fot. La Vuelta / Unipublic

15 etap Vuelta a Espana 2020 z pewnością nie będzie ulubionym zawodników jadących w hiszpańskim peletonie. Niestety wiele wskazuje na to, że pogoda nieco popsuła nam widowisko. Czas na oceny.

Plusy:
Nieustraszony
To, co na ostatnich 30 kilometrach zrobił Mattia Cattaneo zasługuje dziś na wielkie słowa uznania. Włoch reprezentujący barwy ekipy Deceuninck – Quick Step postanowił stawić czoła (dosłownie) bardzo ciężkim warunkom atmosferycznym, odskakując od pozostałych uciekinierów i jak się początkowo wydawało, rozpoczynając akcję w stylu kamikadze. Niestety do triumfu zabrakło mu naprawdę niewiele, lecz słowa uznania zdecydowanie mu się należą.

Szaleństwo
Choć prognozy pogody od wczoraj były bardzo złe, od samego początku ścigania mieliśmy możliwość obserwować prawdziwą batalię. Przez pierwsze około 1,5 godziny zawodnicy walczyli na całego, co omal nie doprowadziło do otwarcia pojedynku zawodników liczących się w klasyfikacji generalnej. To z kolei zapowiada znakomite widowisko zarówno w sobotę, jak i jutro.

Minusy:
Pomorze Zachodnie
Czy pogoda na dzisiejszym etapie była naprawdę tak fatalna? Nie, po prostu rzadko kiedy w peletonie oglądamy rywalizację z wiatrem o sile doskonale znanej z polskich szos. „Szosowe huragany” to przecież żadna nowość na doskonale znanych nam nizinach, które potrafią złamać niejednego amatora. Będąc jednak poważnym należy przyznać, że kolarze nie mieli dziś łatwego zadania. Nie jeden z pewnością wolałby dzisiaj zostać w hotelu, ale cóż, taka praca.

Zamknięci w klatce
Choć dziś widzieliśmy, że zawodnikom bardzo chce się ścigać, praktycznie cały trzeci tydzień rywalizacji nie daje wielkich możliwości do ataków. Z każdym dniem jesteśmy coraz pewniejsi, że w ostatnich dniach wyścigu przydałby się co najmniej jeszcze jeden trudny etap, który pozwoliłby powalczyć liderom o czerwoną koszulkę lidera. Oby peleton był w stanie wynagrodzić nam niedobór batalii najsilniejszych kolarzy w stawce na sobotnim etapie.