Kolejny szalony dzień zmagań najlepszych orlików na świecie za nami. Na alpejskich szczytach po triumf sięgnął Tobias Halland Johannessen. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej zachował rzecz jasna zwycięski dziś Norweg.

Dzisiejszy etap to prawdziwy crème de la crème tego wyścigu. Na 71km nie znalazł się nawet fragment płaskiego – od startu w La Tour-en-Maurienne trzeba się było wspiąć na Col du Chaussy (11,2km, 7,2%), następnie były zjazdy, niesamowita poprawka pod Col de la Croix de Fer (22,1km, 7%), a po kolejnym pokonaniu jezdni w dół na metę w Saint Jean d’Arves prowadziła dość skromna poprawka o parametrach 1,8km, 8,3%. Łącznie udało się zebrać 2900m przewyższenia na tak krótkim dystansie!

W dniu dzisiejszym nie obejrzeliśmy ucieczki dnia. Wszystko za sprawą szalonej pracy Kolumbijczyków chcących po prostu wykończyć swoich rywali. Kolejne raporty były brutalne – w peletonie zostało 40 kolarzy, po chwili 35, 30… Ani się nie obejrzeliśmy odpadł od niego 5. w klasyfikacji generalnej Włoch Alessandro Verre. Na pierwszy szczyt wjechała niespełna 10-osobowa grupa.

Na zjazdach z przodu znalazła się ledwie 7-osobowa grupa i jeśli dobrze rozumiem komunikaty to z przyczyny upadku na zjazdach nie było w niej ani lidera Tobiasa Hallanda Johannessena, ani nikogo z jego reprezentacyjnych kolegów. Na czele kręcili Andrés Camilo Ardila i Yesid Albeiro Pira (Kolumbia), Raúl García Pierna i Carlos Rodriguez (Hiszpania), Thomas Gloag i Oliver Stockwell (Wielka Brytania) oraz Jacob Hindsgaul Madsen (Dania).

Po zjazdach skład grupy się podwoił, a najmocniejszą siłę stanowili Norwegowie. W aż czterech stawili się na czele i prowadzili rywali pod Col de la Croix de Fer. Do momentu powrotu do kontroli nad grupą przez Kolumbijczyków rozszerzanie się składu osobowego trwało i zamknęło się na niemal 25 kolarzach.

Yesid Pira strzelił na 26km przed metą i na czoło grupy wyszedł jadący w stroju mistrza Europy znalazł się Jonas Iversby Hvideberg (Norwegia). Gdy kończył swoją pracę na czele pozostała już tylko ósemka, a byli to Filippo Zana (Włochy), bliźniacy Tobias i Anders Halland Johannessenowie (Norwegia), Andres Camilo Ardila (Kolumbia), Thomas Gloag (Wielka Brytania), Gijs Leemreize (Holandia), Carlos Rodriguez (Hiszpania) i Joris Delbove (Bourgogne-Franche-Comté).

16,5km przed metą i dosłownie tuż przed szczytem Col de la Croix de Fer strzelili jeszcze Joris Delbove oraz ku zaskoczeniu wielu Andres Camilo Ardila. Pozostała szóstka przecięła razem linię górskiej premii, acz na zjazdach do przodu pomknęli Zana, Tobias Johannessen i Rodriguez. Działo się, po prostu się działo.

Na 11km przed końcem bardzo niebezpiecznie wyglądający wypadek zaliczył Thomas Gloag. Brytyjczyk wypadł z jezdni i poleciał sporo w dół po dość dużych i ostro zakończonych kamieniach. Aż dziw, że 8. w klasyfikacji generalnej 19-latek zdołał dość sprawnie wrócić na rower, acz zapewne była to kwestia adrenaliny.

Norweg, Włoch i Hiszpan nie jechali zbyt agresywnie dzięki czemu zdołał do nich dołączyć Holender Leemreize. W czterech jechało im się jeszcze gorzej, na finałowej wspinaczce zaliczyli niemalże stójkę oglądając się na siebie. Pierwszy zaatakował Tobias Johannessen, do jego koła doskoczył Filippo Zana. Ich akcja nie przyniosła jednak skutku.

Na długi finisz zdecydował się Tobias Halland Johannessen i to on dziś triumfuje w Tour de l’Avenir. Ależ seria dla reprezentantów Norwegii.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments