fot. Mazowsze Serce Polski

Informacja o śmierci Ryszarda Szurkowskiego wstrząsnęła całą sportową społecznością w Polsce. Polskiego kolarza wszech czasów wspomina jego dawny podopieczny, a obecnie szef zespołu Mazowsze Serce Polski Dariusz Banaszek.

Pierwszy raz trenera na własne oczy spotkałem w 1979 roku na kryterium MON w Warszawie. On właśnie w tym czasie wzmocnił warszawski klub Polonez FSO Warszawa. Wcześniej oczywiście grałem jak wszyscy bodajże nim w kapsle, prawie zawsze nim wygrywałem.

Póżniej w 1983 roku, jako młodzik dołączyłem do Poloneza, a w 1984 jeździł ze mną jego syn Norbert. Często odwiedzałem Norberta w ich domu przy ulicy Kondratowicza na Bródnie, trenera zazwyczaj nie było w domu, ale ja pamiętam mnóstwo jego pucharów i pamiątek z wyścigów. To było dla mnie niesamowite przeżycie, zresztą imię mojemu najmłodszemu synowi (Norbertowi przyp.red.) daliśmy wspólnie z żoną ze względu na tamten okres koleżeństwa z synem Ryszarda.

Trener przyjaźnił się, również z moim bratem Grzegorzem. Często miałem możliwość go spotykać nawet na rodzinnych spotkaniach. Zawsze był dla mnie jak z innej planety i wzorem do naśladowania. Przerastał inteligencją kolarską wszystkich o głowę, był świetnym trenerem. W 1992 roku zmieniłem warszawską Legię na ekipę Warta Damis Szurkowski, a później Petrochemia Szurkowski. W tamtym czasie był on, również na moim ślubie i weselu, byłem z tego bardzo dumny.

To on (Ryszard Szurkowski przyp.red) w tamtych czasach zaufał mi i wystawił do składu drużyny Mistrzów Polski, a za dwa dni dzięki niemu zostałem v-ce Mistrzem Polski. Pamiętam jak stał przy trasie w decydującym momencie wyścigu i krzyczał mi wtedy, że to jest ten moment ataku.

W tamtym czasie, również pomógł mnie i mojej rodzinie w pozyskaniu pawilonów handlowych na Stadionie Dziesięciolecia, miał możliwości i to wykorzystał. Bardzo nam pomógł w tamtym czasie mi i mojej rodzinie. To może jest lakoniczne, ale jakby nie ta sytuacja ja nie pomagałbym pewnie polskiemu kolarstwu przez wiele lat. On mnie ustabilizował finansowo i dał dobry start w przyszłość. Później nie odmówił mi nigdy, gdy zapraszałem go na prezentacje grup zawodowych, które tworzyłem. Nigdy mnie nie zawiódł, a ja robiłem wszystko, aby nie zawieść jego zaufania.

W ostatnim czasie bardzo mnie wspierał w działaniach na rzecz rozwoju polskiego kolarstwa i PZKol. Dawał rady i wskazówki, był niesamowicie mądrym człowiekiem, dla mnie Profesorem. Dzisiejszy dzień jest dla mnie traumą, straciłem osobiście wielkiego mentora i przyjaciela, jest to dla mnie wielki szok, bo tak wierzyłem, że sobie poradzi, da radę jak zawsze i wygra ten swój najcięższy, jak powiedział w wyemitowanym wczoraj filmie dokumentalnym wyścig.

Trenerze to nie tak miało być …. Straciliśmy Mistrza, ale jestem przekonany że tam na górze był bardzo potrzebny stąd ta decyzja o opuszczeniu nas, środowiska kolarskiego, działaczy i wszystkich polskich kibiców. Trenerze nigdy nie zapomnimy o Tobie, dziękuje w imieniu nas wszystkich, za to co zrobiłeś dla Polski i do zobaczenia.