fot. Giro d'Italia

Fakt, że już dziś, czyli w drugiej połowie października, peleton Giro d’Italia wjedzie na Passo dello Stelvio jeszcze do niedawna wydawał się równie nieprawdopodobny, jak większość wydarzeń tego roku. Będą jeszcze inne góry i inne szanse, ale to właśnie ta przełęcz jest nie tylko najwyższym z dachów La Corsa Rosa i jej symbolem, ale symbolem całych Włoch. Wspinaczka na jego szczyt w ten mroźny, ale słoneczny czwartek to prezent, na który nie mogliśmy liczyć, ale który dostaliśmy.

Trwa odliczanie wsteczne do zakończenia 103. edycji Giro d’Italia, a dzisiejszy odcinek ze startem w Pinzolo i metą w Parku Narodowym Stelvio jeszcze zyskał na znaczeniu po tym, jak z trasy sobotnich zmagań wyłączone zostały równie ikoniczne Colle dell’Agnello i Col d’Izoard. Wydaje się bowiem, że kolarz, który po tym etapie założy różową koszulkę lidera wyścigu, utrzyma ją do ceremonii dekoracji w Mediolanie.

Czwartkowa rywalizacja rozegra się na dystansie 207 kilometrów, na którym umieszczone zostały cztery kategoryzowane przełęcze. Wspinaczka rozpocznie się od samego startu w Pinzolo, co zawsze jests dobrą wiadomością dla zawodników zainteresowanych udziałem w mocnym odjeździe dnia, a na pierwszy ogień pójdzie najłatwiejsze z dzisiejszych wyzwań – długi, ale regularny Campo Carlo Magno (14,2 km, śr. 5,8%).

Znacznie ciekawiej zapowiada się drugi z wytyczonych na czwartek podjazdów, czyli trudny Passo Castrin (8,8 km, 9,1%), którego szczyt co prawda znajduje się zbyt daleko od podnóża Stelvio (blisko 80 kilometrów), aby znacząco wpłynąć na wynik rywalizacji na etapie, ale powinien dać pierwszą wskazówkę dotyczącą formy dnia pretendentów do tytułu.

Po długim przejeździe doliną przez miejscowości o baśniowo brzmiących nazwach, jak chociażby Foresta, Naturno i Castelbello, peleton Giro d’Italia dotrze do podnóża Passo dello Stelvio (24,7 km, śr. 7,5%), gdzie rozpocznie się najważniejszy z czwartkowych pojedynków. Rowerowa wspinaczka na wysokość 2758 m n.p.m. sama w sobie jest bardzo dużym wyzwaniem, związanym z koniecznością zmagania się z chłodem i rozrzedzonym powietrzem, dlatego trudno z wyprzedzeniem przewidzieć, jak konkretnego dnia zareaguje na to organizm danego zawodnika. Jednocześnie Cima Coppi tegorocznego włoskiego wielkiego touru to typowy alpejski podjazd, długi i regularny, co przy bardzo umiarkowanej sile drużyny kontrolującej przebieg wydarzeń pozwoli pozostałym pretendentów do tytułu atakować, kiedy tylko zechcą – jeśli tylko zechcą.

Rywalizację tego dnia zamknie położony w Parku Narodowym Stelvio podjazd do Laghi di Cancano (8,7 km, śr. 6,8%) – znacznie łatwiejszy od dwóch poprzedzających, choć niemal dorównujący Stelvio pięknymi serpentynami. Ostatnie 2 kilometry rywalizacji, które nastąpią po wyjeździe z tunelu, są płaskie, z pominięciem małej hopki tuż przed linią mety.

Oto, co na temat 18. etapu 103. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 18, Pinzolo – Laghi di Cancano, 207 km, wysokie góry

Myśląc o tym etapie, możemy robić tylko jedno – trzymać kciuki za pogodę. Już przed Giro pojawiały się obrazki z Passo dello Stelvio, gdzie nie tylko było mroźnie, ale i śnieżnie. Jeśli jednak uda się rozegrać etap zgodnie z planem, zawodnicy z pewnością odczują ogromny ból w nogach. Już po starcie do pokonania będzie podjazd pod Campo Carlo Magno (14,2 km, 5,8%), po którym przyjdzie wspinaczka pod Passo Castrin (8,6 km, 8,9%). Później kolarzy czeka nieco dłuższy odcinek płaski, po którym przyjdą z kolei dwie najważniejsze góry – wspomniane już Stelvio (24,8 km, 7,4%) oraz finałowie Laghi di Cancano (9 km, 6,8%). Rywalizacja zapowiada się znakomicie!

Giro 2020 etap 18

Zazwyczaj zakłada się, że na etapach jak dzisiejszy pretendenci do tytułu chcą walczyć o pełną stawkę, ale rzeczywistość często brutalnie weryfikuje tego typu założenia. Dwa fakty sprawiają, że kolejny triumf zawodnika z ucieczki wydaje się prawdopodobny: wspinaczka na pierwszy podjazd rozpoczynająca się od samego startu i brak drużyny, która byłaby w stanie kontrolować wydarzenia na trasie na całym jej dystansie.

Szereg harcowników będzie więc zainteresowany jeśli nie walką o etapowy triumf, to chociaż nagrodę Cima Coppi na szczycie Stelvio, dlatego w odjeździe dnia spodziewamy się zobaczyć Ilnura Zakarina (CCC Team), Matteo Fabbro (Bora-hansgrohe), Victora De La Parte (CCC Team), Thomasa de Gendta (Lotto Soudal), Bena O’Connora (NTT), Sergio Samitiera (Movistar) czy Attilę Valtera (CCC Team).

W dni tak specjalne, jak dzisiejszy, wszyscy mamy chyba jednak trochę nadzieję, że to śmietanka peletonu odegra pierwszoplanowe role. Jeśli te marzenia się ziszczą, najbardziej prawdopodobnymi triumfatorami etapu wydają się Tao Geoghegan Hart (INEOS Grenadiers), Wilco Kelderman (Sunweb), Jai Hindley (Sunweb), Vincenzo Nibali (Trek-Segafredo) i Rafał Majka (Bora-hansgrohe).