fot. La Vuelta / Charly López

Cytując mającego już około 5 lat klasyka pochodzącego z naszej reprezentacji piłkarskiej – “nadszedł dzień dzisiejszy”. Tak, to już dziś wyścig Vuelta a Espana 2020 ostatecznie się rozstrzygnie. Na kolarzy czeka bardzo trudny, górski etap kończący się wspinaczką do La Covatilli, która pozwala na stworzenie naprawdę dużych różnic między faworytami.

Przez dobre kilka dni narzekaliśmy na łamach naszego portalu na niewielką ilość emocji w trzecim tygodniu tegorocznej Vuelty. Doczekaliśmy się jednak dnia, w którym wszystko stanie się jasne. Organizatorzy, na ostatni dzień przed wjazdem do Madrytu, postanowili przygotować niezwykle trudny odcinek, zakończony stromym podjazdem, doskonale znanym z poprzednich edycji imprezy. Dodatkowym smaczkiem są też oczywiście niewielkie różnice między faworytami, które z pewnością zdeterminują rywalizację. Zacznijmy jednak od trasy.

Na liczącym niespełna 180 kilometrów odcinku, organizatorzy postanowili zmieścić 5 kategoryzowanych podjazdów, z których 2 legitymują się kategorią 1 bądź wyższą. Po około godzinie jazdy zawodnicy wjadą na Puerto del Portillo, które pokonywali dziś od drugiej strony. Później, nieco na wymęczenie, do podjechania będą takie wzniesienia jak Alto de San Miguel de Valero (4,5 km, 5,7%), Alto de Cristobal (5,6 km, 4,7%), Alto de Penacaballera (4,7 km, 5,4%) oraz Alto de la Garganta (11,4 km, 5,1%). Każdy z wymienionych podjazdów nie należy do najtrudniejszych w Hiszpanii, lecz mocne tempo nadawane na nich może nie tylko mocno ograniczyć peleton, ale także zmęczyć zawodników walczących o miejsca w czołówce.

Wszystko co najważniejsze powinno się jednak rozegrać na finałowym podjeździe do La Covatilli (11,7 km, 6,9%). Proszę jednak nie dać się zwieść liczbom. Góra ta jest bowiem znacznie bardziej wymagająca, niż może się wydawać. Wszystko przez pierwsze 3 kilometry, które są stosunkowo łatwe, zaniżając średnią. Ostatnie 7 kilometrów to z kolei kawał konkretnej ściany.

Teraz czas na zadanie najważniejszego pytania – jakich scenariuszy możemy się spodziewać? Zasadniczo… każdego. Wydaje się, że o etapowe zwycięstwo na finałowym podjeździe powinni rywalizować Primoz Roglic (Jumbo – Visma), Richard Carapaz (Ineos) oraz Hugh Carthy (EF Pro Cycling), czyli trójka walcząca o zwycięstwo w całym wyścigu. Zważając na niewielkie różnice, o których napisaliśmy już kilkukrotnie, nie należy się także spodziewać wielkiej wojny na wcześniej usytuowanych podjazdach. Tutaj jednak należy rozpocząć dywagacje odnośnie innych opcji rozgrywania etapu.

Niewykluczone bowiem, że do walki będą się jeszcze chcieli włączyć Daniel Martin oraz Enric Mas. W szczególności Hiszpan będzie liczył na rozkręcenie rywalizacji, co z kolei może wymusić na jego kolegach z zespołu Movistar otwarcie wyścigu na wiele kilometrów przed metą, czego oczywiście bardzo chcemy. W ten sposób bowiem rywalizacja o zwycięstwo w wyścigu byłaby więcej niż interesująca.

Jednocześnie skreślać nie można także uciekinierów. Jeśli bowiem czołówka klasyfikacji generalnej podpisze rozejm obejmujący prawie 170 kilometrów etapu, harcownicy będą mieli niewyobrażalną szansę na zbudowanie wystarczająco dużej przewagi, by utrzymać ją na finałowym podjeździe. Czy jest to możliwe? Oczywiście. Wystarczy przypomnieć sobie rok 2013 i etap na Alto de l’Angliru, na którym kapitalną walkę o zwycięstwo we Vuelcie przeprowadzili Vincenzo Nibali i Chris Horner. Mimo to po etap sięgnął wówczas Kenny Elissonde. Tym samym nie będziemy specjalnie zaskoczeni, jeśli jutro po etapowy sukces pojedzie któryś z aktywnych zawodników, takich jak Guillaume Martin (Cofidis), Tim Wellens (Lotto Soudal), Nans Peters (AG2R La Mondiale) czy Gino Mader (NTT).

Tak czy inaczej, etap zapowiada się naprawdę świetnie. Obyśmy wszyscy obejrzeli jutro kapitalne widowisko.