Fot. Johnny Fidelin/Icon Sport via Getty Images

Choć do Tour de France pozostało już tylko kilka dni, włodarze poszczególnych zespołów wciąż chcą zmian w przepisach sanitarnych. Niewykluczone, że mogą być one powodem protestu drużyn.

Kilka dni temu informowaliśmy o zmianie w przepisach mających na celu zapobiec rozprzestrzenianiu się COVID-19 w peletonie startującym w Tour de France. Christian Prudhomme i jego współpracownicy chcą, by kompletne zespoły liczyły maksymalnie 30 osób, a dwa zakażenia w jednym teamie automatycznie zmuszają go do wycofania się z dalszej rywalizacji. To oczywiście spotkało się z dezaprobatą włodarzy poszczególnych ekip. W bardzo mocnych słowach o całej sytuacji wypowiedział się szef zespołu B&B Hotels Jerome Pineau w rozmowie z L’Equipe.

Wykluczenie zespołu z rywalizacji, kiedy jego dwóch członków będzie zakażonych, to bardzo radykalna decyzja. Jeśli mechanik czy kierowca otrzyma pozytywny wynik testu, chcę mieć świadomość, że nie zmusi to moich kolarzy do powrotu do domu. Dlaczego nie możemy po prostu poddać danej osoby kwarantannie? W innym przypadku do Paryża dojedzie tylko garstka zawodników

– powiedział poirytowany Pineau.

Przepisy przygotowane przez organizatorów wyścigu są niezwykle radykalne. W przypadku kolarstwa niemożliwe jest bowiem, by utrzymać cały peleton w bańce, podobnie jak choćby drużyny NBA grające obecnie play-offy w Orlando. Wszyscy członkowie zespołów będą bowiem mieli kontakt nie tylko z kibicami przy trasie, ale także m.in. z obsługą hoteli.

Przypomnijmy, że każda z osób, która pojawi się na starcie Tour de France, przejdzie 4 testy na obecność koronawirusa. Dwa z nich zostaną przeprowadzone przed wyścigiem, a kolejne dwa podczas zaplanowanych dni przerwy.