Erviti
fot. Movistar Team/Bettini Photo

Jednym z bohaterów 12. odcinka zmagań był rutynowany Hiszpan Imanol Erviti. Niemal 38-letni kolarz rywalizację zakończył na 2 miejscu, najwyższym na etapie wielkiego touru dla niego od 11 lat.

Do dzisiejszego odcinkach Imanol Erviti przystąpił jak do każdego innego – jako pomocnik, kapitan Movistar Teamu. Los sprawił, że przebieg rywalizacji na 12. etapie był jednak dla niego zupełnie nietypowy, albowiem znalazł się on w 13-osobowym odjeździe dnia i do samego końca bardzo dzielnie rywalizował o końcowy triumf. Ubiegł go jedynie Nils Politt, niemniej dla bardzo doświadczonego Hiszpana był to dzień jakiego nie uświadczył od bardzo dawna.

– Dla pomocnika… to nie zdarza się codziennie. Piękna walka i… było aż tak blisko, że aż żal. Nie planowałem uciekać; po prostu tak się stało. Chcieliśmy uchronić się przed wiatrem, były intensywne ruchy zespołów ze sprinterami, tymi samymi, którzy normalnie kontrolowaliby wyścig. Raz będąc już nawet w uciekającej 13 pomyślałem o zatrzymaniu się, by zostać z Enriciem [Masem] i pomóc mu na wiatrach, bo to był bardzo nerwowy dzień.

Dla Hiszpana taki odjazd to nie była pierwszyzna, acz ostatni raz triumf z ucieczki odniósł przeszło 10 lat temu. W swoim palmares ma 3 triumfy – hiszpański klasyk Vuelta Ciclista A La Rioja z 2011 roku oraz 2 odcinki Vuelta a España – tam Imanol triumfował w 2008 i 2010 roku. Od lat jednak poświęcał się głównie pracy na rzecz swoich liderów, więc jego obecność w odjeździe, a następnie walka do samego końca jak równy z równym mogła nieco zaskoczyć. O samym przebiegu rywalizacji Hiszpan wypowiadał się tak:

– Kiedy rozpoczęły się ataki w czteroosobowej grupie i Küng odpadł dałem z siebie wszystko co miałem. Pomyślałem, że jeśli pokonamy tę przeszkodę, możemy zacząć walczyć między sobą, jednak atak Politta był wyłącznie kwestią siły nóg, on tam dochodził do granic możliwości, zapewne to samo odczuwał też Sweeny. Najsilniejszy po prostu wygrał. Cele od teraz? Oczywiście pracuje dalej dla zespołu. W tym celu przybyłem na Tour de France i nadal będę robić wszystko co w mojej mocy aby pomóc Enricowi i zakończyć jak najwyżej w klasyfikacji generalnej

– opowiedział na mecie Imanol Erviti

Można by było w tym miejscu zakończyć rozważania o tym co miał do powiedzenia 37-letni Hiszpan, ale warto chwilę przysiąść i popatrzeć na to jak ciekawie pokierowana została kariera kapitana Movistaru. Jest on bowiem jednym z nielicznych kolarzy mogących się pochwalić spędzeniem całej kariery w jednym zespole – od 2005 roku jest on zawodowcem i nieprzerwanie jeździ w tych samych barwach. Zmieniały się nazwy – gdy zaczynał było to Illes Balears, później Caisse d’Epargne, teraz Movistar Team, ale on zawsze pozostawał wierny.

Hiszpańska formacja nie słynęła nigdy z północnych klasykowców i tak oto nieznany szerzej młodzian zaczął jeździć największe klasyki świata. Dziś ma na koncie 51 monumentów co planuje go pod tym względem na 10. miejscu w klasyfikacji wszech czasów – tyle samo ma np. Eddy Merckx. Szczyt formy Imanol miał w 2016 roku, kiedy na 7. pozycji ukończył on 100. edycję Ronde van Vlaanderen, a tydzień później był 9. w legendarnym Paryż-Roubaix. Złośliwi mogliby powiedzieć, że przecież uciekający z nim tamtego dnia Mathew Hayman wygrał cały wyścig, ale z pewnością dla Hiszpana to nadal jeden z bardziej pamiętnych dni w karierze.

Dziś o liczącym rocznikowo 38 lat Imanolu Erviti koledzy z ekipy mówią kapitan. Nie ma co się dziwić, jest on bowiem jednym z najbardziej doświadczonych kolarzy w całym zawodowym peletonie. 51 monumentów, 26 wielkich tourów, tysiące dni wyścigowych spędzonych w roli wiernego pomocnika, który nawet gdy ucieka tak jak dzisiaj to z tyłu głowy ma przede wszystkim dobro drużyny. Bardzo mnie prywatnie ucieszył gdy dziś znalazł się w odjeździe i mógł mieć swoje 5 minut sławy, takie persony jak on z pewnością na to zasługują.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments