fot. Wiki Commons

Święta Bożego Narodzenia już za pasem. Dlatego jak co roku postanowiliśmy popytać kolarzy o to, jak spędzają ten wspaniały czas. Tym razem rozmawialiśmy na Elią Vivianim, Pawłem Bernasem oraz Stanisławem Aniołkowskim. Kolarze opowiedzieli nam o swoich świątecznych zwyczajach, postanowieniach noworocznych, wymarzonych prezentach pod choinkę, a także treningach w okresie świątecznym.

Elia Viviani (zawodnik Cofidis, Solutions Credits)

Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się z dużym świątecznym obiadem, ale niestety w tym roku wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Niestety z powodu koronawirusa mamy we Włoszech mnóstwo restrykcji, więc nie możemy spotkać się w większym gronie. Będzie trochę dziwnie, bo zwykle to właśnie jest dzień wspólnych spotkań z całą rodziną, Wszyscy dają sobie prezenty, a atmosfera jest cudowna. Teraz spędzę ten czas razem ze swoją dziewczyną, jej rodzicami i jej bratem. Kilka dni później pojadę do swojej rodziny, ale raczej tylko na chwilę. To będzie dziwny czas – podobnie zresztą, jak cały 2020 rok.

Sam świąteczny obiad jest u nas bardzo obfity. Zaczynamy od przystawek, takich jak bruschetta, później jemy moją ulubioną lasagnę jako pierwsze i stek jako drugie danie. Na koniec jest jeszcze panettone z szampanem – ten moment świąt również bardzo lubię. Wiadomo, że posiłki sportowca nie powinny tak wyglądać, ale to jest nasza tradycja. 

Z kolei moje postanowienie noworoczne to powrót na sprinterski top, do formy którą prezentowałem w 2018 roku, a także olimpijskie złoto [na torze przyp.red.]. Raz już wygrałem tę imprezę i wiem, że żaden wyścig nie może się z nią równać, dlatego chciałbym zrobić to ponownie. W Święta nie zamierzam więc robić sobie zaległości. Jak zawsze potrenuję około dwóch godzin przed obiadem, żeby zawczasu spalić świąteczne kalorie. Dopiero dzień później robię sobie dzień odpoczynku, by później mocno docisnąć – w ostatnich dniach roku trenuję po 5-6 godzin dziennie.

Paweł Bernas (zawodnik Mazowsze Serce Polski)

Mam cudowną żonę, która zrobiła świąteczne porządki wtedy, gdy byłem na obozie treningowym na Majorce. Natomiast ja, jeszcze przed wyjazdem zdążyłem kupić choinkę – w tym roku taką mniejszą, żeby stała na stole, by mój mały synek się nią za bardzo nie interesował. Do zrobienia pozostały mi jeszcze ostatnie zakupy prezentowe [rozmawialiśmy w środę – przyp.red.], ale muszę przyznać, że większość rzeczy załatwiła moja kochana żona. Mi niedługo pozostanie już tylko złapanie świątecznego nastroju mimo szaroburej i deszczowej aury, panującej dziś w Gliwicach.

Wigilię spędzimy w pięć osób. Podczas całych Świąt Bożego Narodzenia będziemy się trochę przemieszczać wraz z żoną i synkiem, tak by mimo restrykcji spotkać się z całą najbliższą rodziną. To będzie taki czas, kiedy kolarstwo zejdzie na drugi plan. Będę dużo jadł, ponieważ lubię wszystkie potrawy wigilijne, przynajmniej te, które serwowane są w moim regionie, a więc karp, śledzie przyrządzane na trzy różne sposoby, barszcz z uszkami, no i pojawiające się na koniec ciasta. Natomiast gdy jestem u teściowej, na stole serwowane są pierogi, które również bardzo mi smakują

Nie mam jakiegoś wymarzonego prezentu, przynajmniej w postaci materialnej. Najbardziej chciałbym, by dopisywało mi zdrowie i żeby nie było gorzej niż w tym roku, a już najbardziej zadowolony byłbym, gdyby pandemia w końcu się zakończyła. Nigdy nie bawiłem się w postanowienia noworoczne – u mnie to nigdy nie działało. Wiem, że na pewno przyjdzie taki moment w sezonie, że będzie trzeba zacząć bardziej skupiać się na wyścigach. Myślę, że my sportowcy nie potrzebujemy postanowień noworocznych jako takich, bo one i tak prędzej czy później automatycznie muszą wejść w życie.

