fot. La Vuelta

Po dniu przerwy, kolarze startujący w hiszpańskiej Vuelcie wrócili do rywalizacji w bardzo dobrym stylu, mimo że w generalce niewiele się zmieniło. Czas na oceny.

Plusy:
Chaos
Choć ostatecznie dzisiejszy etap niewiele zmienił, sama rywalizacja zawodników na dystansie ostatnich 100 kilometrów był naprawdę znakomita. Od ataku Alejandro Valverde i George’a Bennetta walka uciekinierów z peletonem była niezwykle interesująca, co na tego typu etapach rzadko się zdarza. Tym bardziej cieszy nas, że wtorkowe popołudnie nie było nudne.

Jak kot i mysz
Na ostatnich około 25 kilometrach Michael Woods pojechał praktycznie bezbłędnie. Najpierw Kanadyjczyk zaatakował z ucieczki, zyskując odpowiednio dużą przewagę, by za szczytem znaleźć się w ścisłej czołówce. Później z kolei kolarzowi EF Pro Cycling udało się ponownie odskoczyć w odpowiednim momencie, co dało mu zwycięstwo. Można wręcz powiedzieć, że 34-letni zawodnik przechytrzył na ostatnich kilometrach największego faworyta, Alejandro Valverde.

Pełna kontrola
Duże słowa uznania należą się dziś także zespołowi Ineos, który fantastycznie kontrolował sytuację przez cały dzień. Richardowi Carapazowi przydali się dziś absolutnie wszyscy pomocnicy, zaczynając od Michała Gołasia i na Andreyu Amadorze kończąc. Co więcej, Kostarykanin wykonał wybitną pracę w końcówce, która pozwoliła w spokoju grupie faworytów dojechać do mety ze względnie niewielką stratą.

Minusy:
Utracona szansa
Kiedy w odjeździe dnia znaleźli się dziś George Bennett i Sepp Kuss, można było się spodziewać, że to właśnie oni będą rozdawać karty na czele lub też odegrają odpowiednią rolę jako stacje przekaźnikowe. Ostatecznie żadna z tych opcji nie wypaliła. Zawodnicy ekipy Jumbo – Visma nawet nie byli dziś blisko ścisłej czołówki, co jest pewnym rozczarowaniem.