lavuelta.es

Ten etap zaznaczyli w kalendarzu miłośnicy najbardziej ekstremalnych wrażeń. Dziś zamiast najbardziej wyrafinowanych rozwiązań taktycznych przemówią mięśnie, a nawet samo Piekło Północy przeniesie się do Asturii, bo to tam najlepsi zawodnicy 75. edycji wyścigu Vuelta a España zmierzą się na mitycznym i brutalnym Alto de l’Angliru.

Podjazd, który pomimo swojej relatywnie krótkiej kariery w kolarstwie szosowym zdążył już stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli hiszpańskiego wielkiego touru, powraca na jego trasy po dwuletniej przerwie. Od swojego debiutu w roku 1999 w pełni zasłużył on na miano jednego z najtrudniejszych europejskich wzniesień, a w niedzielę pieprzu do tak czy inaczej palącego podniebienie dania dnia doda fakt, że kolarz zmierzą się z nim na trasie liczącej niespełna 110 kilometrów. Będzie więc szybko, dynamicznie, bez chwili wytchnienia czy miejsca, by ukryć nawet najdrobniejsze niedostatki formy.

Niedzielna rywalizacja rozpocznie się w Pola de Laviana, położonej w dolinie największej z przepływających przez Asturię rzek – mającego swoje źródła w Górach Kantabryjskich Nalónu. Na dystansie 109,4 kilometra uczestnikom Vuelty przyjdzie zmierzyć się z pięcioma niełatwymi podjazdami, które podzielić można na dwa bloki. Pierwszą sekwencję stanowić będą pokonywane pomiędzy 25 i 60 kilometrem Alto del Padrun (3,5 km, śr. 6,6%), Alto de Santo Emiliano (3,9 km, śr. 5,9%) i Alto de la Mozqueta (6,6 km, śr. 8,4%), z których jako najciekawszy jawi się ten ostatni, choć całość będzie mieć znaczenie głównie w kontekście ewentualnych (niewielkich dziś) szans odjazdu dnia.

Po chwili oddechu rozpocznie się kluczowa część dzisiejszego odcinka, która zadecyduje nie tylko o losach 12. etapu, ale najprawdopodobniej również odciśnie wyraźne piętno na ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej wyścigu. Może się wydawać, że cała uwaga skupiać się dziś będzie na mitycznym Alto de l’Angliru, ale już poprzedzający go Alto del Cordal (5,4 km, śr. 9,3%) może sprawić, że bezpośredni pojedynek na piekielnie stromych zboczach finałowego podjazdu stanie się udziałem bardzo nielicznej grupy. Ostatni kilometr Cordal nie ustępuje mu bowiem poziomem trudności, a w połączeniu z krótkim zjazdem daje spore nadzieje na nieco mniej standardowe rozwiązania taktyczne.

U podnóża Angliru (12,4 km, śr. 9,9%) taktyka, siła drużyny czy liczba pomocników ustąpią już sprawom znacznie bardziej przyziemnym, bo to jeden z nielicznej grupy podjazdów tak stromych, że każdy musi się z nimi zmierzyć samodzielnie, we własnym tempie. Oczekujcie więc pewnych niespodzianek, bo pokonywanie wzniesień tego typu wymaga dość unikalnego zestawu predyspozycji, który nie zawsze uwypukla rywalizacja na mniej radykalnych w swojej formie górskich etapach.

Oto, co na temat 12. etapu 75. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 12, 1 listopada: Pola de Laviana › Alto de l’Angliru (109.4k)

Mityczny, brutalny, budzący grozę. Po dwuletniej przerwie na trasy Vuelty powróci jeden z jej obecnie największych symboli, czyli Alto de l’Angliru. O ile jednak podczas całego sobotniego odcinka próżno było szukać łatwych wzniesień, w niedzielę Alto de San Emiliano, Alto de la Mozqueta i Alto del Cordal będą jedynie przygrywką do finałowej wspinaczki, która na pewno odciśnie swoje piętno na ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że peleton pokona tego dnia niespełna 110 kilometrów, co gwarantuje wyjątkowo dynamiczną rozgrywkę.

Alto de la Mozqueta

 

Alto del Cordal

Alto de l’Angliru

Ultimo kilometro

Z tymi dniami zaznaczanymi w kalendarzu podwójnym czerwonym okręgiem mamy pewien problem, bo Tour de France trochę nas przyzwyczaiło, że spada z nich najmniejszy deszcz. Jeszcze raz podkreślimy jednak, że hiszpańska Vuelta rządzi się swoimi prawami, podobnie jak jakakolwiek rywalizacja w wyścigu tego kalibru w LISTOPADZIE (!!!), dlatego dzisiejszy etap gwarantuje duże emocje, a i również obficie padającego z nieba deszczu może nie zabraknąć.

Ostatnie dwa etapy z metą na Angliru zakończyły się w roku 2013 triumfem z odjazdu małego Kenny’ego Elissonde, a w 2017 przypieczętowaniem pełnej sukcesów kariery Alberto Contadora, co wskazuje, że nie istnieje jeden słuszny scenariusz. O charakterze dzisiejszego odcinka bardziej zadecyduje jednak krótki dystans, niż parametry finałowego wzniesienia, z uwagi na który ucieczka dnia wydaje się tym razem skazana na porażkę – zawodnicy będą mieli zdecydowanie zbyt mało czasu na zmontowanie grupy, która poradziłaby sobie z wyzwaniami tego etapu, a jednocześnie byłaby akceptowalna z perspektywy drużyn kontrolujących wyścig.

Chyba, że myślimy o jednym z tych odjazdów, które zdarzają się na Vuelcie raz na kilka lat i doprowadzają do sytuacji, w której przed peletonem znajduje się mniej więcej połowa uczestników wyścigu. To mogłoby się udać, ale kto ma jeszcze wystarczające cojones na tego typu akcje?

Najprawdopodobniej dojdzie więc do pojedynku na Alto de l’Angliru mocno przetrzebionej po podjeździe pod Cordal grupy liderów, z których największe predyspozycje do triumfu na jego stromych zboczach wydają się mieć Primoz Roglic (Jumbo-Visma), Richard Carapaz (INEOS Grenadiers), Wout Poels (Bahrain-McLaren), Sepp Kuss (Jumbo-Visma) i Aleksandr Vlasov (Astana).

Kolejny raz na specjalną uwagę zasługuje ekipa Movistar, skoro już wczoraj potwierdziło się, że podejmują próby rozgrywania tego wyścigu pod względem taktycznym. Pomimo posiadania trzech zawodników w najlepszej dziesiątce klasyfikacji generalnej, żaden z nich raczej nie będzie w stanie pokonać rywali w bezpośrednim pojedynku na finałowym podjeździe, dlatego logicznym wyborem wydaje się próba ataku z dystansu na Alto del Cordal.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments