Na trzecim etapie wyścigu Criterium du Dauphine, który miał (i zakończył się) finiszem większej grupy, Fabio Jakobsen planował spróbować swoich sił na finiszu. Ostatecznie nie wytrzymał bardzo wysokiego tempa w końcówce, ale – jak powiedział dziennikowi „L’Equipe” – wykonał kolejny ważny krok do przodu.
„Delfinat” jest dla Jakobsena trzecim wyścigiem etapowym po powrocie do ścigania od czasu feralnego wypadku w Tour de Pologne 2020. Powoli nadarzają się również momenty, w których Holender ma próbować swoich sił na finiszach – tak jak miało to miejsce w Saint-Haon-Le-Vieux.
– Przed startem zauważyłem, że ostatni kilometr jest bardzo ciężki, że finałowe 700 metrów prowadzi pod górę. Dałem z siebie wszystko, ale nie mogłem finiszować. Myślę, że gdyby było bardziej płasko, to spróbowałbym. Dwa kilometry przed metą zdałem sobie sprawę, że nie będę brał udziału w ostatecznej rozgrywce, dlatego krzyczałem do moich kolegów, że zmieniamy plany
– sprawozdawał.
Odnosząc się zaś do strachu, Jakobsen przyznał, że czuje lęk, ale ten go nie paraliżuje. Jest jak początkujący kolarz, który dopiero oswaja się z zawodowym peletonem.
– Wszyscy boją się sprintów i ja także. Może nawet bardziej niż wcześniej, ponieważ moje ciało przyzwyczaiło się do spokoju, do odpoczynku – zapomniało, jak to jest czuć presję. Kiedy cały te chaos rozpoczął się 10 kilometrów przed metą, pomyślałem sobie: „Oh, spokojnie, to nie są MŚ”. Pomyślałem, że jeśli nadal będziemy tak jechać, to nie dotrwamy do trzech ostatnich kilometrów przed upadkiem. Jednak koniec końców ten etap był kolejnym ważnym krokiem w moim procesie powrotu do zdrowia oraz do ścigania i jestem bardzo zadowolony, ponieważ odzyskuję pewność siebie. Czuję się jak neo-pro, tylko z większym doświadczeniem
– dodaje Jakobsen.
To już właściwie koniec etapów dla sprinterów w wyścigu Dauphine. Po środowej „czasówce” i „klasycznym” etapie w czwartek, rozpocznie się górski tryptyk, włącznie z podjazdem na przełęcz La Plagne powyżej 2 tys. metrów nad poziomem morza (w sobotę). Jak podejdzie do tych dni Fabio Jakonsen?
– Jestem tutaj po to, aby budować formę i przygotowywać się do Vuelty, na której chcę być już konkurencyjny. Być może mam mniej zębów i trochę szwów, ale moje nogi wciąż są na miejscu. Upewniam sam siebie, że taka kraksa, jaką miałem nie może zdarzyć się dwa razy. Z tego, co wiem nikomu nie przydarzył się tak poważny wypadek dwukrotnie
– zakończył.
24-latek liczy także na to, że wyścig Criterium du Dauphine dobrze przygotuje go także do czerwcowych mistrzostw Holandii.







