fot. Mazowsze Serce Polski

Wczoraj rozpoczął się wyścig Tour de Hongrie (2.1), w którym rywalizują dwie polskie ekipy – HRE Mazowsze Serce Polski oraz Voster ATS Team. Kolarz pierwszej z nich, Alan Banaszek, zajął na wczorajszym etapie trzynastą pozycję.

Węgierski wyścig rozpoczął się 173-kilometrowym, lekko pofałdowanym etapem z Siofoku do Kaposvaru. Kilkanaście metrów po starcie zlokalizowana była pierwsza lotna premia, na której trzecie miejsce, i tym samym bonusową sekundę, zdobył Alan Banaszek. Kolarz HRE Mazowsze Serce Polski pokazał się też na finiszu, gdzie zajął 13. miejsce.

– Nasza taktyka wyglądała tak, że cała ekipa jechała na Mihkela, a ja miałem wolną rękę i miałem zafiniszować na pierwszej premii, jeśli do tego momentu nie odjedzie ucieczka. Okazało się to cięższe niż myślałem, bo ekipy worldtourowe zaczęły się tam rozprowadzać, ale zająłem dobre, trzecie miejsce. Dzięki temu nasz wóz techniczny będzie jutro wyżej w kolumnie. Byłem całkowicie zablokowany i nie mogłem nic zrobić. Na takich szybkich finiszach wygląda to tak, że znajdziesz ścieżkę albo nie – jeśli ją znajdziesz, to jedziesz i wygrywasz, a jak nie, to wjeżdżasz na metę nie będąc zmęczonym

– powiedział nam kolarz HRE Mazowsze Serce Polski.

Alan Banaszek dodał, że łatwiej byłoby mu zafiniszować, gdyby przed nim jechał kolarz, który utoruje mu tę ścieżkę, jednak – jak sam zaznaczył – nie jest to takie proste, nie tylko ze względu na prędkość, ale także postrzeganie ekipy kontynentalnej przez większe drużyny.

– Na pewno byłoby to lepsze, ale to są takie prędkości, że ciężko jest się złapać z kolegą z drużyny, a po drugie, na takim wyścigu jeśli ktoś widzi dwie koszulki BORA-hansgrohe, to ich nie ruszy, a jak ktoś widzi dwie koszulki Mazowsza, to nie interesuje go to, że oni się rozprowadzają. Kolarze na to nie patrzą jak na ekipę worldtourową

– dodał.

Na Węgrzech Alan Banaszek liczy na zajęcie jak najwyższej pozycji na sprinterskich etapach. Choć przeciwnicy są bardzo mocni, Polak wie, że jest w dobrej dyspozycji, i że może walczyć o czołowe lokaty.

– Chciałbym zająć jak najlepszą pozycję na jednym albo nawet kilku etapach. Po dzisiejszym finiszu mogę powiedzieć, że jest to bardzo wysoki poziom, ale po sobie widzę, że jestem w dobrej formie. Przy największych prędkościach, jak się jedzie 60 na godzinę i trzeba przy tym przejść do przodu i się w tym odnaleźć, umiem to zrobić i nie wywiera to na mnie tak dużego wrażenia. Na takich finiszach jest to bardziej kwestia odnalezienia się, a nie czystej mocy

– tłumaczył Alan Banaszek.

Wczoraj kolarzy mazowieckiej ekipy jeszcze na kilkanaście kilometrów do mety mogliśmy oglądać w ogonie peletonu, jednak było to zaplanowane. Ze względu na specyfikę końcówki etapu zawodnicy wiedzieli, że spokojnie będą w stanie przejść na czoło peletonu, kiedy będzie to potrzebne. Tak też zrobili.

– Peleton jest tu nieduży, wiedzieliśmy, że będzie gdzie przejść na czoło i nie było sensu się pchać. My jesteśmy taką ekipą, która na spokojnie podchodzi do takich rzeczy. Wiadomo, gdybyśmy wiedzieli o tym, że dzisiaj wieje albo że możliwe jest rozciągnięcie peletonu przy dużej prędkości, zakręty czy wąskie drogi, to byśmy tak nie jechali. Ale wiedzieliśmy, że jest szeroko, bezpiecznie, i że możemy sobie na to pozwolić, że możemy jechać spokojnie z tyłu i akumulować siłę na końcówkę niż się barować, męczyć głowę z przodu i walczyć o pozycję na 30 kilometrów do mety, która niczego nie da. Ta walka o pozycje jest też takim wypalaniem psychicznym, będąc tam z przodu przez cały dzień wypalasz się psychicznie, a dojeżdżając do czołówki na przykład na dziesięć, pięć kilometrów do mety masz świeżą głowę do walki i przepychania się o pozycje. Ktoś inny może jechać z przodu i cały czas myśleć – „jak utrzymać tę pozycję?” – wtedy cały czas jest ogień

– mówił.

Oprócz Polaka w barwach HRE Mazowsze Serce Polski jedzie też inny szybki zawodnik – Mihkel Raim. Jak mówi Alan Banaszek, zawodnicy świetnie się dogadują. Obaj potrafią odnaleźć się w szybkich końcówkach, co stanowi o sile zespołu.

Do końca Tour de Hongrie zostały jeszcze cztery etapy, w tym trzy płaskie, gdzie najprawdopodobniej dojdzie do kolejnych potyczek sprinterów.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments