Zima za pasem, więc siłą rzeczy coraz częściej w kolarskich kręgach pada słowo trenażer. Przez niektórych lubiany, choć mam wrażenie, że większość kolarskiego społeczeństwa nie darzy go sympatią. Ja mam do niego ambiwalentny stosunek. Bo choć czasem podczas interwałowych treningów szczerze go nienawidzę, to jednak cenię też to, że mogę wykonać treningi z aptekarską precyzją w garażowym zaciszu. Tym bardziej doceniłem go w dobie panującej pandemii i to właśnie na dwa tygodnie przed moim Covidem dotarł do mnie nowy DIRETO XR. Ani się nie obejrzałem jak okazało się że przez niemal dwa miesiące nie wyszedłem na szosę, a wszystkie jednostki treningowe z chęcią wykonywałem na tym urządzeniu.

Otwieramy pudło

Wersja XR, jaką miałem okazję testować to kolejna, ulepszona generacja znanego od lat modelu Direto. Rok temu mogliście przeczytać recenzję poprzedniej wersji, Direto X, autorstwa Sławka Nicińskiego. Producent w ciągu roku nie wprowadził jakichś spektakularnych zmian. Po prostu lekko udoskonalił i tak już bardzo dobry wyrób. Poprawił wygładzanie mocy i sprawił że trenażer lepiej odwzorowuje nachylenie, gdy używamy go z aplikacjami do wirtualnego treningu.

Samo pudło z trenażerem jest spore, a i waga też niczego sobie, bo to ponad 20 kilogramów. W zestawie dostajemy trenażer z założoną kasetą ( Shimano 105 11-28 ), zasilacz, adaptery na sztywną oś, redukcję do napędów dziesięciorzędowych i dziewięciorzędowych, szybkozamykacz, podstawkę pod przednie koło i instrukcję obsługi. Do tego jeszcze w gratisie, kod do ZWIFT na miesiąc i roczną subskrypcję do aplikacji ELITE. Uff … Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałem. Po dokopaniu się do instrukcji obsługi okazało się, że instalacja mojej klasycznej szosy była bajecznie prosta. Należało tylko założyć odpowiednie adaptery, rower na kasetę i zacisnąć szybkozamykacz.

Garść informacji technicznych

  •  DIRETO XR jest trenażerem z napędem bezpośrednim,
  • OTS (optyczny czujnik momentu obrotowego) zapewnia DIRETO XR największą dokładność danych podczas treningu. Mierzy moc wyjściową z dokładnością ± 1,5%, czyli o 0,5% większą w porównaniu z trenażerem Direto,
  • Maksymalny opór – 2300 W,
  • DIRETO XR jest w stanie symulować nachylenie 24%, o 10% więcej niż to, co mógł zrobić oryginalny Direto i 6% więcej niż Direto X,
  • Trenażer zapewnia całkowitą kompatybilność zarówno z rowerami szosowymi, jak i MTB,
  • Trenażer zawiera fabrycznie zainstalowaną 11-biegową kasetę Shimano 11-28 oraz podstawkę pod koło,
  • Urządzenie jest kompatybilne z kasetami Shimano/SRAM/Campagnolo 9/10/11/12 rz.
  • Trenażer współpracuje z aplikacjami do treningu: My E-Training (w tym 12-miesięczna bezpłatna subskrypcja), Zwift, TrainerRoad, The Sufferfest, Bkool, Kinomap i wiele innych,
  • Całkowicie interaktywny trenażer domowy z technologią ANT+, FE-C oraz Bluetooth.

W drogę

Głośność pracy trenażerów direct drive to jedna z ich największych zalet. W porównaniu do magnetycznych trenażerów z rolką to jest przepaść. Zdecydowanie najgłośniej słychać pracę łańcucha na korbie, koronkach kasety, czy kółkach przerzutki, a samą pracę mechanizmu oporowego trenażera praktycznie wcale. Druga zauważalna różnica po kilku zakręceniach korbą, to wrażenie jakbyśmy napędzali prawdziwy rower. Realizm w odczuciach podczas treningu jest bardzo duży. Zwłaszcza jeśli używamy trybu ERG – czyli sterowania oporem na trasie. Sam trening jest też wejściem na kolejny level. Nie uniknę porównań do mojego sprzętu, który używam na co dzień, czyli Elite Novo Force. Wiem, że to jeden z najbardziej popularnych podstawowych modeli na rynku. Odczucia są takie, że na Novo jedzie się jakby ciężej. Opór jest cały czas liniowy niezależnie od ustawień manetki. Na Direto pedałuje się płynniej, dużo bardziej podobnie do jazdy na zewnątrz. Dodam tylko, że zarówno na jednym jak i na drugim urządzeniu używałem pedałów z pomiarem mocy. Skonfrontowałem te opinie ze znajomymi, którzy również przerzucili się na direct drive i wszyscy wysnuliśmy podobne wnioski.

