fot. Team Movistar

Enric Mas jest jednym z największych przegranych 8. etapu Vuelta a Espana. Hiszpan zdecydowanie oddalił się od podium.

Wszystko przez kryzys, który dopadł go na podjeździe pod Moncalvillo. Hiszpan nie był w stanie utrzymać tempa aktywnie jadących faworytów i ostatecznie na metę wjechał jako 7. ze stratą 54 sekund do Primoża Roglicia. Nic dziwnego, że po zakończeniu etapu nie ukrywał niezadowolenia.

Zespół zasługuje na szóstkę w szkolnej skali – niestety o sobie nie mogę powiedzieć tego samego. Spodziewałem się, że na ostatnim podjeździe będę czuł się lepiej, ale niestety nie udało mi się utrzymać w grupie z faworytami.

– mówił.

Dwa lata temu, jako zaledwie 23-latek, Mas zajął w swoim domowym wyścigu 2. miejsce. Wczorajszy występ bardzo oddalił go od powtórzenia tamtego wyniku. W tym momencie jest na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej ze stratą 1:28 do będącego na drugim miejscu Daniela Martina. Jednak lider klasyfikacji młodzieżowej nie traci nadziei.

Jedyne, co mogę zrobić, to podziękować kolegom z zespołu i pomyśleć, co można zrobić na kolejnych górskich etapach i czasówce do Mirador del Ezaro. Te trzy dni przyniosą nam wiele odpowiedzi. Wiem, że oddaliłem się od podium, ale nie zamierzam rezygnować z walki. Do kolejnych etapów przystąpimy z równie dużym entuzjazmem, co do tych wcześniejszych. Jeszcze będę miał okazje, by uszczęśliwić swoich kibiców

– mówi kolarz, który wciąż liczy na to, że zakończy Vueltę z bardzo dobrym wynikiem.

Ma ku temu podstawy, bo przed nami jest jeszcze długa, zakończona podjazdem jazda indywidualna na czas, a on już kilkukrotnie pokazywał, że bardzo dobrze czuje się w tym elemencie. Warto także pamiętać, że Hiszpan najlepiej spisuje się zazwyczaj w drugiej części wielkich tourów – w 2018 roku na 10 etapów przed finałem w Madrycie zajmował dopiero 12. pozycję w “generalce”, a wyścig zakończył z życiowym sukcesem. Zobaczymy, czy podobnie będzie i tym razem.