Maciej Paterski bardzo dobrze spisał się w Mistrzostwach Europy w Plouay. Polak jechał bardzo aktywnie i zajął dobre 7. miejsce.

Dla kolarza, który na co dzień jeździ w Wibatech Merx Wrocław jest to już kolejny świetny występ po pandemicznej przerwie. Świetną passę zaczął od zwycięstwa w klasyfikacji najaktywniejszych Tour de Pologne, później zajął niezłe, 5. miejsce w Tour Bitwa Warszawska, a zaledwie 3 dni temu było blisko, by kwestię mistrzostwa Polski między sobą rozstrzygnęli on i Kamil Małecki. Jest więc w bardzo dobrej formie, ale gdy zapytaliśmy go, czy jest już w szczytowej formie, odpowiedział:

Mam nadzieję, że nie i że będzie jeszcze lepiej. Rzeczywiście już na Bitwie Warszawskiej czułem się bardzo dobrze, na mistrzostwach było jeszcze lepiej. Choć skasowali nas na 300 m przed metą, to czułem się podbudowany.

W świetnej formie był nie tylko on, ale także jego koledzy z zespołu. Na 68 kilometrów przed metą w kraksie ucierpiało dwóch biało-czerwonych – Piotr Brożyna i Przemysław Kasperkiewicz, a mimo to zespół może uznać wyścig za udany. Na początku dwa razy atakować próbował Paweł Bernas, a później aktywnie jechali Stosz, Rekita i sam Paterski.

Oczywiście “Patera” uwieńczył to wszystko świetnym finiszem, podczas którego przegrał tylko z gwiazdami światowego peletonu (Nizzolo, Demare, Ackermann, Van der Poel, Stuven i Ballerini) i zajął wysokie siódme miejsce. W rozmowie z nami przyznał, że wszystko poszło zgodnie z planem, ustalonym przed wyścigiem.

Przede wszystkim cieszę się ze mogłem tu wystartować, bo bardzo lubię tę trasę i znam ją z wyścigu World Tour – Bretagne Classic Plouay gdzie tez potrafiłem zafiniszować o dobre 6. miejsce. Wszystko mieliśmy zaplanowane – miała być aktywna jazda od startu i w końcówce na finiszu miałem walczyć ja i Patryk. Od początku bardzo dobrze się czułem i miałem wsparcie drużyny

– relacjonował i po chwili nawiązał do niedawnej burzy związanej z brakiem powołania dla Stanisława Aniołkowskiego.

Przykre jest to, że startowaliśmy w atmosferze kłótni o powołania. Jesteśmy tylko zawodnikami, którzy robią swoje a wiele komentarzy nam tego nie ułatwia. I tu apel do każdego, kto hejtuje sportowców. Zastanówcie się dwa razy zanim napiszecie coś krzywdzącego pod adresem jakiegokolwiek zawodnika czy zawodniczki. Szkoda też, że polskie środowisko kolarskie nie potrafi się w końcu zjednoczyć. Przez ciągle wojenki cierpi wielu zawodników

– mówił zawodnik, który już niebawem wraca do Polski. Jego kolejnym startem będą górskie mistrzostwa Polski w Wysowej-Zdrój, które odbędą się już w tę sobotę.

Prosto z lotniska jadę do Wysowej. Później jest natłok wyścigów, w których będziemy startować jako ekipa.

– zakończył.