fot. ASO / Alex Broadway

Pierwszy etap Tour de France, choć chaotyczny, zakończył się po myśli Madsa Pedersena. Niewiele brakowało, a Duńczyk sięgnąłby po żółtą koszulkę lidera wyścigu.

Jeszcze kilka dni przed wyścigiem niewielu specjalistów spodziewało się, że Mads Pedersen otrze się o zwycięstwo na pierwszym etapie, dające prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Jak się jednak okazało, Duńczyk przegrał jedynie z Alexandrem Kristoffem, udowadniając, że w sezonie 2020 jest też niezmiernie groźny podczas finiszy z peletonu. Po wyścigu sam zawodnik przyznał, że mimo dobrej formy, wynik jest dla niego lekkim zaskoczeniem.

Naprawdę się cieszę, że udało mi się rozpocząć wyścig w taki sposób. Jedyną rzeczą, której mogę nieco żałować, jest brak etapowego zwycięstwa. Chłopcy fantastycznie mnie rozprowadzili i niewiele brakowało, żebyśmy dopięli swego. Drugie miejsce to świetny wynik. Jednocześnie cieszę się, że cały peleton był jednością i wszyscy pojechaliśmy niebezpieczne zjazdy bardzo spokojnie

– powiedział Pedersen w rozmowie z letour.fr.

Choć Duńczyk z pewnością chciałby utrzymać wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej jak najdłużej, już jutro do głosu powinni dojść kolarze o innej charakterystyce. Niewykluczone, że o zwycięstwo na drugim etapie powalczą górale.