fot. Team BikeExchange

Dotąd wyścig w jego wykonaniu był dość spokojny, fachowcy wróżyli ożywienie się Brytyjczyka w ostatnim tygodniu rywalizacji, specjaliści od wielkich tourów to w nim upatrywali szans na walkę o odebranie zwycięstwa Eganowi Bernalowi. Po dzisiejszym etapie trudno będzie obronić te tezy. Czy wyścig już na dobre stracił jednego z faworytów do zwycięstwa czy jest to tylko chwilowa niedyspozycja?

Nadzieje Simona Yates’a na końcowy sukces chyba nieco wczoraj osłabły. Wszystko przez
nie najlepszą postawę na 16-tym etapie rywalizacji, na którym lider ekipy BikeExchange
stracił do zwycięzcy 2 minuty i 37 sekund spadając jednocześnie z podium klasyfikacji
generalnej. Kolarz urodzony w angielskim Bury tracący dotąd tylko minutę i 33 sekundy do
Egana Bernala po dzisiejszym finiszu w Cortina d’Ampezzo po stronie strat notuje już 4
minuty i 20 sekund zajmując piąte miejsce.

Już mniej więcej w połowie podjazdu pod Passo Giau Brytyjczyk zaczął tracić dystans do
czołówki, by na cztery kilometry przed szczytem ostatecznie odpaść z wczorajszej rywalizacji na dobre. Dodajmy, w tym samym momencie Bernal przeskoczył na czoło peletonu i przystąpił do decydującego ataku. Ostatecznie Yates ukończył rywalizację na 11 miejscu, przyjeżdżając do mety trzy sekundy za Tobiasem Fossem z Jumbo- Visma i Davide Formolo z UAE-Team Emirates.

– To był ciężki dzień, na szczęście łatwiejszy nieco dzięki temu, że nie musieliśmy jechać pełnej trasy etapu

– mówi po etapie Matt White – dyrektor sportowy australijskiej ekipy.

– Było wystarczająco zimno i myślę, że organizatorzy podjęli słuszną decyzję o skróceniu etapu. Gdybyśmy w tych warunkach musieli przejechać Passo Fedaia i Passo Pordoi myślę, że różnice czasowe po etapie byłyby o wiele większe. Dzisiejszy etap nie poszedł tak, jak planowaliśmy, ale jako drużyna musisz potrafić radzić sobie z gorszymi momentami. Ciągle jeszcze jest sporo do przejechania, jesteśmy nadal blisko podium. Jutro jest dzień odpoczynku, wciskamy przycisk reset i jedziemy do Mediolanu wierząc w swoje umiejętności

– dodaje Australijczyk.

Dyrektor generalny zespołu Brent Copeland próbował tłumaczyć
słabszą dyspozycję swojego lidera, jednocześnie zapowiadając walkę do końca:

– Naprawdę wierzyliśmy, że Simon pojedzie dziś o wiele lepiej. Jego słabsza forma nie wynikała ani z zimna ani z tego, że brakło mu energii do walki. Zwyczajnie przytrafił mu się słabszy dzień, co zdarza się całkiem często w trakcie trzytygodniowego wyścigu. Teraz pozostaje nam już tylko walka w ostatnim tygodniu rywalizacji. Wyścig się jeszcze nie skończył, ale wobec tak świetnej jazdy Egana będzie bardzo ciężko coś zrobić. Jedziemy po zwycięstwo i choć Bernal robi to samo, spróbujemy jeszcze wymyślić coś, by to Giro skończyło się spektakularnie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments