fot. Giro d'Italia

Coraz więcej wskazuje na to, że Colle dell’Agnello jednak nie znajdzie się na trasie 20. etapu. Na szczęście coraz lepiej stoją akcje Cima Coppi tegorocznej edycji – Passo dello Stelvio.

Oba podjazdy swoje wierzchołki mają ponad 2700 metrów nad poziomem morza, więc nic dziwnego, że od początku tegorocznego wyścigu obawiano się, że jesienna pogoda nie pozwoli na rozegranie na nich etapu. Większe wątpliwości dotyczyły Stelvio – już przed rozpoczęciem Giro sieć obiegały obrazki zaśnieżonego szczytu, które nie wróżyły za dobrze.

Na szczęście ostatnie doniesienia wskazują na to, że jutrzejszy etap może zostać rozegrany zgodnie z planem. Z drogi na szczyt usunięto już śnieg, a temperatura nieznacznie przekracza 0 stopni Celsjusza i wciąż rośnie. Z uwagi na to, że temperatura w górach potrafi zmieniać się bardzo szybko, organizatorzy mają przygotowany plan B, obejmujący podjazdy pod Mortirolo i Apricę, ale w tym momencie sytuacja wygląda optymistycznie. Wiele wskazuje więc na to, że wzniesienie, na którym Nairo Quintana w 2014 roku praktycznie zapewnił sobie pierwsze wielkotourowe zwycięstwo w karierze, znów pojawi się na trasie.

Gorzej wygląda sytuacja Colle dell’Agnello – drugiego najwyższego podjazdu tegorocznej odsłony wyścigu. Według aktualnych prognoz w piątek i w sobotę podjazd ma pokryć się śniegiem, który uniemożliwiłby rozegranie etapu w zaplanowanym wcześniej kształcie. Gdyby rzeczywiście tak się stało, z trasy wypadłoby prawdopodobnie także Col d’Izoard, a etap składałby się tylko z dwóch podjazdów pod Sestriere.