fot. Chris Auld/CCC Team

Kamil Gradek (CCC Team) zajął dziś 15. miejsce na etapie indywidualnej jazdy na czas na Giro d’Italia. Mistrz Polski opowiedział nam o swoich wrażeniach z czasówki, a także o planach na kolejne etapy i o środkach bezpieczeństwa, które na Giro podejmuje CCC Team.

Zawodnicy walczyli dziś w indywidualnej jeździe na czas po pofałdowanej trasie. Najlepszym Polakiem okazał się Kamil Gradek z CCC Team, który zajął 15. pozycję. Zmagania po raz kolejny zdominował aktualny mistrz świata – Filippo Ganna (INEOS Grenadiers).

Pojechałem dobrą czasówkę, miejsce też jest nie najgorsze. Wiadomo, że strata do Ganny jest dość spora, ale na razie jest on poza zasięgiem. Ogólnie jestem zadowolony. Może tę pierwszą część pojechałem dość wolno i jestem trochę na siebie zły, ale cóż, tak wyszło, a myślę, że pojechałem przyzwoitą czasówkę jak na drugi tydzień. Pamiętam, jak w tamtym roku startowałem w Giro i jechałem czasówkę, która była w podobnym terminie, to NIE mogłem tak naprawdę w ogóle jechać, więc dzisiejszy wynik jest dla mnie w porządku i jestem ogólnie zadowolony.

– mówił nam po etapie Kamil Gradek.

Kolarz CCC Team w tegorocznym La Corsa Rosa wielokrotnie próbował zabierać się w odjazdy. Udało mu się to raz, ale niestety nie był to dzień, kiedy harcownicy walczyli o zwycięstwo etapowe.

Jednego dnia byłem w odjeździe, ale ta akcja dość szybko została skasowana przez kolarzy Bory. Tak naprawdę od tamtego czasu codziennie człowiek próbuje swoich szans. Dwa dni temu też byłem w odjeździe, grupa się wyklarowała, ale po kilkunastu kilometrach znowu zostaliśmy złapani, więc to nie jest proste, żeby zabrać się w ucieczkę i odjechać. Jest dużo skoków i z Kamilem Małeckim cały czas próbujemy, ale na koniec odjeżdża grupa i na razie nie układa się to dla nas tak, jakbyśmy chcieli. Teraz nie mamy już nic do stracenia, został ostatni tydzień, mam nadzieję, że tylko pogoda dopisze i obejdzie się bez żadnych przygód i uda się ten wyścig dokończyć

– dodał kolarz CCC Team.

Dzisiejsza czasówka nie należała do najłatwiejszych – kolarze musieli pokonać kilka podjazdów, w tym ponad kilometrowy Muro di Ca del Poggio, którego średnie nachylenie wynosiło 12%. Kolejna indywidualna na czas, która zakończy tegoroczne Giro d’Italia będzie pozbawiona przeszkód terenowych, co powinno sprzyjać Kamilowi Gradkowi.

Dzisiaj na tych kilku podjazdach góralom z czołówki klasyfikacji generalnej było łatwiej nadrobić trochę czasu, więc zdecydowanie ta czasówka w Mediolanie będzie mi bardziej odpowiadała. Przed nami też bardzo ciężki tydzień i zobaczymy, jak zareaguje organizm, ale powinno być w porządku. Raczej staram się nie wybiegać w przyszłość, bo jest dużo problemów z koronawirusem i pogodą, ale mam nadzieję, że będzie nam dane stanąć na starcie w Mediolanie

– wyjaśniał Kamil Gradek.

Ostatnio wiele mówi się o bańce wyścigu i o tym, czy działa ona poprawnie. Głos zabierali managerowie ekip, a także sami zawodnicy. Jak mówił Kamil Gradek, zarówno drużyny, jak i organizatorzy starają się, aby wyścig był bardzo bezpieczny.

Tak jak kilku kolarzy się już wypowiadało, myślę że ekipy same w sobie nie są problemem, bo każda drużyna jest gorzej lub lepiej zabezpieczona. Jako ekipa CCC Team staramy się dokładać wszelkich starań, żeby było jak najbezpieczniej, ale zawsze jest jakiś kontakt z ludźmi, którzy stoją przy trasie. Większość osób stosuje się do wszystkich obostrzeń, ale nadal się spotyka ludzi, którzy stoją  bez maseczki i krzyczą. Kolarze są naprawdę narażeni. Dużo jest dyskusji na ten temat, ale ekipy i organizatorzy dokładają wszelkich starań, żeby było bezpiecznie, ale jedziemy przez 200 kilometrów, więc jakiś kontakt jest nieunikniony. W hotelach też są kelnerzy, więc nie da się go ograniczyć do zera. Obsługa też musi jechać zrobić zakupy w supermarkecie i tam też można się zarazić. My stosujemy maski i żele antybakteryjne, a dodatkowo każdy masażysta jest przydzielony do dwóch zawodników, żeby rotacja między ludźmi była jak najmniejsza, ale też spotykamy się przy stole. Robimy to, co możemy i mam nadzieję, że to wystarczy i ten sezon bezpiecznie dojedzie do końca.

– tłumaczył zawodnik CCC Team.

Z powodu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa, z Giro musieli wycofać się Simon Yates, Steven Kruijswijk i Michael Matthews. W przypadku tego ostatniego, kolejne testy były negatywne, lecz oczywiście nie mógł on wrócić do rywalizacji w Giro d’Italia. Zapytaliśmy Kamila Gradka, czy ma z tyłu głowy myśl, że jego przygoda z La Corsa Rosa może zakończyć się z powodu pozytywnego wyniku testu na obecność koronawirusa.

Na pewno jest gdzieś taka obawa, bo można się zarazić w każdej sytuacji. Teraz Michael Matthews miał pozytywny wynik testu, a zaraz okazało się, że kolejne były negatywne. Pojechał do domu, może startować dalej, mógł wygrać etap. Pojawiają się też obawy związane z tym, co będzie po wyścigu – czy będziemy mogli wrócić do kraju, czy będziemy przechodzić kwarantannę? To są rzeczy, które sobie człowiek układa w głowie i o nich myśli

– zakończył.