fot. Getty Images Sport/ INEOS Grenadiers

Znaczna część peletonu protestowała na starcie 11. etapu hiszpańskiej Vuelty. Powodem miała być zmiana regulaminu po finiszu wczorajszego etapu. Kością niezgody była tzw. “zasada trzech sekund”. Głównym przedstawicielem ze strony zawodników w rozmowach z organizatorami wyścigu był Chris Froome (INEOS Grenadiers).

Po zakończeniu etapu numer 10, który padł łupem Primoža Rogliča (Jumbo-Visma) Słoweniec dzięki bonifikacie i naliczonej różnicy trzech sekund pomiędzy nim, a Richardem Carapazem (INEOS Grenadiers) przejął czerwoną koszulkę lidera wyścigu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak według regulaminu na etapie do Suances obowiązywała tzw. “zasada trzech sekund”.

Przepisy Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) określają, że na etapach, które kończą się masowym sprintem różnice czasowe są naliczane, jeśli przerwa pomiędzy zawodnikami wynosi trzy sekundy lub więcej. Natomiast wczorajszy etap kończył się na niewielkim podjeździe, ale podlegał powyższej regule. Jednakże sędziowie po zakończeniu ścigania zmienili swoją decyzję i nie zastosowali się do tej zasady. Naturę protestu przed etapem starał się wyjaśnić kolarz EF Pro Cycling Michael Woods w rozmowie z Eurosportem.

Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) popełniła błąd. W regulaminie (na ten etap) zastosowano zasadę trzech sekund. Po finiszu oni (sędziowie) zmienili swoje zdanie. To mogło mieć wpływ na to, jak się ścigaliśmy. Wszyscy kolarze zrzeszeni w Stowarzyszeniu Profesjonalnych Kolarzy (CPA), w tym zawodnicy ekipy Jumbo-Visma brali udział w tym proteście 

– mówił Kanadyjczyk.

Cała sprawa skończyła się dyskusją na linii startu pomiędzy Chrisem Froome’m, a organizatorami wyścigu. Następnie do tej rozmowy dołączyli, także zawodnicy Jumbo-Visma. Po kilku chwilach rozmów kolarze zakończyli dyskusję i ruszyli ze startu 11. etapu z około dziesięciominutowym opóźnieniem.