Trening, pot i łzy

Jako, że od kilku zimowych sezonów wszystkie treningi wykonuję na ZWIFT, wybór padł na tą aplikację do wirtualnych jazd. Direto jest kompatybilny ze wszystkim aplikacjami dostępnymi na rynku – jeśli tylko działają na protokołach ANT+ lub Buletooth. Do tego oczywiście steruje oporem, co potęguje wrażenia realizmu na treningach i pozwala na wykonywaniu jednostek na zadanej intensywności, czy kadencji. Zima to u mnie zazwyczaj długie tlenowe treningi i zmienne obciążenie na trasie, jazdy w grupie powodowały, że nie było nudy i trzeba było używać obu manetek przerzutek.

Wisienką na torcie jest wbudowany pomiar mocy i wspomniane wcześniej przeze mnie sterowanie obciążeniem. Wracając do formy po COVID-zie dla urozmaicenia wrzuciłem trening siłowy na niskiej kadencji i progowych watach.

Trochę zajęło mi złapanie wspólnego języka z trenażerem. Nie jest to łatwe zadanie, gdy musi on dopasować odpowiednią kadencję i obciążenie. Jednak po kliku interwałach załapałem, jak mu ułatwić to zadanie i poszło gładko. Warto dodać, że zdarzyło mi się jeździć rejestrując wartości mocy z trenażera, jak również z pedałów. Rozbieżności były niewielkie – w granicach 4% – 5%.Zawsze większą moc pokazywały pedały, co da się racjonalnie wytłumaczyć. Moim zdaniem to straty generowane przez opory napędu, łożyska w korbie, kółka przerzutki itp. Niestety Ceramic Speed’a jeszcze się nie dorobiłem, a sam napęd nie był idealnie czysty. Małe różnice we wskazaniach obu urządzeń upewniły mnie tylko w przekonaniu, że zastosowany w Direto XR pomiar mocy jest bardzo dokładny. Jedyna różnica w sterowaniu obciążeniem to minimalnie większe opóźnienia we wskazaniach jeśli wybierałem jako jednostkę sterującą pomiar z Direto.

Nie sposób ominąć faktu, że rower jest niesamowicie stabilny podczas pedałowania. Stawanie w korby, sprinty, nagłe przyspieszenia nie robią na nim żadnego wrażenia. Jest jak przyspawany do podłogi. To zasługa szeroko rozstawionych nóg i dużej wagi samego urządzenia.

Opinia i żal

Żal było mi się z nim rozstawać, a powrót do starego Novo Force’a łatwy nie był. Szczególnie gdy mogłem sobie pozwolić na lekki tlenowy trening w salonie. Na rolkowym magnetycznym nie miałem takiej możliwości. Nie chciałem narażać moich małych domowników na problemy z zaśnięciem. Szczególnie docenią to użytkownicy Direto XR, który mieszkają w bloku. Sąsiedzi z dołu Wam podziękują.

Następny plus to bardzo dokładne sterowanie oporem i gładkość z jaką ten opór się zmienia. Trudno to opisać słowami, to trzeba poczuć. Tak samo jak zmianę nachylenia czy jazdę ze stałym obciążeniem. To wszystko jest bardzo poprawne. To po prostu wejście na kolejny level w trenowaniu, zwłaszcza dla użytkowników, którzy nie mają pomiaru mocy w rowerze. Dedykowana aplikacja, łatwość kalibracji, subskrypcje do E-Training i ZWIFT to kolejne wartości dodane. Jedyny minus, do którego mógłbym się przyczepić to obudowa. Jest plastikowa, ale nie wygląda na bardzo solidną. Zdarzyło mi się przeczytać opinię w Internecie, że łatwo jest ją uszkodzić i jest cienka. Z mojego testu na szczęście wyszedł cało.

Cena ? 3750-4500 zł. Skąd ta rozbieżność? W dobie panującej pandemii i dużego popytu na tego rodzaju urządzenia prawa wolnego rynku zrobiły swoje. Mam nadzieję, że uda Wam się upolować swoje wymarzone narzędzie zimowych tortur, a jeżeli zastanawiacie się nad Direto XR – warto. Podpisuję się obiema rękami.

Dystrybutor: Shimano Polska

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments