fot. ASO / Fabien Boukla

Sonny Colbrelli (Bahrain-Victorious) wreszcie zdobył swoje upragnione zwycięstwo etapowe w wyścigu Criterium du Dauphine, zaś nadzieja Francuzów na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej Guillaume Martin (Cofidis) zaplątał się w kraksę, choć na szczęście wydaje się, że bez poważnych konsekwencji. Oto, co obaj kolarze mieli do powiedzenia po etapie do Saint-Haon-Le-Vieux.

Colbrelli jest w dobrej formie i pierwsze trzy etapy “Delfinatu” upatrywał jako szanse dla siebie. Jak mówi znane powiedzenie – “do trzech razy sztuka”.

– Po dwóch drugich miejscach bardzo chciałem wygrać. Naprawdę chciałbym podziękować mojej drużynie, ponieważ pracowała bardzo ciężko. Ostatni kilometr był bardzo ciężki, [Michał] Kwiatkowski ciągnął naprawdę mocno do 300 metrów przed metą. Potem zaczął finiszować bardzo mocny [Alex] Aranburu, ja wyszedłem z jego koła i na szczęście się udało

– mówił zaraz za metą Włoch.

Francuscy dziennikarze “wyciągnęli” także parę słów od lidera drużyny Cofidis Guillaume’a Martin, który 15 kilometrów przed metą miał kraksę spowodowaną upadkiem innego kolarza. Ostatecznie Martin pozbierał się, wrócił na rower i dzięki świetnej pomocy swojego zespołu wrócił do peletonu przed samym finiszem, nie ponosząc strat w klasyfikacji generalnej.

– Ta kraksa wydarzyła się tuż przede mną, przy 60 km/h, której nie mogłem uniknąć. Wszystko trochę mnie boli, obtarłem kolano i lewą stronę ciała, ale mogłoby być o wiele gorzej, zarówno jeśli chodzi o moje obrażenia, jak i straty w klasyfikacji generalnej. Moi koledzy z drużyny zareagowali bardzo dobrze i bardzo szybko – doprowadzili mnie do peletonu i w tej trudnej końcówce nie straciłem czasu. W sumie wszystko jest w porządku, ale nigdy nie jest miło zaliczyć kraksę tuż przed etapem jazdy indywidualnej na czas. Najpierw zobaczę, co z moim ciałem, a dopiero później będę myślał o tym etapie

– powiedział Guillaume Martin, cytowany przez dziennik “L’Equipe”.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments