fot. Giro d'Italia

Dotąd pozbawiony wyraźnych punktów kulminacyjnych drugi tydzień rywalizacji w 103. edycji Giro d’Italia wchodzi w swoją decydującą fazę. W odniesieniu do soboty oznacza to jeden ze stałych i zazwyczaj oczekiwanych elementów włoskiego wielkiego touru w ostatniej dekadzie, a więc etap jazdy indywidualnej na czas spod znaku lokalnego trunku.

Pozostajemy w Wenecji Euganejskiej, ale przenosimy się na północ od Treviso, gdzie pomiędzy podnóżem Dolomitów i meandrującą Piawą jest tylko jeden bóg: Prosecco Superiore. Właśnie wśród stromych zbocz okolic Conegliano i Valdobbiadene, które w sezonie zielenią się od uprawianej tam winorośli, rozegrany zostanie drugi z trzech oryginalnie zaplanowanych odcinków jazdy indywidualnej tegorocznego Giro d’Italia.

O ile jednak tradycji rzeczywiście staje się zadość, a sobotni etap był przed rozpoczęciem imprezy reklamowany jako najtrudniejszy z pojedynków z tykającym zegarem, zestawiony na tej samej skali trudności z wieloma wcześniejszymi “winnymi czasówkami” wypada tak blado, jak samo prosecco (mam na myśli kolor, a nie jakość tego wspaniale orzeźwiającego alkoholu).

Trasa o długości 34,1 kilometra posiada pewne dominanty, z których najbardziej kłopotliwą z całą pewnością okaże się jedyny kategoryzowany podjazd dnia, którym będzie pokonywany już na 7. kilometrze Muro di Ca’ del Poggio (1,1 km, śr. 12,3%, max. 19%), ale mimo tego nazwanie jej pagórkowatą byłoby pewnym nadużyciem. Pomimo sprzyjającym temu walorom krajobrazu, w istocie posiada tylko dwie wyraźnie odznaczające się na profilu etapu wypustki, podczas gdy teren pomiędzy pozostaje rajem dla silnych kolarzy specjalizujących się w jeździe na czas.

Dynamicznie zapowiadają się jednak finałowe 2 kilometry rywalizacji w Valdobbiadene, gdzie po zjeździe na linię mety poprowadzi krótki podjazd (ok. 400 m, śr. 5,0%).

Na trasie umieszczone zostały trzy punkty pomiaru czasu: na szczycie Muro di Ca’ del Poggio (po pokonaniu 7,4 kilometra), w Pieve di Soligo (po pokonaniu 17,1 kilometra) i w Col San Martino (po pokonaniu 25,1 kilometra).

Oto, co na temat 14. etapu 103. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 14, Conegliano – Valdobiaddene, 34,1 km, pagórki, ITT

Po kilku odcinkach spokoju, czas na powrót do walki o zwycięstwo w całym wyścigu. Drugi etap jazdy indywidualnej na czas z pewnością wprowadzi w czołówce sporo zamieszania, tym bardziej, że trasa nie jest aż tak oczywista. Na trasie znajdują się bowiem 2 wzniesienia, z czego jedno o średnim nachyleniu 12,1%. Można więc być praktycznie pewnym, że typowi czasowcy mogą mieć pewne problemy z pokonaniem, na przykład, Gerainta Thomasa.

Giro 2020 etap 14

Etapy jazdy na czas rozgrywane w okolicach półmetka wielkiego touru to jeszcze nie moment, w którym kumulujące się każdego dnia zmęczenie zaczyna przechylać szalę zwycięstwa w kierunku liderów na klasyfikację generalną wyścigu – szczególnie po relatywnie łatwym tygodniu. Z taką sytuacją mamy do czynienia dziś, dlatego o wyniku rywalizacji zadecyduje sprzyjający specjalistom w tej dyscyplinie charakter trasy i najprawdopodobniej sprawi, że będziemy w sobotę świadkami dwóch równolegle toczonych pojedynków: o etapowy sukces i o polepszenie swojej sytuacji w “generalce”. Jeśli zaś którykolwiek z protagonistów tegorocznej edycji Giro d’Italia zdoła nawiązać walkę z tymi pierwszymi, jednocześnie będzie to oznaczać, że znalazł się na wymarzonej pozycji przed kolejnym aktem rywalizacji w górach.

Z łatką niekwestionowanego faworyta wystartuje dziś Filippo Ganna (INEOS Grenadiers), który w tym roku przegrał tylko jedną indywidualną jazdę na czas: z trudnym do zatrzymania niezależnie od okoliczności Remco Evenepoelem. Swoją wyborną formę 24-letni Włoch dodatkowo potwierdził odrobinę mniej oczekiwanym triumfem w Camigliatello Silano, więc pewność siebie będzie w sobotę po jego stronie, a w dodatku odwiedzane dziś okolice Valdobbiadene są już położone znacznie bliżej jego rodzinnych stron – może nawet zjawi się rodzina?

Na papierze najpoważniejszym rywalem Ganny powinien dziś być ścigający się w tych samych barwach Rohan Dennis, ale 30-letni Australijczyk ostatnimi czasy wygląda nie tylko jakby nie był w stanie, ale również nie chciał nawiązać rywalizacji. Cokolwiek przeszkadza mu w powróceniu na zazwyczaj prezentowany przez siebie poziom, pozostaje mieć nadzieje, że jak najszybciej zniknie. Ale czy już dziś? W to niestety wątpię.

Zamiast niego walkę o kolejne etapowe zwycięstwo być może nawiąże Alex Dowsett (Israel Start-Up Nation), który po triumfie w Vieste będzie mógł przystąpić do sobotniej rywalizacji bez ciążącej na nim presji. Wytyczona na dziś trasa to niekoniecznie jego kieliszek prosecco, ale trzeba mieć na uwadze, że zawodników, którym by ona odpowiadała idealnie, mamy w stawce tegorocznego Giro d’Italia zaledwie garstkę.

O triumf etapowy powinni dziś również walczyć Victor Campenaerts (NTT), Jonathan Castroviejo (INEOS Grenadiers), Mikkel Bjerg (UAE-Team Emirates) i Thomas De Gendt (Lotto Soudal).

Spośród liderów na klasyfikację generalną, na rowerze czasowym zdecydowanie najlepiej czuje się Wilco Kelderman (Sunweb), ale nie można nie zwrócić uwagi na broniącego maglia rosa Joao Almeidy (Deceuninck-Quick Step), który zanotował imponujący wynik na otwierającej 103. edycję włoskiego wielkiego touru czasówce. 

Bez większych szans na wmieszanie się w walkę o etapowe zwycięstwo, ale ze słusznymi nadziejami na poprawienie swojej sytuacji w klasyfikacji generalnej przystąpią do dzisiejszej rywalizacji Jakob Fuglsang (Astana) i Vincenzo Nibali (Trek-Segafredo) – a więc czasowcy wcale nie wybitni, ale potrafiący kiedy trzeba zanotować wynik nieco ponad stan.

Zdarzało się to w przeszłości również Rafałowi Majce (Bora-hansgrohe), jednak dziś będzie on potrzebował wybornej formy dnia, bo trasa 14. etapu pozostawia Polakowi niewiele miejsc, w których będzie mógł w pełni wykorzystać swoją formę i potencjał. Na szczęście Piancavallo już jutro.