fot. EF Pro Cycling

Siódmy etap Vuelta a Espana 2020 był jednym z wielu popisów Michaela Woodsa. Mimo to dla Kanadyjczyka była to dopiero szósta wygrana w zawodowym peletonie. Sam zawodnik przyznał jednak, że nie do końca jest zadowolony ze stylu, w którym odniósł triumf.

Wtorkowy odcinek Vuelty w samym sercu Kraju Basków był więcej niż interesujący. Bardzo silna ucieczka przez wiele kilometrów mocno naciskała na peleton, doprowadzając do dużej, choć nie do końca spodziewanej selekcji. Wśród harcowników ponownie znalazło się miejsce dla Michaela Woodsa, który na ostatnich 25 kilometrach nie popełnił żadnego błędu taktycznego, odnosząc piękne zwycięstwo na solo. Zawodnik EF Pro Cycling uważa jednak, że niektóre rzeczy mógł zrobić lepiej, gdyby nie odgórne założenia.

To był naprawdę ciekawy dzień. Uwielbiam się ścigać w Kraju Baksów. W końcówce udało mi się zerwać z koła pozostałych czterech zawodników, lecz nie było to łatwe, bo wszyscy jechali naprawdę mocno. Mimo wszystko nieco mi przykro i głupio, że nie mogłem pracować z pozostałymi harcownikami, ze względu na wysoką pozycję Alejandro Valverde, który był niebezpieczny dla Hugh Carthy’ego. Między innymi dzięki temu miałem na ostatnich metrach świetne nogi, co pozwoliło mi zaatakować

– powiedział Woods po przekroczeniu linii mety.

Jutro przed Kanadyjczykiem kolejne wyzwanie. Tym razem przyjdzie mu z pewnością nieco zmienić profesję, ze względu na konieczność pomocy wspomnianemu Carthy’emu w bardzo trudnej końcówce.