fot. Team Movistar

Wczoraj Enric Mas był jednym z pierwszoplanowych aktorów etapu kończącego się na L’Angliru. Mimo to Hiszpan nie był do końca zadowolony ze swojej postawy.

Długo wydawało się, że to Majorczyk będzie dziś zwycięzcą etapu. Ostatecznie jednak przyjechał 16 sekund po najlepszym dziś Hugh Carthym i zajął 3. miejsce, co było dla niego sporym rozczarowaniem.

Muszę przeprosić hiszpańskich kibiców, fanów Movistaru i przede wszystkim zespół, za to, że nie wygrałem. Nasz zespół był niesamowity i nie mogłem mieć lepszej pozycji wyjściowej do walki o zwycięstwo

– mówił w komunikacie prasowym Movistaru.

Wydaje się, że hiszpańscy kibice bez problemów przyjmą przeprosiny Masa, ponieważ ten jechał wczoraj z olbrzymim zaangażowaniem. Jako pierwszy zaatakował i choć nie udawało mu się uzyskać dużej, kilkudziesięciosekundowej przewagi nad pozostałymi faworytami, to przez około 2 kilometry dzielnie walczył o to, by utrzymać prowadzenie.

Wyglądał bardzo dobrze, ale w końcu dał się dogonić współpracującym: Carapazowi, Vlasovowi i Carthy’emu, a później nie był w stanie wytrzymać ataku tego ostatniego. Ostatecznie po etapie może dopisać sobie po więcej plusów niż minusów, ale nie zmienia to jego podejścia do swojego dzisiejszego występu.

Jestem zadowolony z tego, jak wyglądał cały etap, ale na pewno nie z wyniku końcowego. Zamierzaliśmy dziś wygrać, byliśmy bardzo zmotywowani, wiedzieliśmy, ze czujemy się dobrze i że ten etap jest krótki, ale bardzo trudny – mieliśmy wszystko, by zrealizować nasz cel. Wszyscy moi koledzy spisali się bardzo dobrze. Na Los Arcas mogłem liczyć na Rojasa, Oliveirę, oraz Imanola Ervitiego, który został z ucieczki. Na Cordal znów mogłem liczyć na Nelsona, a także na Veronę. Chodziło nam o to, by osłabić rywali i stworzyć sobie szansę na atak pod Angliru – udało się, ale żałuję, że nie zdołałem tego wykorzystać

– zakończył 25-letni Hiszpan, który już we wtorek będzie miał okazję, by podczas czasówki nadrobić kolejne sekundy i poprawić swój nie najlepszy nastrój.