fot. Giro Ciclistico d'Italia

Jakiś czas temu Thomas Pidcock opublikował wyniki swojego treningu biegowego – trzeba przyznać, że były one bardzo imponujące. Według nich Brytyjczyk wybiegał wynik na poziomie najlepszych lekkoatletów świata.

Najbliższy sezon będzie dla 21-latka bardzo ważny. Po kilku latach spędzonych w niższych dywizjach zawodnik, który w ostatnich latach błyszczał w młodzieżowym peletonie, w końcu zdecydował się na podpisanie kontraktu z zespołem World Touru i to od razu z prawdopodobnie najlepszą ekipą na świecie – z Team INEOS.

Nic więc dziwnego, że w czasie ostatniego okresu przygotowawczego trenował on z olbrzymią intensywnością – nie tylko jeżdżąc na rowerze, ale także biegając. Pewnego dnia na jego liczniku pokazał się imponujący wynik – 5 kilometrów przebiegniętych w 13 minut i 25 sekund. To rezultat o 15 sekund lepszy niż ten, który dał Mo Farahowi złoto na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Wynik jest tym bardziej imponujący, że łączny dystans, który wówczas przebiegł wynosił ponad 9 kilometrów.

W niedzielę natomiast brązowy medalista mistrzostw świata młodzieżowców z Yorkshire pochwalił się tym wynikiem na Instagramie.

Tego dnia zamierzałem przebiec 5 kilometrów w mniej niż 15 minut. Wybiegałem czas 13:25. To chyba całkiem szybko. Wydaje się, że w najbliższych dniach muszę zweryfikować ten wynik. Być może bieganie to sport dla mnie?

– czytamy.

Zobaczymy, co przyniesie miniśledztwo Brytyjczyka, jednak wydaje się, że jego wynik zostanie skorygowany. Niektórzy uważni internauci zauważyli na jednym ze zdjęć zamieszczonych w poście dość specyficzną pracę serca młodego kolarza – pod koniec tętno zamiast rosnąć, jak to zwykle bywa przy tak dużym wysiłku, zaczęło spadać.

Jaka okaże się prawda? Niedługo będzie to praktycznie bez znaczenia, także dla Brytyjczyka, który już za dziewięć dni rozpocznie sezon w Tour des Alpes Martimes et du Var. Zobaczymy, czy tam pokaże formę predestynującą go do bicia rekordów.