fot. Giro d'Italia

Ostatni z górskich etapów w Giro d’Italia 2020 nie przyniósł rozstrzygnięcia. Walka o Magia Rosa wciąż trwa. Czas na oceny.

Plusy:
Historia
Nie da się ukryć, że walka Jaia Hindleya i Tao Geoghegana Harta o zwycięstwo w tegorocznym Giro jest więcej niż interesująca. Co jednak najważniejsze, po raz pierwszy w historii w Wielkim Tourze dwóch zawodników ma identyczny czas przed ostatnim etapem. Tym samym o wszystkim zdecyduje czasówka w Mediolanie, która może potoczyć się różnie. Co prawda lider ekipy Ineos uchodzi za lepszego specjalistę od walki z zegarem, lecz wygrana Tadeja Pogacara na La Planche des Belles Filles pokazała, że wszystko może się zdarzyć. Ależ to będzie niedziela!

Waleczne serce
Ilu zawodników, po utracie różowej koszulki, nie próbowałoby powalczyć choćby o podium? Z pewnością cała masa. Zupełnie inaczej zachował się jednak Joao Almeida, który do samego końca próbował nadrobić czas nad rywalami, by ukończyć wyścig na trzeciej pozycji. Ostatecznie lider Deceuninck – Quick Step mocno zbliżył się do czwartego Pello Bilbao pokazując, że zawsze walczy do końca.

Domestique
To, co na dwóch ostatnich górskich etapach zrobił Rohan Dennis jest więcej niż niesamowite. Znakomity Australijczyk z pewnością przejechał swoje dwa najlepsze etapy w karierze, kompletnie rozbijając grupę faworytów na trudnych podjazdach. Dziś wbrew pozorom niewiele brakowało, by były mistrz świata w jeździe na czas zgarnął etap w Sestriere. Taki pomocnik, to prawdziwy skarb. Jeśli ostatecznie Tao Geoghegan Hart wygra wyścig, z pewnością będzie wisiał Dennisowi duże piwo.

Wszystko albo nic
Choć ostatecznie nie udało mu się odegrać wielkiej roli w finałowej rozgrywce, bardzo dobry etap pojechał dziś Attila Valter, który z pewnością marzył o etapowym zwycięstwie. Ostatecznie Węgier uplasował się jednak na 9. lokacie co pokazuje, jak dużym potencjałem dysponuje. Oby w ekipie Groupama – FDJ odpowiednio rozwinęli ten jakże duży talent.

Minusy:
Koniec ostateczny
Niestety, trzeci tydzień rywalizacji pokonał Rafała Majkę. Po cichu liczyliśmy, że Polak spróbuje powalczyć dziś o etapowe zwycięstwo, lecz jego samopoczucie absolutnie na to nie pozwoliło. Ostatecznie kolarz BORA – hansgrohe ukończy wyścig na 12. miejscu, co z pewnością go nie zadowoli. Miejmy nadzieję, że w barwach UAE Team Emirates będzie go stać na więcej.

Niedosyt
Kiedy stało się jasne, że w ucieczkę dnia zabrał się Brandon McNulty, bardzo mocno liczyliśmy na Amerykanina. Lider ekipy UAE Team Emirates dość szybko jednak odpadł z czołówki, tracąc naprawdę dużo czasu do rywali. Miejmy nadzieję, że w przyszłości młody zawodnik nieco poprawi swoją wytrzymałość, gdyż może być on jedną z gwiazd peletonu.