fot. Mitchelton-Scott

W opozycji do stojącej na wysokim poziomie sportowym rywalizacji w tegorocznej edycji Giro Rosa stoi brak transmisji telewizyjnej. Organizatorzy wyścigu wydali oświadczenie uzasadniające taki stan rzeczy, choć nie zlikwidowało ono niesmaku. Skoro bowiem celem Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), organizatorów kolarskich wyścigów dla kobiet oraz samych drużyn i zawodniczek jest promowanie kobiecego kolarstwa, to kiedy to robić, jeśli nie podczas wielkiego touru dla kobiet, największego i najbardziej prestiżowego wyścigu? 

Media specjalizujące się w kolarstwie oraz konta w serwisach społecznościowych byłych i obecnych kolarek, a także kibiców są pełne narzekań na brak transmisji telewizyjnej z 31. edycji Giro Rosa, nazywanego kobiecym wielkim tourem, największego, najdłuższego i najbardziej prestiżowego wyścigu dla kobiet. Trudno nie zgodzić się z argumentacją, że zaprzecza to panującej obecnie koniunkturze na promowanie ścigania się na dwóch kółkach pań, a także dostarcza kolejnego dowodu na to, że kolarstwo kobiet traktowane jest po macoszemu – obok niższych płac, mniejszej liczby wyścigów w przeorganizowanym kalendarzu po pandemicznej przerwie oraz (na szczęście) coraz mniej pokutującej opinii, że wyścigi z udziałem przedstawicielek płci żeńskiej są nudne.

Według pierwotnych planów wyścig Giro Rosa miał liczyć jak zwykle dziesięć etapów oraz trwać od 26 czerwca do 5 lipca. Na szczęście, pomimo problemów spowodowanych pandemią, udało się doprowadzić do jego zorganizowania, ale według doniesień portalu Cyclingnews, w dużej mierze przyczynili się do tego wolontariusze, a wieloletni organizator wyścigu Giuseppe Rivolta został zmuszony do dokonaniu wielu zmian w trasie. W tym roku dostrzegalny jest brak słynnych górskich przełęczy jak chociażby Monte Zoncolan, znanych z wyścigu Giro d’Italia. W zamian za to na trasie znajdują się przede wszystkim etapy dla puncheurs albo zawodniczek dobrze radzących sobie w górzystych wyścigach jednodniowych. Choć akurat to można uznać za zaletę, ponieważ z pewnością wpłynie na bardziej zaciętą rywalizację i sprawi, że drużyny będą musiały poświęcić więcej uwagi strategii rozgrywania etapów.

Wracając do kwestii transmisji telewizyjnej. Organizatorzy wyścigu pod presją opinii publicznej wydali oświadczenie, w którym uzasadnili, dlaczego tejże w tym roku nie ma. Przypomnijmy, że UCI narzuca obowiązek przynajmniej 45-minutowej telewizyjnej relacji “na żywo” z kobiecych wyścigów rangi World Tour. Rivolta i spółka otrzymali dyspensę wynoszącą 20 minut, ale z tego zobowiązania także nie byli się w stanie wywiązać.

– Jesteśmy w pełni świadomi wagi, a nawet potrzeby transmisji telewizyjnej z naszego wyścigu. Myśleliśmy o tym od pierwszego dnia, w którym rozpoczęliśmy planowanie trasy wyścigu. Jednakże sytuacja, z którą od kilku miesięcy zmaga się cały świat, nie ominęła także nas. Pandemia wirusa COVID-19 zweryfikowała wszystkie ludzkie działania. W związku z tym, o czym wiedzą zawodniczki, bardzo trudno jest znaleźć wolną przestrzeń w telewizyjnej ramówce. Z tego powodu z wielkim smutkiem, ale nie byliśmy w stanie zapewnić transmisji telewizyjnej z tegorocznej edycji. Dokonując takiego wyboru uznaliśmy, że najważniejsze jest to, aby wyścig się odbył. Chcieliśmy stworzyć kolarkom możliwość ścigania, zwłaszcza, że tak wiele innych wyścigów zostało odwołanych

– napisano w oświadczeniu.

Na pocieszenie dostępne są 60-minutowe skróty z wyścigu, produkowane przez PMG Sport. Są dystrybuowane do: Eurosportu, GCN, holenderskiej telewizji NOS, Claro w Ameryce Łacińskiej i Meksyku, RTVC w Kolumbii, Spark Sport w Nowej Zelandii, SBS w Australii i Flobikes w Ameryce Północnej. Ponadto krótsze highlights dostępne są na oficjalnym kanale w serwisie YouTube Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Tekstową relację można śledzić na Twitterze – m.in. na oficjalnym profilu UCI (@UCI_WWT). Sprawozdania i wyniki z poszczególnych etapów są oczywiście dostępne na naszym portalu.

Nigdy nie pracowałam w telewizji i nie znam jej zbyt dobrze od środka, ale zastanawiam się, czy skoro można emitować godzinne skróty w wielu telewizjach na świecie, nie można byłoby spełnić obligatoryjnych 45 minut transmisji dostępnej w popularnej dzisiaj telewizji na życzenie, typu Eurosport Player czy GCN Race Pass. Oczywiście – taki rodzaj przekazywania wyścigu nie byłby tym samym, co regularna transmisja za pośrednictwem szklanego ekranu, ale zawsze lepszy rydz niż nic. Jeśli ktoś z naszych Czytelników jest specjalistą w tym zakresie, proszę o kontakt – z chęcią poszerzę swoją wiedzę na ten temat.

Do momentu publikacji tego artykułu rozegrano pięć etapów, pozostały cztery. Do tej pory dwa z nich padły łupem Marianne Vos (CCC-Liv), jeden drużyny Trek-Segafredo (jazda drużynowa na czas), oraz także po jednym Annemiek Van Vleuten (Mitchelton-Scott) i Elizabeth Banks (Èquipe Paule Ka). Liderką klasyfikacji generalnej jest Van Vleuten, zaś na drugiej pozycji plasuje się Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM). Brązowa medalistka mistrzostw Europy z tego roku traci jednak do mistrzyni świata prawie 2 minuty, co biorąc pod uwagę charakterystykę trasy i dyspozycję, w jakiej znajduje się Van Vleuten, może być trudne do odrobienia. Przypomnijmy, że w wyścigu ściga się również inna Polka – Gosia Jasińska (Casa Dorada), która nie walczy w klasyfikacji generalnej i zajmuje w niej odległą pozycję.

W środę zostanie rozegrany szósty etap wyścigu Giro Rosa z Torre del Greco do Noli o długości 97 kilometrów. O zwycięstwo najprawdopodobniej ponownie powalczą najszybsze zawodniczki w peletonie, a jednym zwycięstwem z pewnością nie zadowoli się Marianne Vos. I chociaż śledzenie wymaga od nas odrobinę wysiłku, to mimo to zachęcamy. Warto zacząć od skrótów z drugiego etapu, na którym znajdowały się szutrowe sektory w Toskanii, na wzór wyścigu Strade Bianche. To właśnie na “białych drogach” Van Vleuten wypracowała większość posiadanej przez siebie przewagi, a druga finiszowała Niewiadoma.

Do tego tekstu pasuje tylko jedna puenta. Szkoda, że Państwo tego nie widzieli.