fot. La Vuelta / PhotoGomezSport

Kolejny odcinek dedykowany harcownikom? A może drugi z rzędu etap, który wbrew wszystkiemu padnie łupem sprinterów? Podobno w przyrodzie nic dwa razy się nie zdarza, dlatego prognozowana szczypta chaosu może przemienić trzeci dzień pośród mało inspirujących pagórków zachodniej Hiszpanii w zupełnie inną historię.

Na papierze w menu na piątek uczestnicy 75. edycji Vuelty znajdą średniej długości odcinek prowadzący z Salamanki (która najpierw była kwitnącym iberyjskim ośrodkiem uniwersyteckim, a dopiero później nazwiskiem rodowym narkobaronów niskiego szczebla w znanym amerykańskim serialu) do położonego w okolicach hiszpańsko-portugalskiej granicy Ciudad Rodrigo. Na liczącej 162 kilometry trasie zawodnicy pokonają dziś dwa premiowane podjazdy – Puerto el Portillo (13,8 km, śr. 4,4%) i Puerto El Robledo (11,7 km, śr. 3,7%), które wbrew charakteryzującym ostatni wielki tour sezonu tendencjom wycenione zostały nieco ponad stan, bo przy odrobinie dobrej woli ze strony peletonu poradzą sobie z nimi nawet sprinterzy.

Tym jednak, co zadecyduje o kształcie piątkowej rywalizacji, będzie otwierający etap odcinek o długości ok. 20 kilometrów, bo odsłoniętą wyżynę otaczającą Salamankę notorycznie nawiedzają wiatry, w porywach sięgające nawet 50-70 km/h. Dziś dmuchać powinno z południowego wschodu, co z perspektywy peletonu oznacza boczny wiatr z lekko czołową inklinacją – wariant nie najgorszy dla obawiających się takiego scenariusza kolarzy, choć gorszym byłby tylko wiatr boczny dodatkowo popychający wachlarze od tyłu.

Wiatr w tych okolicach jest elementem na tyle stałym, że jego kompletne ustanie byłoby sporą niespodzianką. Dla liderów walczących o czołowe pozycje w klasyfikacji generalnej, którzy z pewnością nerwowo podejdą do początkowej fazy rozgrywania dzisiejszego etapu, dobra wiadomość jest więc taka, że później będzie już spokojniej, co daje sporo miejsca i czasu na ewentualną pogoń.

Końcówka etapu w Ciudad Rodrigo jest na tyle płaska, na ile jest to możliwe na Półwyspie Iberyjskim, czyli posiada nieznaczne hopki, raczej niestraszne najszybszym uczestnikom tegorocznej edycji Vuelty. Jeśli dojdzie do finiszu z peletonu, kluczowy będzie zakręt ok. 500 metrów od linii mety.

Oto, co na temat 16. etapu 75. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 16, 6 listopada: Salamanca › Ciudad Rodrigo (162k)

W piątek Vuelta pozostaje w Kastylii i Leon, nie zmieniając również przepisu na charakter rywalizacji. Trasa tego odcinka wydaje się zbyt trudna dla sprinterów, a jednocześnie zbyt łatwa dla liderów na klasyfikację generalną, co pozwala sądzić, że do głosu raz jeszcze dojdą harcownicy.

Trudno przesądzać, jak zakończy się piątkowy etap bez wiedzy na temat tego, co wydarzy się na otwierających go 20 kilometrach. Najbezpieczniej jest więc znowu stawiać na harcowników, wśród których, poza stale wymienianymi nazwiskami, mogą się dziś również znaleźć specjaliści od północnych klasyków: Tim Wellens (Lotto Soudal), Zdenek Stybar (Deceuninck-Quick Step), Michael Valgren (NTT), Magnus Cort Nielsen (EF Pro Cycling), Omar Fraile, Alex Aranburu, Luis Leon Sanchez (Astana), Rui Costa (UAE-Team Emirates), Mattia Cattaneo (Deceuninck-Quick Step).

Jeśli na wstępie obędzie się bez emocji, niewykluczony jest dziś pojedynek sprinterów, w którym zmierzą się Jasper Philipsen (UAE-Team Emirates), Alex Aranburu (Astana), Pascal Ackermann (Bora-hansgrohe), Magnus Cort Nielsen (EF Pro Cycling) i Jannik Steimle (Deceuninck-Quick Step).

Jeśli zaś wszystko pójdzie dziś nie tak, możliwy jest nawet scenariusz, w którym w rolach głównych zobaczymy głównych aktorów tegorocznej edycji hiszpańskiego wielkiego touru – warto wtedy stawiać na Primoza Roglica (Jumbo-Visma) i Alejandro Valverde (Movistar).

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments