fot. Unipublic / Charly López

Tylko siedemnaście – tak małej liczby zwycięstw Hiszpanie nie odnieśli od 1937 roku, a więc od czasów wojny domowej. Wśród nich tylko trzy zostały zdobyte na poziomie World Tour. Nadzieją na lepszy sezon 2021 jest to, że będzie się ścigało aż sześć profesjonalnych drużyn. 

Jeszcze niedawno Hiszpanie należeli obok Włochów czy Francuzów do kolarskich potęg. Teraz przeżywają kryzys (zresztą podobnie jak wspomniani Włosi) i z pewnością marzy im się taki rok jak 2008. Wówczas zanotowali w sumie dziewięćdziesiąt dwa zwycięstwa, z czego trzydzieści zostało odniesionych w klasyfikacji generalnej, a sześćdziesiąt dwa to pozostałe, w wyścigach jednodniowych czy na etapach. Carlos Sastre wygrał Tour de France, Alberto Contador Giro, Vueltę i Wyścig dookoła Kraju Basków, Alejandro Valverde Liége, Dauphiné i Clasica San Sebastian, Samuel Sánchez został mistrzem olimpijskim, zaś Oscar Freire triumfował w klasyku Gandawa-Wevelgem.

Dwanaście lat później, czyli w sezonie 2020 kolarze z Półwyspu Iberyjskiego odnieśli tylko siedemnaście zwycięstw, z czego tylko trzy w kolarskiej lidze mistrzów. Ivan Garcia Cortina zwyciężył na jednym z etapów Paryż-Nicea, zaś na dwóch odcinkach w hiszpańskiej Vuelcie triumfowali Ion Izagirre i Marc Soler. Enricowi Masowi z Movistaru nie udało się spełnić celu minimum w domowym i najważniejszym wyścigu (nie tylko dla niego, ale także dla drużyny, którą reprezentuje), czyli wejść na podium, o czerwonej koszulce nie wspominając.

Wyjaśnienie dla takiego stanu rzeczy starali się znaleźć dziennikarze “El Mundo”, którzy zasięgnęli opinii byłych hiszpańskich kolarzy.

– Problem leży u samych podstaw – uważa Igor Antón. Hiszpańska Federacja Kolarska nie funkcjonuje w ostatnich latach tak jak powinna. Tymczasem inne kraje, np. Wielka Brytania, zainwestowały w kolarstwo w ostatnich latach mnóstwo pieniędzy. Zostaliśmy w tyle.

A Markel Irizar dodaje:

– Potrzebujemy profesjonalistów w kolarskich związkach – ludzi, których zadaniem będzie wykonywanie technicznej pracy i którzy nie będą w tym celu poświęcali czasu wolnego. Tak samo jak ja płacę za lekcje angielskiego swoich dzieci, tak musiałbym płacić za to, że jeżdżą w klubie kolarskim i otrzymują tam fachowe porady. Jeśli chcemy być konkurencyjni, musimy za to płacić jako rodzice albo instytucje.

40-letni były zawodowiec, które ostatnie lata spędził w drużynie Trek-Segafredo, zwrócił jeszcze uwagę na to, że w Hiszpanii obowiązywała bardzo restrykcyjna narodowa kwarantanna, które nie pozwalała trenować na zewnątrz.

– W Hiszpanii były bardzo duże restrykcje, pozostawało jeżdżenie na trenażerze w domu, podczas gdy w Holandii, Belgii czy Danii można było jeździć na rowerze sześć godzin dziennie. I dlatego da się zauważyć, że Hiszpanie są nieco w tyle za swoimi rywalami

– dodał Irizar.

Nadzieją na poprawę sytuacji jest to, że w 2021 roku w światowym peletonie będzie sześć profesjonalnych drużyn z Hiszpanii – jedna World Tour (Movistar) i pięć należących do Pro Touru: Caja Rural, Burgos, Euskaltel, Kern Pharma oraz Eolo. Hiszpanie muszą robić wszystko, aby zwycięzca tegorocznego Tour de France Tadej Pogačar utrzymał dobrą opinię o kolarstwie z tego kraju. Rewelacyjny Słoweniec zapytany przez dziennikarzy dziennika “Marca”, jaką ma opinię o hiszpańskim kolarstwie, odpowiedział:

– Hiszpańskie kolarstwo jest naprawdę dobre. Uwielbiam ścigać się przeciwko hiszpańskim kolarzom i mają oni wiele szacunku w peletonie. Zawsze lubię z nimi walczyć albo mieć Hiszpanów w drużynie.