Zazwyczaj w Święta trenowałem, ale w tym roku wziąłem udział w mistrzostwach świata na Zwifcie [9 grudnia – przyp.red. ] i w związku z tym wcześniej zacząłem przygotowania do sezonu. W poprzednich latach przez większą część listopada leżałem do góry brzuchem, a teraz ten miesiąc upłynął mi na krótkich, acz intensywnych treningach. Gdy byłem na Majorce, przejechałem mnóstwo kilometrów w dziewięć dni. Dlatego wychodzi na to, że w tym roku, cały ten świąteczny czas mogę przeznaczyć na wypoczynek. Przed Sylwestrem, w zależności od pogody zrobię sobie może dwie-trzy przejażdżki, ale to tyle – żadnych konkretnych treningów nie planuję.

Na koniec, korzystając z okazji, chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom naszosie.pl zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku.

Stanisław Aniołkowski (zawodnik Bingoal-Wallonie Bruxelles

Święta spędzę pewnie tylko z rodzicami i siostrą, ale niestety nie mogłem pomóc im w przygotowaniach. Dopiero wracam z Majorki i pewnie będę w domu dopiero w okolicach północy [rozmawialiśmy w środę, przyp. red.]. Rano się obudzę i tak naprawdę już zaczną się Święta, Może załapię się jeszcze na wigilijne ubieranie choinki. Zwykle tych obowiązków jest znacznie więcej, trzeba posprzątać cały dom, umyć okna itp.

Moją ulubioną świąteczną potrawą są pierogi, potrafię pochłaniać je w olbrzymiej ilości. Najbardziej lubię te z kapustą, ale z grzybami też mogę zjeść. Bardzo lubię także różnego rodzaju ryby, które serwuje moja babcia, ale generalnie staram się próbować wszystkiego, co zostanie nam podane. Zobaczymy, jak będzie to wszystko wyglądało w tym roku, pewnie będzie dużo skromniej niż zwykle, ale wiem, że pierogów na pewno nie zabraknie.

Jeśli chodzi o prezenty, to dostajemy je po świątecznym obiedzie. Zawsze przychodził do nas Mikołaj. Spotykaliśmy się całą rodziną, a jest u nas sporo dzieci, w tym moi bracia cioteczni, w wieku 6-8 lat – taka czteroosobowa gromadka. Dla nich to wszystko było oczywiście najfajniejsze, ale dorośli też musieli zaśpiewać jakąś kolędę lub wyrecytować wierszyk, żeby otrzymać prezent. Ja zawsze bardzo lubiłem ten moment i pamiętam, że w swoim życiu dostałem bardzo wiele świetnych podarunków. Najlepiej wspominam jednak statek wojskowy, który dostałem w dzieciństwie. Miał chyba metr długości i potem bardzo długo się nim bawiłem, więc mocno zapadł mi w pamięć.

Myślę, że w ramach postanowienia noworocznego, spróbuję dołożyć do treningów coś, czego brakowało w poprzednich latach, a więc jakieś aktywności fizyczne poza rowerem. W same Święta zrobię sobie krótką przerwę od treningów. Na Majorce pracowałem naprawdę ciężko, więc te kilka dni wykorzystam na to, by złapać oddech, ale już później wrócę do trudniejszych jednostek treningowych. Być może wezmę nawet udział w wyzwaniu Rapha, które polega na tym, by wykręcić 500 kilometrów do nowego roku.

Elii, Stanisławowi oraz Pawłowi, a także pozostałym kolarzom i wszystkim naszym czytelnikom życzymy Wesołych Świąt!